• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[07.1965] Zagubieni w wielkiej ciszy, wędrujemy wśród gwiazd | Loretta x Axel

[07.1965] Zagubieni w wielkiej ciszy, wędrujemy wśród gwiazd | Loretta x Axel
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#2
29.12.2023, 14:36  ✶  

Egzaltowana w swoim niewybrednym zachowaniu i niemniej w snobistyczny sposób arogancka już od wczesnych wiosen, prawdopodobnie przybyła do Fawley’ów wyłącznie celem pokazania się i zmiękczenia spojrzeń, które ślizgały się po jej sylwetce. Licząc osiemnaście mroźnych zim, nie posiadała tej lwiej przewagi sławy, której nabrała ze studni w miarę kolejnych spopielonych, przemijających lat. Teraz była nikim, poza sobą; gdzieś uśmiechała się osjanicznie (czy te metafory były zastępowane przez dandyzm współczesny?), urągliwie przybierała miłe dla oka grymasy – była jednak nastolatką, która musiała niejako pogodzić się z szybującą ku górze karierą – ledwie wyszła poza hogwardzkie strzeliste mury, a już pod swe skrzydła wziął ją obiecujący artysta, który uczynił z jej życia miałko i bezdennie. Wreszcie rozumiała, czym jest to fatalistyczne non omnis moriar – miała pozostać wieczna dzięki rozmachowi i rozmaitości tworzonych obrazów; nigdy jednak nie była przywiązana do koncepcji życia wiekuistego.

Loretta Lestrange była znudzona.

Spojrzenie spozierające spod welonu czarnych rzęs ślizgało się po obecnych, tak jakby chciała przewartościować ich lukratywność względem samej siebie. Już lata temu przestała uważać, że w miejscach zbierających migotliwe gwiazdy na nieboskłonie, jest dla czystej, nieskalanej fałszem przyjemności. Już od młodych lat jednak, otaczał ją wianuszek dziewcząt i dżentelmenów – tak, jakby został stworzony do jej adorowania. Westchnięcie zamierające na wargach tliło się łagodnie, a jej wzrok kilkukrotnie bezpardonowo zahaczył o wysokiego, starszego od niej mężczyznę. Nie posyłała mu filuternych uśmiechów, karmazyn warg utrzymując w niemym skupieniu – była przyzwyczajona do niejakiej kokieterii, wówczas jednak, będąc w akwenie osiemnastej wiosny, nie potrafiła wprawnie władać swoimi atutami, a świadomość własnego ciała przyszła jej na kanwie kolejnych lat.

Kolejnych lat tkanych na tym padole łez.

Przyszpilona do ramienia blondwłosego mężczyzny, bardziej jak modliszka aniżeli jej ofiara, posyłała mu uśmiechy łagodne, pełne wysmakowanej, buńczucznej gry; jej spojrzenie jednak utykało co rusz w martwym punkcie, którym były mroźne oczy nieznajomego – oceniała ich błękit przez jakiś czas, aby w rytm przemijających sekund wracać tym wzrokiem ku partnerowi.

Burke? Travers? – nie pamiętała jego nazwiska.

Loretta, będąc Lorettą, nie uważała za swój obowiązek pamiętanie nazwisk mężczyzn przewijających się przez jej tkany przez Mojry życiorys – było ich wielu i choć sama Lestrange z definicji nie była femme fatale, pewna niewinność zamknięta w szklistej kapsule wnętrza ściągała ku niej ofiary. Ofiary, ponieważ Loretta nie potrafiła inaczej traktować ludzi, aniżeli przedmiotowo. Prawdopodobnie już wówczas zgnilizna urosła w jej duszy, delikatnie nadgryzając świadczone przez imaginację opuszki palców – nie docierając jednak do trzonu jestestwa; będąc daleko od samego serca, którego splugawienie zajęło jej osiem długich lat.

Teraz jednak, uważała ludzi za uciechę; za martwy punkt, który został stworzony do adorowania jej – było wszak w jej niebagatelnej charyzmie coś, co nakazywało posłuszeństwo i choć jej uwertura była niebywale pogodna, a całokształt duszy przystępny – powoli zaczynała niszczeć. Możliwe, iż to brak szacunku do czyjegokolwiek życia sprowadzał ją pojednawczo na manowce – wolała jednak myśleć, iż to jej urok osobisty ściągał gwiazdy podniebne ku sobie – ku modliszce.

Dopiero gdy usiadła przy okrągłym stole, gubiąc z pola widzenia swego partnera, dostrzegła, iż nieznajomy dosiadł się do niej – zupełnie jakby odczytał jej splątane w kłębek myśli.

Jednak dopiero jego słowa wyrwały ją ze swoistego letargu, niemego zastanowienia, które przebiegło się na palcach po jej obliczu, a dreszczem wędrując w dół linii kręgosłupa. Nie odwróciła wzroku, nie wyglądała na spłoszoną w żadnej mierze, a jej butna pewność siebie zakwitła już wtedy; już gdy była zagubioną nastolatką. Zamiast tego przekrzywiła głowę nieznacznie, mrużąc oczy tak, jakby chciała go odczytać.

