21.11.2022, 20:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.11.2022, 02:42 przez Florence Bulstrode.)
Las nie był naturalnym środowiskiem dla Florence Bulstrode. To nie tak, że jej wiedza o roślinach czy eliksirach była absolutnie zerowa, ale ostatni raz na wycieczce "poza miastem" była... właściwie nie pamiętała kiedy. Połowę swojego czasu spędzała w Mungu, jakieś czterdzieści procent w kamienicy na Horyzontalnej (wliczając w to czas na spanie), pozostałe dzieląc między wyprawy na Pokątną i nieliczne obowiązki towarzyskie.
Zdążyła już praktycznie zapomnieć, jak wyglądają drzewa.
Może to dlatego mierzyła je co jakiś czas podejrzliwym spojrzeniem, jakby spodziewała się, że któreś okaże się wierzbą bijącą i postanowi ją zaraz zamordować. Nogi stawiała bardzo uważnie, bo rzecz niesłychana, okazało się, że korzenie drzew bywają bardzo podstępne, chowają się w mchu i paprociach. Nie wspominając już o innych pułapkach, takich jak pajęczyny, wplątujące się we włosy, gałęzie, niecnie czepiające się spódnicy (no doprawdy, jak one śmiały?!), dołki, przemyślnie skryte w trawie.
Florence po trzech minutach zaczęła się zastanawiać, co jej w ogóle strzeliło do głowy, że tu weszła. (Chyba miała jakieś mgliste myśli o tym, że należałoby wreszcie wyjść ze szpitala, może poodychać, poruszać się. Prawdopodobnie instrukcje dla pacjentów, które wygłaszała w ostatnich dniach, udzieliły się jej zbyt mocno. Przecież to pacjenci powinni dbać o siebie, nie ona! Ewentualnie chciała nie myśleć o znakach, snach i wizjach...) Po pięciu, gdy cudem uniknęła skręcenia nogi, była jednak już pochłonięta inną myślą: jak wiele osób dziś może potrzebować po tej zabawie pomocy uzdrowiciela? Może jednak dobrze, że była na miejscu...
Odkryj wiadomość pozafabularną
Skupiona na swoich rozmyślaniach, jajko, ukryte pomiędzy gałęziami drzewa, zauważyła właściwie głównie dlatego, że zmierzyła je uważnym spojrzeniem. Wyglądało jakoś podejrzanie, kora tak układała się na pniu... a słyszała różne opowieści o lesie Greengrassów... Ale nie, nic się nie działo, kiedy zabrała jajko z gałęzi i ruszyła dalej.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Zdążyła przejść parę kroków... i potknęła się o coś, lądując w trawie.
Gdyby znajdowała się teraz w świętym Mungu, prawdopodobnie umarłaby ze wstydu. Z drugiej strony tam nie atakowały jej... zaraz, jajka? Tak, kolejne jajko leżało w trawie: to ono było przyczyną upadku. Florence rozejrzała się szybko, upewniając, że nikt nie widział jej hańby, zgarnęła jajko i podniosła. Nie przeszła jeszcze nawet połowy drogi, a już zaczynała mieć dosyć.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Otrzepała pośpiesznie ubranie z trawy. Jeszcze przez chwilę, idąc bardzo powoli, skupiała się raczej na doprowadzeniu stroju do idealnej perfekcji, nie dostrzegła więc żadnych jajek. Dopiero po kilku krokach rozejrzała się wokół siebie...
Odkryj wiadomość pozafabularną
...zobaczyła następną niespodziankę, skrytką przemyślnie w dziupli. Łatwo było ją przegapić, ale oko Florence, tak bystre, dzięki wiecznemu wypatrywaniu uchybień stażystów i młodszych uzdrowicieli, ewentualnie szukania objawów u pacjentów, twierdzących, że absolutnie - nic - im - nie - dolega, zdołało je wypatrzeć. Uzdrowicielka podniosła jajko i obracała je przez chwilę w dłoni, jakby zastanawiała się, co z nim zrobić.
Właściwie to nawet nie była ogromną wielbicielką czekolady...
