Kiedy spotykał kolejnych ludzi liczył zawsze na to samo - na odrobinkę czegoś prawdziwego. To było udawane. Jak dotąd te wszystkie emocje były budowane na zauroczeniach i uniesieniach. I był tym zmęczony. Chciał czegoś prawdziwego, co nie będzie go plątało siecią kłamstw. Co będzie tak samo możliwe do zrealizowania jak głupie mieszkanie Flynna z Alexandrem. Głupie - nie, wcale niegłupie. Co trzeba było zrobić, żeby tak żyć? Ile sprzedać, ile pieniędzy oddać, albo ile zapłacić? Chyba wszystkim wokół. Oczy by kuły, sól wypalałaby powieki, a pióra dziennikarzy wypalałyby słowa w gazetach. Nie dość, że bękart, to jeszcze... Z drugiej strony jednak Nicholas nie był tym poszukiwaniem. Był założoną odgórnie kwestią spędzenia miło czasu i zaspokojenia ciekawości. Więc ciekawość zaspokajał. Do dzisiaj. Nawet może nie do dzisiaj, a do teraz? Kiedy pojawiły się takie przykre słowa, które wbiły mu po raz kolejny tą suchą samotność do serca. Motyl ze startym pyłem ze skrzydeł nie mógł latać. Motyl urodzony bez pyłu był abominacją.
Laurent zapukał równo wypiłowanym paznokciem w blat stołu w zastanowieniu, kiedy padło pierwsze pytanie. Nicholasa świat był szary, a jego własny? Ładnie się mówiło i ładnie to brzmiało, że był kolorowy. Ale on nie był kolorowy. Był niebieski. Okrywał się peleryną niebieskiego smutku. Podniósł spojrzenie na pięknego blondyna, bardzo wysokiego zresztą, który stanął bliżej niego. Jakby rozważał to, czy nie wyjść. Myślał o tym? Ucieczka wydawała się nie leżeć w naturze tego człowieka. Posiadała w sobie zbyt mało... klasy. Była zbyt uległa.
- Na nic nie ma gwarancji na tym świecie. Wszystko zaczyna być rosyjską ruletką. - Oparł się wygodnie, zakładając nogę na nogę. - Moje całe życie jest kłamstwem. Moja osoba jest kłamstwem. Bliżej mi do subtelności kłamstw niż okrutnych prawd. - Powiedzenie więc, że nie tolerował kłamstwa było... heh, to po prostu nie była prawda. Mogli to teraz zweryfikować. A raczej - Nicholas mógł. - Przez kilka chwil byłeś boleśnie realną prawdą. Ulżyło mi. Ulżyło mi poczucie, że nie muszę kłamać. - Odetchnął tęsknie. - Więc? Czego szukasz, Nicholasie? - Spojrzał w jego lśniące, chłodne oczy. Całkowicie nieprzeniknione.