Paprotka spojrzała w kierunku, skąd ktoś zawołał jej imię. Jakże się zdziwiła, kiedy po sekundzie konsternacji rozpoznała zmierzającą do niej kobietę.
– Dora? To naprawdę ty, na brodę Merlina… Cześć! – w głosie Ferny słychać było zdziwienie pomieszane z radością.
Kobiety znały się z czasów Hogwartu i później ze świętego Munga. Chociaż różniły się, jak ogień i woda, to w jakiś magiczny sposób świetnie się dogadywały. Tylko że jak z większością znajomych ze szkolnych lat, Fernah miała problem z utrzymaniem regularnego kontaktu.
– Nie chcę nawet liczyć. Przepraszam, że w ogóle się do ciebie nie odzywałam, jest mi strasznie głupio. – uśmiechnęła się przepraszająco. – Nie, sama, rodzice poprosili mnie, żebym się zjawiła, więc jestem…
Nie z własnej woli, ale jestem, dopowiedziała w myślach.
– Cedric Lupin? Widziałam, że Cameron, jego brat, też gdzieś jest i to z Heather Wood, na pewno ją kojarzysz. – nieznacznym ruchem głowy wskazała na salę.
W momencie, w którym skończyła mówić, ktoś wykrzyknął niebagatelną kwotę dwudziestu tysięcy galeonów. Panna Slughorn rozwarła szeroko oczy i spojrzała na scenę, by dowiedzieć się, co takiego było licytowane, jako że straciła rachubę.
Ponad głowami gości stała tylko jedna osoba – Erik Longbottom, a w zasięgu wzroku nie było przedmiotu. Jedna z brwi Paprotki powędrowała w górę. Po sali poniósł się szmer zdziwienia i nawet ktoś taki jak Fernah, niebędąca biegłą w relacjach międzyludzkich, czuła, że większość zebranych tutaj ludzi wstrzymuje oddechy.
– Dora, co takiego teraz licytują? – spytała prawie szeptem, pochylając się w kierunku Menodory.
TLDR: Rozmowa z Menodorą i zdziwienie bajońską sumą za cholera wie co, bo Fernah nie załapała, że licytują jej kuzyna.