30.12.2023, 03:33 ✶
Cały ten świat, jaki Fleamont tworzył w swojej głowie, był złożony z samych takich oczywistości. Najważniejszą z nich było to, że się mordy nie otwierało kiedy nie trzeba i chociaż u niego urosło to do patologicznego poziomu, bo na pewnych etapach życia funkcjonował jako niemowa, to sama w sobie maksyma głupia nie była - rozważne dobieranie słów było podstawą przetrwania w warunkach, w jakie wrzuciło ich życie. To się zaliczało do niezbędnego minimum wymaganego do przeżycia na ulicy. Ci, którzy kłapali dziobem, niegodni zaufania, oni ginęli pierwsi, bo nikt się za nimi nie wstawiał. Po samym wypaplaniu tych wszystkich pierdół jego siostrze chętnie by go wykasował z dzienniczka znajomości już permanentnie. I tak, oznaczało to, że Prewett wąchałby kwiatki od spodu, ale...
No właśnie ale, to ale niewypowiedziane w myślach blondyna, niezwerbalizowane w żaden sposób - Flynn Bell nie był potworem. Crow był od niego kilka dźgnięć nożem gorszy, ale wciąż - nie był potworem. Zareagował źle, ale zwykle w takich szałach ranił samego siebie, a nie innych. I naprawdę, wbrew wszystkiemu, co można było o nim myśleć, on naprawdę przez te lata bardzo rozważnie dobierał sobie zadania, nawet jeżeli przyczynił się do wielu złych rzeczy tylko dlatego, że za dobrze wykonaną pracę Fontaine oddawała mu siebie.
Słysząc o sobie tak niepochlebne zdania, uśmiechnął się smutno i zaciągnął papierosem raz jeszcze.
- Łał, może pierdolnę sobie z tym tekstem nowy tatuaż. Akurat mam wolne miejsce na dupie. - Nie zamierzał wprowadzać go w meandry swojego pokręconego życiorysu, więc wysłuchał go z lekkim zażenowaniem wypisanym na zmęczonej twarzy i odpowiedział: Nie, w chuju mam to co powiedziałeś. Co łączy cię dalej z Fontaine? I ze Ścieżkami? Zamierzasz tam wrócić?
On by się wcale nieobliczalnym nie nazwał. Wręcz przeciwnie - był aż za bardzo obliczalny. Z drugiej strony, kiedy wszyscy spodziewali się, że po tym jak Fontaine wskaże cię palcem, Crow usunie cię z jej pola widzenia w mniej niż sekundę, a ty jak skończona cipa weryfikowałeś życiorysy swoich potencjalnych ofiar i przewalałeś pieniądze na bilety w jedną stronę do Paryża, te wszystkie testy psychologiczne, jakimi szczycił się Black, stawały się nic niewarte. Musiał więc przyznać samemu sobie - takich jak on ciężko było sklasyfikować w konkretne ramki. No, może w niektóre. Na przykład w to jak śmiertelnie nie lubił Dantego i jak mu się zrobiło niedobrze na myśl, że ten idiota nadal działał i nasyłał na kogoś oprychów. Nie lubił wracać myślami do podziemi - poza oczywistym powodem, działo się tak też przez takich ludzi jak Dante. Wpływowy, biały facet, wzbogacający się na cierpieniu normalnych ludzi, w dodatku atakujący jego wrażliwy punkt - bo Flynn nie lubił żadnego sutenera i reagował źle na krzywdę prostytutek. Gdyby na serio miał kogoś zabić, to typ byłby pewnie pierwszy na liście.
I debilne to było, ale na moment naprawdę zaczął się o nią martwić, ale kiedy myślał o niej, przypominał sobie o powodzie swojego odejścia. Dwie myśli dalej - nawiedzały go wizje jego martwych ukochanych. Na tym tęsknota za Ścieżkami się kończyła.
- Wiesz, jak się składa wieczystą przysięgę? Rozumiesz, jak ona działa? - Miał wrażenie, że tych kilka kropel nie wystarczy na tyle pytań, ale nie miało to większego znaczenia - ostatnią z tych rzeczy mógł mu zwyczajnie wytłumaczyć, jeżeli nie chciał zamienić się w stertę popiołu.
No właśnie ale, to ale niewypowiedziane w myślach blondyna, niezwerbalizowane w żaden sposób - Flynn Bell nie był potworem. Crow był od niego kilka dźgnięć nożem gorszy, ale wciąż - nie był potworem. Zareagował źle, ale zwykle w takich szałach ranił samego siebie, a nie innych. I naprawdę, wbrew wszystkiemu, co można było o nim myśleć, on naprawdę przez te lata bardzo rozważnie dobierał sobie zadania, nawet jeżeli przyczynił się do wielu złych rzeczy tylko dlatego, że za dobrze wykonaną pracę Fontaine oddawała mu siebie.
Słysząc o sobie tak niepochlebne zdania, uśmiechnął się smutno i zaciągnął papierosem raz jeszcze.
- Łał, może pierdolnę sobie z tym tekstem nowy tatuaż. Akurat mam wolne miejsce na dupie. - Nie zamierzał wprowadzać go w meandry swojego pokręconego życiorysu, więc wysłuchał go z lekkim zażenowaniem wypisanym na zmęczonej twarzy i odpowiedział: Nie, w chuju mam to co powiedziałeś. Co łączy cię dalej z Fontaine? I ze Ścieżkami? Zamierzasz tam wrócić?
On by się wcale nieobliczalnym nie nazwał. Wręcz przeciwnie - był aż za bardzo obliczalny. Z drugiej strony, kiedy wszyscy spodziewali się, że po tym jak Fontaine wskaże cię palcem, Crow usunie cię z jej pola widzenia w mniej niż sekundę, a ty jak skończona cipa weryfikowałeś życiorysy swoich potencjalnych ofiar i przewalałeś pieniądze na bilety w jedną stronę do Paryża, te wszystkie testy psychologiczne, jakimi szczycił się Black, stawały się nic niewarte. Musiał więc przyznać samemu sobie - takich jak on ciężko było sklasyfikować w konkretne ramki. No, może w niektóre. Na przykład w to jak śmiertelnie nie lubił Dantego i jak mu się zrobiło niedobrze na myśl, że ten idiota nadal działał i nasyłał na kogoś oprychów. Nie lubił wracać myślami do podziemi - poza oczywistym powodem, działo się tak też przez takich ludzi jak Dante. Wpływowy, biały facet, wzbogacający się na cierpieniu normalnych ludzi, w dodatku atakujący jego wrażliwy punkt - bo Flynn nie lubił żadnego sutenera i reagował źle na krzywdę prostytutek. Gdyby na serio miał kogoś zabić, to typ byłby pewnie pierwszy na liście.
I debilne to było, ale na moment naprawdę zaczął się o nią martwić, ale kiedy myślał o niej, przypominał sobie o powodzie swojego odejścia. Dwie myśli dalej - nawiedzały go wizje jego martwych ukochanych. Na tym tęsknota za Ścieżkami się kończyła.
- Wiesz, jak się składa wieczystą przysięgę? Rozumiesz, jak ona działa? - Miał wrażenie, że tych kilka kropel nie wystarczy na tyle pytań, ale nie miało to większego znaczenia - ostatnią z tych rzeczy mógł mu zwyczajnie wytłumaczyć, jeżeli nie chciał zamienić się w stertę popiołu.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.