29.12.2023, 02:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 18:43 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - The Edge - Piszę więc jestem
Wóz Alexandra Bella
Laurent Prewett & Crow
Laurent Prewett & Crow
Irytacja, jaka rozchodziła się po jego ciele, zrobiła się nieco mniej upierdliwa, kiedy Laurent postanowił przestać się z nim bawić i wszedł do środka wskazanego wozu. Flynn wciąż musiał załatwić sprawę swoich sióstr, toteż nie dołączył do niego jeszcze przez kilka długich minut.
Jak i gdzie podziać się w takiej przestrzeni? Mała, ciasna, ale generalnie dobrze mająca się klita z kilkoma niepasującymi elementami - nawet łatwo było domyślić się, że mieszkał tutaj ktoś zajmujący się dokumentacją, jakiś zarządca albo księgowy, bo na biurku i półkach pełno było segregatorów z datami. Wszystko pachniało czystością, poza... tym, co wskazywało na obecność Crowa. Brudna koszulka na niepościelonym łóżku, kartka z obliczeniami zapisana tak koślawo jak tylko się dało, absurdalna liczba noży umieszczonych na stosiku obok półki, sreberka od zjedzonych czekolad leżące obok dzieła jakiegoś mugolskiego pisarza, najpewniej czekające na swoją kolej w byciu opalanymi przy gonieniu smoka... To była jego przestrzeń. Przestrzeń człowieka, który potrafił tworzyć skomplikowane mechanizmy zabezpieczające, więc odpowiadając na to wcześniejsze pytanie - jak więc się w takiej przestrzeni podziać i gdzie... Najlepiej nie dotykać nic, jeżeli nie chciało się stuknąć butem jakiejś pułapki, albo gdyby widok figurki z odpadniętą głową tuż obok zniszczonego w ataku histerii parapetu boleśnie przypominał o czyjejś nieobliczalności.
Może Laurentowi pomogły w tym wspomnienia, może dostatecznie mocny kopniak w bebechy, ale kiedy Flynn przekroczył próg wozu, trzasnął drzwiami i odciął ich od świata zewnętrznego, zaciągając metalową zasuwę, ten siedział na krześle Alexandra i czekał jak na ścięcie. W środku panował straszliwy zaduch, ale nie otworzył okna. Nikt przecież nie miał tego słyszeć. Wyglądało na to, że się uspokoił - prawdę mówiąc, powoli brało go już poczucie winy, ale dusił to w zarodku, póki jeszcze nie był pewny, że ta cholerna foka mówiła prawdę. Szczęście w nieszczęściu, ze względu na kłopoty w raju Bellów, zamówił u Aveliny kilka porcji Veritaserum. I chociaż ten zbieg okoliczności był dla niego całkiem korzystny, to jak zawsze potwornie go irytował. Przeznaczenie? Jedyne, jakie dostrzegał to ciążące nad nim fatum.
- Przesiądź się tam - skinął głową na to nieszczęsne łóżko, a sam przesunął sobie krzesło tak, żeby było odwrócone w kierunku Prewetta. Usiadł plecami do drzwi, bardzo świadomie zajmując przestrzeń pomiędzy nim i wyjściem.
Siedział w rozkroku. Spoglądał na niego niechętnie. Odkaszlnął w ten charakterystyczny sposób, w jaki kaszleli wszyscy nałogowi palacze. I jak każdy nałogowy palacz zaraz po tym wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Nie zważał na duchotę, na to jak mocno piekło lipcowe słońce wpadające przez okno, na to jak go te fajki powoli zabijały - liczył się tylko spokój, jaki mogły mu dać. - Niesamowicie mnie tym wkurwiłeś. - Nim wyciągnął pierwszego z nich, pstryknął palcami. Stojący na blacie sok zaczął nalewać się do szklanki. Ktoś z niej już coś pił, ale to był chyba najmniejszy problem. Większym problemem było to, że kiedy tylko naczynie napełniło się napojem, otworzyła się szufladka biurka, a z niej wyłonił się biały flakon. - Jakbyś nie zauważył idioto, ona ma kilkanaście lat. Wcale nie musiała tego wiedzieć.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.