Wrzuciła je jednak do koszyka. I tak musiała iść dalej, jeżeli chciała wrócić na polanę, po drodze więc wciąż się rozglądała. Nie tylko za jajkami, ale i niespodziankami, które mogłyby ją niecnie zaatakować.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Być może właśnie ta uwaga, spowodowana raczej chęcią upewnienia się, że żaden pająk nie wyląduje na jej twarzy, żaden korzeń nie schwyci nogi w zdradliwą pułapkę i żadne kolce nie rozedrą spódnicy, sprawiły, że Bulstrode wypatrzyła kolejne jajko. Mimo tego i że je ktoś schował bardzo starannie, tym razem pośród miękkich paproci. Czarodziejka obserwowała je przez moment, czy na pewno nie łażą po nich żadne pajęczaki, a potem zgarnęła kolejną zdobycz, nim po miękkim mchu ruszyła dalej...
Odkryj wiadomość pozafabularną
...przemierzając kolejny, spory kawałek lasu, nie dostrzegła niczego ciekawego. Na moment zdołała nawet się rozluźnić i pomyśleć, że może leśne przechadzki nie są aż takie złe. Mogłaby robić to od czasu do czasu. Nie za często, oczywiście: tak raz w roku. Albo na dwa lata. To i tak byłoby częściej niż do tej pory, prawda?
Odkryj wiadomość pozafabularną
Nawet nie zdziwiła się już, dostrzegając kolejne jajko, tym razem pyszniące się pośród traw, widoczne już z daleka. Może to talent, płynący we krwi jej rodziny, może szczęście, a może ot bogini uśmiechała się tego dnia do Florence? W każdym razie uzdrowicielka przyklękła i piąte jajko trafiło do jej koszyka, nim magomedyczka podjęła dalszą wędrówkę.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Kilka kroków dalej, nieomal nie patrząc, Florence pochyliła się, zabierając następną, czekoladową niespodziankę spod krzewów. Odgoniła natrętnego owada, latającego wokół jej głowy i ruszyła dalej...
Odkryj wiadomość pozafabularną
..przez chwilę niczego nie znajdując.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Kolejnych kilka kroków również upłynęło bez większych niespodzianek: i tych nieprzyjemnych, i tych czekoladowych.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Florence zbliżała się już chyba powoli do wyjścia z trasy. Przynajmniej tak wnioskowała po przerzedzaniu się drzew i dźwiękach gdzieś przed nią. Uśmiechnęła się do siebie mimowolnie, kiedy dostrzegła kolejny fant, leżący tak, że chyba każdy mógł bez trudu go zobaczyć: siódme już jajko trafiło do koszyka.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Obejrzała się za siebie, bo zdało się jej, że słyszy jakiś dźwięk... i dostrzegając jeszcze jedno, ósme już jajko, cofnęła się o dwa kroki, aby je również zabrać.
Odkryj wiadomość pozafabularną
I kolejne jajko: dziewiąte. Tak dziwnie ukryte, między korzeniami dębu, że trudno było powiedzieć, jakim cudem Florence w ogóle je dostrzegła - ale jakoś skierowała się tam ze ścieżki, prosto ku niemu, a potem...
Odkryj wiadomość pozafabularną
...skierowała się prosto do wyjścia z lasu.
Poza granicą drzew już, blisko polany, przez chwilę przypatrywała się zawartości swojego koszyka. Dziewięć jajek z czekolady. Bulstrode nie miała pojęcia, czy to dużo, czy mało, ale nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jakoś niewłaściwie wyglądają.
Obserwowała je ze zmarszczonymi brwiami i nic nie mogła poradzić na nerwicę natręctw, która podpowiadała, że nie leżą dość równo. Sięgnęła w końcu po jedno z nich i bez żalu porzuciła je w trawie - a sama potem skierowała się na polanę.
Pomyślała, że lepiej siądzie gdzieś w pobliżu. Tak na wypadek, gdyby ktoś jeszcze ucierpiał od tych wszystkich kolców, korzeni i podstępnie skrytych obniżeń gruntu.
Zdążyła już praktycznie zapomnieć, jak wyglądają drzewa.
Może to dlatego mierzyła je co jakiś czas podejrzliwym spojrzeniem, jakby spodziewała się, że któreś okaże się wierzbą bijącą i postanowi ją zaraz zamordować. Nogi stawiała bardzo uważnie, bo rzecz niesłychana, okazało się, że korzenie drzew bywają bardzo podstępne, chowają się w mchu i paprociach. Nie wspominając już o innych pułapkach, takich jak pajęczyny, wplątujące się we włosy, gałęzie, niecnie czepiające się spódnicy (no doprawdy, jak one śmiały?!), dołki, przemyślnie skryte w trawie.
