Kontakty to była podstawa. Ogrom rzeczy jaką dało radę załatwić po znajomości to głowa była mała. Tak naprawdę to szło załatwić wszystko, każdą możliwą rzecz jeżeli tylko wiedziało się do kogo z danym tematem uderzyć.
- Przecież to żaden problem - zapewnił - Jak to się mawia - służyć i chronić, czy coś takiego - uśmiechnął się szczerze - Tak to już bywa niestety. Pan Rookwood sam jest sobie winny, niejako winny własnego sukcesu. Gdyby tak mu się tutaj nie podobało i gdyby nie nie awansował wyżej w hierarchii, to już dawno by go tu nie było, a teraz nie musiałby siedzieć na jakichś spotkaniach czy innych tego typu rzeczach - stwierdził. Tak też w sumie było. Chester mógł przecież grzać ławę w BUMie i wtedy miałby święty spokój, a tak to zachciało mu się robić kariery i koniec.
Stanley podniósł się z krzesła, poprawiając swój mundur, aby chwilę później podać dłoń swojemu rozmówcy. Może i nie rozmawiali zbyt długo ale była to całkiem przyjemna i rzeczowa rozmowa, a przynajmniej młody Borgin tak uważał - Do widzenia i mam nadzieję, że do zobaczenia niedługo. Czy to gdzieś na mieście czy w Ministerstwie - dodał od siebie, odprowadzając swojego Richarda do wyjścia. Zawsze był to moment na dodatkowy odpoczynek od swoich służbowych obowiązków, a po drugie dobrze to o kimś świadczyło. W takim rozwoju wypadków, petent, mógł się czuć zaopiekowany przez swojego rozmówcę, a wszystkim przecież zależało, aby tak było. Aby osoby, które przyjmowały petentów się jakoś prezentowały i potrafiły im pomóc. O ile z prezencją u Stanleya nie było większych problemów, tak liczył, że i z wiedzą merytoryczną było tak samo.
Odprowadził Mulcibera i powrócił do swojego biurka, aby zgarnąć kubki - porządek musiał być. Raz, dwa i wszystko było gotowe, a brygadzista mógł wrócić do swojej pracy. Pech był taki, że ta przyjemniejsza część dnia była już raczej za nim - teraz zostały obowiązki.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972