W życiu panny Figg też sporo się działo w marcu tego roku. Spełniła jedno ze swoich największych marzeń, nadal nie dochodziło do niej to, że mieszkała już w Londynie, gdzie prowadziła własną cukiernię. Co dosyć ciekawe, jak na nowe miejsce miała sporo klientów, nawet się nie spodziewała aż takiego zainteresowania. Gdyby tylko wiedziała, jaką zasługę w tym wszystkim miała Brenna, pewnie nie wiedziałaby jak się odwdzięczyć, na szczęście nie miała o tym zielonego pojęcia, także mogła spać spokojnie
Norka lubiła ten czas w roku. Ostara kojarzyła się jej raczej przyjemnie, zupełnie przypadkiem można było wtedy wpaść na wiele znajomych twarzy, często po latach niewidzenia. Miała nadzieję, że dzisiaj będzie podobnie, choć docelowo najważniejszy punkt programu, czyli zbieranie jajek miała spędzić z Erikiem. Wysłała mu wcześniej sowę, a że miała świadomość, że nie potrafi jej odmówić, to była pewna, że spędzą ten czas razem.
Figg pojawiła się na miejscu spotkania chwilę wcześniej - nie znosiła się spóźniać. Za transport służyła jej sieć fiuu, jakoś nigdy nie opanowała sztuki teleportacji, a na miotle obawiała się latać chyba od zawsze. Czasem trochę żałowała, że się do tego bardziej nie przykładała, bo ułatwiłoby jej to teraz życie. No, ale może jeszcze znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie jej wyłożyć ten materiał.
Mignęło jej sporo znajomych twarzy. Starała się wymienić z każdym kilka uprzejmości, co wcale nie było takie łatwe, gdy czas naglił. Nie pozwoliłaby jednak, aby Longbottom na nią czekał, także o umówionej godzinie znalazła się na polanie. Przygotowała dwa koszyki - znała Erika na tyle, że była pewna, że pojawi się tutaj nieprzygotowany. Na całe szczęście, ona była jego zupełnym przeciwieństwem. Nie myliła się, wypatrzyła go z daleka, trudno zresztą było go nie zauważyć z tym jego ponadprzeciętnym wzrostem. Ogromny uśmiech pojawił się na jej twarzy, naprawdę się cieszyła, że to właśnie z nim wyruszy na poszukiwanie jajek.
Nie zdążyła się odezwać, a Erik już dzierżył w dłoni jeden z koszyków. - Też sądziłam, że dobrze nam to zrobi.- Uśmiechnęła się pełna entuzjazmu. - Chodźmy, bo nam wyzbierają te jaja, a mam zamiar zgarnąć je wszystkie.- Powoli ruszyli w głąb lasu. - Nie dziwię się jej, ten bal to było ogromne wydarzenie.- Wolała nie myśleć ile nerwów kosztowała ich organizacja tego wszystkiego.
- Nie podobał Ci się ten pomysł? Ta licytacja, ja myślałam, że Ty o tym wiesz.- Nie sądziła, że Brenna zrobiłaby coś wbrew woli brata. - Patrz na pozytywy, zgarnąłeś kupę kasy dla dzieciaków.- Chciała mu o tym przypomnieć, skoro ta sytuacja najwyraźniej nie była dla niego aż tak komfortowa.
Kiedy zapytał ją o to, jak ona się czuje, zawiesiła na chwilę wzrok na najbliższym drzewie. Wolałaby o tym nie mówić. Ta chwila, krótkie spotkanie spowodowało, że Figg zaczęła rozmyślać o tym wszystkim, co dawno temu od siebie odsunęła. Zastanawiała się nad tym, czy powinna komuś powiedzieć o tajemnicy którą skrywała, czy zostawić to wszystko, tak jak było, że też musiało się to wszystko tak niefortunnie ułożyć. Liczyła też na to, że przyjaciele nie dostrzegli jej reakcji, nieco zbyt emocjonalnej na sam widok Moody'ego. - Odchorowałam, nie sądziłam, że tak mnie poniesie.- Odparła jak gdyby nigdy nic.
- Cieszy mnie to, bo mam podobny plan. Chcę zebrać więcej od Mabel, ona ma tu przyjść z moją matką.- Norka miała wolny dzień i nie zamierzała go zmarnować. Rozglądała się po oklicy w poszukiwaniu czekoladowych jajek.