On nie był otwartą księgą, a ona jedynie chciała wiedzieć.

– Właśnie zepsuł pan oświadczyny – rzekła, skinąwszy ku mężczyźnie, który z nią przyszedł. – Teraz musi pan wziąć mnie za żonę, aby odpokutować winy – dodała z pełną powagą malującą się na obliczu tak, jakby z jej ust sączyła się sama prawda, a stalowe arkana umysłu pozostawały nieprzebrnięte.

I wpatrywała się w niego tak zaciekawiona; utykając gdzieś między bezdennym, morskim błękitem nieba, które zawierało się w jego oczach a wargach, które uginały się w parszywym uśmiechu. Spoglądając tak na niego odrobinę dłużej, odrobinę intensywniej i odrobinę zbyt nachalnie, pozwoliła uśmiechowi w negliżu emocjonalnym rozszerzyć wargi.

Następnie parsknęła śmiechem.

– Żartowałam, nie pamiętam, jak miał na nazwisko

Wątłe ogniki rysujące się w bezmiarze jej ciemnych tęczówek skupiły się na jego osobie; tak, jakby nagle cały świat rozmył się w niebyt – tak, jakby pozostali jako jedyni w tym akwenie niezawoalowanej bliskości – bo gdy tylko odgrodził ją ramieniem, łapiąc za oparcie krzesła, obróciła się ku niemu, pochylając się konspiracyjnie. Dokładnie tak, jakby miał policzyć wszystkie piegi na nosie, układające się w konstelację.

– Może właśnie czekałam na pański ruch? – zabrzmiała retoryką tak donośną, że nieomal namacalną.

Nie zarumieniła się, a alabaster jej skóry, upstrzonej siateczką piegów, pozostawał w swej jasnej nienaganności. Pochyliła się ku niemu jeszcze bliżej – tak, że mógł poczuć zapach bergamotki umiejscowiony gdzieś między smukłą szyją a obojczykami – pozwalając ustom rozmyć się w uśmiechu o barwie krwistej i emocji nieodgadnionej.

Ich słowa stały się nieomal niedosłyszalne przez otaczających ich ludzi.

– Trzeba o wiele więcej, by mnie zawstydzić – rzekła prowokacyjnie, sięgając do papierośnicy, którą jej zaoferował.

Zapaliwszy papierosa, którego końcówka prędko zajęła się ognistym oczkiem, a dym spowił ich sylwetki, unosząc się fatalistycznie ku górze, pozwalając rozmyć akwarelą wszystko, co było w zasięgu ich wzroku. I wówczas odsunęła się, przerywając dzielący ich nagły paroksyzm bliskości, opadając miękko na oparcie krzesła. Coś w niej drgnęło nieprzejednanie, jakby każdy spośród neuronów zechciał przylgnąć do niego, a jednocześnie odsunąć się na sporawy dystans. Tkwiła tak w niewiadomym, niepomna co powinna zrobić w sytuacji zawierającej tak abstrakcyjny życiowy oksymoron, jednak już po chwili zatopiła sarnie tęczówki w jego obliczu na powrót.

– Loretta – rzekła, otulając filtr papierosa ciepłotą ust. – Ale to pan już wie – dodała, skinąwszy głową na kartkę, która objaśniała jej nazwisko.

– Jest pan tajemniczy. To zamierzona żonglerka wizerunkiem, czy po prostu jest pan tak nieprzystępny na co dzień? – zabrzmiała pytaniem, a zewnętrzne kąciki jej oczu zajęły się niewydatnymi, płytkimi zmarszczkami; puentując uśmiech, który żwawo wstąpił na jej wargi. – Gdzie pańska partnerka?



Part of me wanna to do stupid shit
Gotta admit, I'm a hypocrite
I like it way better than being on the side of it
I'm a psycho, loving it
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (4322), Loretta Lestrange (1905)




Wiadomości w tym wątku
[07.1965] Zagubieni w wielkiej ciszy, wędrujemy wśród gwiazd | Loretta x Axel - przez Alexander Mulciber - 27.12.2023, 03:15
RE: [07.1965] Zagubieni w wielkiej ciszy, wędrujemy wśród gwiazd | Loretta x Axel - przez Loretta Lestrange - 29.12.2023, 14:36
RE: [07.1965] Zagubieni w wielkiej ciszy, wędrujemy wśród gwiazd | Loretta x Axel - przez Alexander Mulciber - 19.01.2024, 09:24
RE: [07.1965] Zagubieni w wielkiej ciszy, wędrujemy wśród gwiazd | Loretta x Axel - przez Loretta Lestrange - 13.02.2024, 22:30
RE: [07.1965] Zagubieni w wielkiej ciszy, wędrujemy wśród gwiazd | Loretta x Axel - przez Alexander Mulciber - 12.03.2024, 17:05

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa