28.12.2023, 13:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.12.2023, 13:12 przez Brenna Longbottom.)
Stanley Borgin, pogryziony przez tentakule, spoczywający martwy pośród storczyków. Ach, to była taka piękna wizja. Brenna uśmiechnęła się mimowolnie, leciutko, na to wyobrażenie. Kto jej zabroni od czasu do czasu pofantazjować? W tej wizji dorzuciła tam jeszcze martwe ciało jego wujka, a gdzieś w tle spoczywał lord Voldemort. Zaraz jednak z ust kobiety wyrwało się westchnienie.
Wyobrażenia tego typu miały to do siebie, że nie było szans na to, aby się spełniły. W dodatku zapewne, gdyby ta tentakula faktycznie ugryzła Borgina, Brenna po zaciekłej, ale krótkiej walce sama ze sobą, powlekłaby go szukać antidotum. Tylko w myślach mając nadzieję, że nie zdążą go znaleźć.
Przykucnęła w pobliżu storczyków i wsunęła na dłonie rękawiczki. Nie chciała używać magii, aby ta nie „przykryła” innych, magicznych śladów, a potem zerknęła z ukosa na Stanleya, kiedy ten postanowił się do niej przyłączyć.
– Spróbujemy ustalić, kto to – powiedziała rzecz raczej oczywistą, bo po prostu nie byłoby naturalne, gdyby zignorowała jego uwagę i zachowywała grobową ciszę, gdy zwykle paplała jak szalona. Do prawie każdego poza nim.
Wzruszyła lekko ramionami, kiedy Stanley spytał, dlaczego ktoś miałby napaść na biednego zielarza.
– Jeśli wykluczymy śmierciożerców, a nie ma mrocznego znaku, on zaś pochodził może nie z rodu czystej krwi, ale nie miał żadnych mugoli w rodzinie kilka pokoleń wstecz… to zostaje to, co zwykle. Pieniądze, nienawiść, zazdrość, miłość, wściekłość albo po prostu chęć wyładowania się na kimś. Jeżeli pił z tą osobą herbatę, obstawiałabym, że się pokłócili. Jeśli był tam ktoś inny, to nie zdziwiłabym się, jeżeli poszłoby o pieniądze. Te wszystkie rośliny? – Brenna uniosła głowę znad storczyków i rozejrzała się po zielonym królestwie zmarłego zielarza. Nie tak dawno temu transportowała kilkadziesiąt sadzonek i nasiona dla Dory i zapłaciła za to całkiem sporo. Myśl o Dorze sprawiła, że jej dłoń mimowolnie zacisnęła się w pięści. Kurwa, tkwiła tu obok Borgina. I nawet nie mogła spróbować go udusić. – Pewnie są całkiem sporo warte – podjęła, jak gdyby nigdy nic. – Ale może się mylę i nasz pan Ian Evans na przykład był lokalnym łamaczem serc i zamordował go jakiś zazdrosny mąż. Rano popytam sąsiadów.
Oczywiście, ostatecznie ktoś inny pytał sąsiadów, bo ona skończyła na nawiedzonym statku.
Zerknęła w stronę śladów wskazanych przez Stanleya. Rzeczywiście ktoś mógł zahaczyć tu butem czy podczas szarpaniny, czy podczas ucieczki. A potem przesunęła się dalej, sprawdzając, czy nie dostrzeże czegoś jeszcze pośród kwiatów.
(percepcja)
@Stanley Andrew Borgin
Wyobrażenia tego typu miały to do siebie, że nie było szans na to, aby się spełniły. W dodatku zapewne, gdyby ta tentakula faktycznie ugryzła Borgina, Brenna po zaciekłej, ale krótkiej walce sama ze sobą, powlekłaby go szukać antidotum. Tylko w myślach mając nadzieję, że nie zdążą go znaleźć.
Przykucnęła w pobliżu storczyków i wsunęła na dłonie rękawiczki. Nie chciała używać magii, aby ta nie „przykryła” innych, magicznych śladów, a potem zerknęła z ukosa na Stanleya, kiedy ten postanowił się do niej przyłączyć.
– Spróbujemy ustalić, kto to – powiedziała rzecz raczej oczywistą, bo po prostu nie byłoby naturalne, gdyby zignorowała jego uwagę i zachowywała grobową ciszę, gdy zwykle paplała jak szalona. Do prawie każdego poza nim.
Wzruszyła lekko ramionami, kiedy Stanley spytał, dlaczego ktoś miałby napaść na biednego zielarza.
– Jeśli wykluczymy śmierciożerców, a nie ma mrocznego znaku, on zaś pochodził może nie z rodu czystej krwi, ale nie miał żadnych mugoli w rodzinie kilka pokoleń wstecz… to zostaje to, co zwykle. Pieniądze, nienawiść, zazdrość, miłość, wściekłość albo po prostu chęć wyładowania się na kimś. Jeżeli pił z tą osobą herbatę, obstawiałabym, że się pokłócili. Jeśli był tam ktoś inny, to nie zdziwiłabym się, jeżeli poszłoby o pieniądze. Te wszystkie rośliny? – Brenna uniosła głowę znad storczyków i rozejrzała się po zielonym królestwie zmarłego zielarza. Nie tak dawno temu transportowała kilkadziesiąt sadzonek i nasiona dla Dory i zapłaciła za to całkiem sporo. Myśl o Dorze sprawiła, że jej dłoń mimowolnie zacisnęła się w pięści. Kurwa, tkwiła tu obok Borgina. I nawet nie mogła spróbować go udusić. – Pewnie są całkiem sporo warte – podjęła, jak gdyby nigdy nic. – Ale może się mylę i nasz pan Ian Evans na przykład był lokalnym łamaczem serc i zamordował go jakiś zazdrosny mąż. Rano popytam sąsiadów.
Oczywiście, ostatecznie ktoś inny pytał sąsiadów, bo ona skończyła na nawiedzonym statku.
Zerknęła w stronę śladów wskazanych przez Stanleya. Rzeczywiście ktoś mógł zahaczyć tu butem czy podczas szarpaniny, czy podczas ucieczki. A potem przesunęła się dalej, sprawdzając, czy nie dostrzeże czegoś jeszcze pośród kwiatów.
Rzut Z 1d100 - 31
Akcja nieudana
Akcja nieudana
(percepcja)
@Stanley Andrew Borgin
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.