Nicholas nie chciał otworzyć się na nowe. Nie chciał oglądać świata w innych barwach, w ciepłych. Jakby miały na celu zaburzyć jego już wybudowany świat. W jego kolorach. Kolorach zimna i ciemności. Osiągnął już część celów jakie pragnął. Zagłębiał tajemnice nekromancji, czarnej magii. Dołączył do Śmierciożerców i dostał posadę w Departamencie Tajemnic. Czy potrzebował czegoś więcej? Samodoskonalenia. Opanować wiele dziedzin do perfekcji. Tylko właśnie. Spotkanie z Laurentem, burzyło jego mur. Przetapiał się przez jego zbroję, jakby próbował dostać się do zamrożonego serca. To niczego nie ułatwiało. Być może przez tę fascynację, źle rozgrywał ich grę. Jego, grę.
Potrzebował kłamstw. Widocznie nie szły mu na tyle dobrze, aby przekonały w czymkolwiek Laurenta. Tam, w restauracji, skłamał mu. Prewett o tym pamiętał. Wydało się zapewne przy ostatnim spotkaniu. A dzisiaj, zostało powiedziane więcej.
Skrzat dostarczył kawę. Laurent podszedł do stolika. Nicholas, pozostał jeszcze na swoim miejscu, kierując spojrzenie za gospodarzem. Słuchał co miał do powiedzenia Prewett, który wciąż brnął w zainteresowanie. Ale dodał coś więcej, jakby chodziło o ich znajomość. Tym razem najwyraźniej Laurent oczekiwał szczerej odpowiedzi. Nie kłamstwa.
Co miał mu odpowiedzieć? Że przebywając z nim, nie traci człowieczeństwa, skoro tak bardzo oddaje się ciemności? Że jako samotnik, nadal jednak potrzebuje mieć z kim spędzić dobrze czas?
Odpowiedział spokojnie, podchodząc do stolika. Na razie nie siadał. Choć wpatrywał się w Laurenta, oczekując odpowiedzi. Czy w tym wszystkim, chodzi o wspólne spotkania i ich znajomość, aby wiedzieć jak powinna wyglądać, w oczach innych? Niby spotykają się w bezpiecznych miejscach. U siebie. Na przemian. Zdarzy się sytuacja, gdzie pojawią się publicznie razem. Czy będą udawać? Będą musieli. To ich gra. Z wieloma poziomami. Tylko muszą ustalić jej jasne zasady. Z korzyścią, dla ich obojga.
Jak anioł, dobijający targu z diabłem.