27.12.2023, 20:10 ✶
- Albo tylko moje, gdyby się teleportował - mruknęła Catherine.
Życie za życie.
Cieszyła się, że żyje. I umknęła wtedy, bo nie chciała umierać. Ale pozostawała boleśnie świadoma, że Jason umarł, aby ona mogła żyć - że mógł stamtąd uciec, ale tego nie zrobił, ponieważ ona nie potrafiła się teleportować.
- Antytalent od magii translokacyjnej - wyznała, kiedy Nora powiedziała, że nie umie rozpraszać magii i ogólnie nie jest zbyt dobra w walce. Właśnie ten brak sprawił, że musiała skorzystać ze świstoklika, że biegała po Londynie w koszuli nocnej i że wreszcie umykała mugolskim pociągiem, zamiast po prostu się teleportować. - Oblałam przez to SUMa z zaklęć, ledwo zdałam OPCM. Nie umiem się teleportować. Ty przynajmniej umiesz zrobić babeczkę, a ja? Nie potrafię nic przydatnego. Mogłam zbierać informacje, ale teraz to też niemożliwe... - westchnęła. Nie oznaczało to jednak, że Barlow ma zamiar się poddać: wyglądała na całkiem zdeterminowaną, aby trzymać się planu, o którym wspomniała. - Byłam w szkole dobra ze starożytnych run - dodała cicho, kiedy Figg wspomniała, że pieczętowanie brzmi cholernie skomplikowanie. Może i takie było, ale dla Catherine pozostawało łatwiejsze niż proste accio, jedno z zaklęć tak chętnie używanych przez niemal każdego czarodzieja. - Dziękuję, Nora. Za ciasteczka, za eliksiry... Za wszystko. To nie tak, że tego nie doceniam. Jestem po prostu... tak strasznie zmęczona - szepnęła, a potem pochyliła się ku pannie Figg, by krótko ją uściskać.
Czas, w którym miała powoli się zebrać i przygotować do podróży, zbliżał się nieubłaganie.
Pytaniem pozostawało, czy Catherine Barlow uda się zrealizować swój plan - i powrócić, na podobieństwo feniksa, powstającego z popiołów.
Życie za życie.
Cieszyła się, że żyje. I umknęła wtedy, bo nie chciała umierać. Ale pozostawała boleśnie świadoma, że Jason umarł, aby ona mogła żyć - że mógł stamtąd uciec, ale tego nie zrobił, ponieważ ona nie potrafiła się teleportować.
- Antytalent od magii translokacyjnej - wyznała, kiedy Nora powiedziała, że nie umie rozpraszać magii i ogólnie nie jest zbyt dobra w walce. Właśnie ten brak sprawił, że musiała skorzystać ze świstoklika, że biegała po Londynie w koszuli nocnej i że wreszcie umykała mugolskim pociągiem, zamiast po prostu się teleportować. - Oblałam przez to SUMa z zaklęć, ledwo zdałam OPCM. Nie umiem się teleportować. Ty przynajmniej umiesz zrobić babeczkę, a ja? Nie potrafię nic przydatnego. Mogłam zbierać informacje, ale teraz to też niemożliwe... - westchnęła. Nie oznaczało to jednak, że Barlow ma zamiar się poddać: wyglądała na całkiem zdeterminowaną, aby trzymać się planu, o którym wspomniała. - Byłam w szkole dobra ze starożytnych run - dodała cicho, kiedy Figg wspomniała, że pieczętowanie brzmi cholernie skomplikowanie. Może i takie było, ale dla Catherine pozostawało łatwiejsze niż proste accio, jedno z zaklęć tak chętnie używanych przez niemal każdego czarodzieja. - Dziękuję, Nora. Za ciasteczka, za eliksiry... Za wszystko. To nie tak, że tego nie doceniam. Jestem po prostu... tak strasznie zmęczona - szepnęła, a potem pochyliła się ku pannie Figg, by krótko ją uściskać.
Czas, w którym miała powoli się zebrać i przygotować do podróży, zbliżał się nieubłaganie.
Pytaniem pozostawało, czy Catherine Barlow uda się zrealizować swój plan - i powrócić, na podobieństwo feniksa, powstającego z popiołów.
Koniec sesji