Florence po trzech minutach zaczęła się zastanawiać, co jej w ogóle strzeliło do głowy, że tu weszła. (Chyba miała jakieś mgliste myśli o tym, że należałoby wreszcie wyjść ze szpitala, może poodychać, poruszać się. Prawdopodobnie instrukcje dla pacjentów, które wygłaszała w ostatnich dniach, udzieliły się jej zbyt mocno. Przecież to pacjenci powinni dbać o siebie, nie ona! Ewentualnie chciała nie myśleć o znakach, snach i wizjach...) Po pięciu, gdy cudem uniknęła skręcenia nogi, była jednak już pochłonięta inną myślą: jak wiele osób dziś może potrzebować po tej zabawie pomocy uzdrowiciela? Może jednak dobrze, że była na miejscu...
Rzut 1d10 - 7
7 - Pole pomarańczowe, sukces = percepcja równa trzy
Skupiona na swoich rozmyślaniach, jajko, ukryte pomiędzy gałęziami drzewa, zauważyła właściwie głównie dlatego, że zmierzyła je uważnym spojrzeniem. Wyglądało jakoś podejrzanie, kora tak układała się na pniu... a słyszała różne opowieści o lesie Greengrassów... Ale nie, nic się nie działo, kiedy zabrała jajko z gałęzi i ruszyła dalej.
Rzut 1d10 - 8
7 +8 = 15 - Pole zielone, sukces
Gdyby znajdowała się teraz w świętym Mungu, prawdopodobnie umarłaby ze wstydu. Z drugiej strony tam nie atakowały jej... zaraz, jajka? Tak, kolejne jajko leżało w trawie: to ono było przyczyną upadku. Florence rozejrzała się szybko, upewniając, że nikt nie widział jej hańby, zgarnęła jajko i podniosła. Nie przeszła jeszcze nawet połowy drogi, a już zaczynała mieć dosyć.
Rzut 1d10 - 4
15 + 4 = 19 - pole fioletowe, brak jajek
Rzut 1d10 - 4
19+4 = 23, pole pomarańczowe, sukces przy percepcji 3
Właściwie to nawet nie była ogromną wielbicielką czekolady...
Wrzuciła je jednak do koszyka. I tak musiała iść dalej, jeżeli chciała wrócić na polanę, po drodze więc wciąż się rozglądała. Nie tylko za jajkami, ale i niespodziankami, które mogłyby ją niecnie zaatakować.
Rzut 1d10 - 5
23 + 5 = 28, pomarańczowe pole, percepcja 3 i jajko
Rzut 1d10 - 8
28 + 8 = 36 - fioletowe pole, brak jajek
Rzut 1d10 - 4
36 + 40 = zielone pole, sukces
Rzut 1d10 - 5
40 + 5 = 45 = zielone pole, sukces
Rzut 1d10 - 8
45+8 = 53, fioletowe pole, brak jajek
Rzut 1d10 - 5
53+5 = 58, fioletowe pole, brak jajek
Kolejnych kilka kroków również upłynęło bez większych niespodzianek: i tych nieprzyjemnych, i tych czekoladowych.
Rzut 1d10 - 2
58+2 = 60, zielone pole, sukces
Rzut 1d10 - 2
60+2 = 62, niebieskie pole, cofa mnie na 60 - zielone pole, sukces
Rzut 1d10 - 8
60 + 8 = 68, pomarańczowe pole, percepcja 3, sukces
Rzut 1d10 - 5
wychodzę poza planszę
Poza granicą drzew już, blisko polany, przez chwilę przypatrywała się zawartości swojego koszyka. Dziewięć jajek z czekolady. Bulstrode nie miała pojęcia, czy to dużo, czy mało, ale nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jakoś niewłaściwie wyglądają.
Obserwowała je ze zmarszczonymi brwiami i nic nie mogła poradzić na nerwicę natręctw, która podpowiadała, że nie leżą dość równo. Sięgnęła w końcu po jedno z nich i bez żalu porzuciła je w trawie - a sama potem skierowała się na polanę.
Pomyślała, że lepiej siądzie gdzieś w pobliżu. Tak na wypadek, gdyby ktoś jeszcze ucierpiał od tych wszystkich kolców, korzeni i podstępnie skrytych obniżeń gruntu.
9 jajek - 1 jajko (wyrzucone przez nerwicę natręctw) = 8 jajek