Z każdym kolejnym słowem Flynn wydawał się być coraz bardziej zmęczony, ale wciąż mówił, wciąż żywo gestykulował. Ostatnio zachowywał się tak, kiedy wziął jakieś inne narkotyki i był na kompletnym haju, innym niż kiedy karmił się tym co zazwyczaj. Veritaserum naprawdę go odblokowało - już nie mruczał pod nosem, teraz jak normalny człowiek bawił się głosem, akcentował niektóre słowa w sposób sugerujący dwuznaczność.
Flynn mówił dokładnie tak, jak wyobrażał sobie, że mógłby mówić. Ale on to sobie tylko wyobrażał. Najczęściej pod prysznicem, kilka dni po całym zajściu... A później żenująco szlochał nad tym, że nie udało mu się przekazać nawet jednej dziesiątej tego, co mógłby, gdyby tylko posiadał w sobie więcej odwagi.
- Poszedł do domu, kazałem mu odejść. Pewnie jest albo w posiadłości swojego rodu, albo pojechał do New Forest, gdzie otworzył jakiś rezerwat z konikami, ale nie jestem pewny, bo czytałem o tym w gazecie. Był z winy nas obu, ten idiota nie powinien jej tego mówić, a ja nie powinienem nazywać go tlenioną dziwką, odmawiać jej zjedzenia ciasta i grozić mu śmiercią, ale wiesz co? Miałem naprawdę, NAPRAWDĘ słabe dni i po prostu już kurwa nie wytrzymuję. Laurent. Z rodu Prewett. Śliczny blondyn. Pewnie od razu byś zrozumiał, dlaczego Furfur miała ochotę na trójkąt. Kazałem mu dosadnie obiecać, żeby się nigdy na mój temat nikomu nie wygadał, a on się prawie posikał, więc zakładam, że więcej tu nie przyjdzie, haha. A jak tu przyjdzie, to mnie trzymaj, bo nie ręczę za siebie. I SKĄD JA MAM TO WIEDZIEĆ? To jest tak dziwne, jakbym nie miał żadnych myśli, jakbym wszystko musiał powiedzieć na głos, to jest niesamowite, ale mogę ci powiedzieć, że od czterech lat dobrze wiem, że będę czuł się źle albo wtedy kiedy ci o tym opowiem, albo wtedy, kiedy Furfur zrobi ci to samo, co obiecała mi, że... zrobi... Caa-inowi.
Znów się zająknął. Chciał mówić dalej, ta historia nie była zakończona, ale już teraz czuł, że z gardła wydobędzie mu się co najwyżej żałosny pisk, skrzek. Przed chwilą było tak łatwo ją pleść, jakby nie istniało nic poza słowami, jakby jego głowa była nagle wolna od podświadomości krzyczącej mu żeby się zamknął, jakby serce nie biło mu jak młot, a ciała nie zalewały fale emocji. Istniał tylko on i słowa. Przerażał go ich dobór. Onieśmielało go to ile przekazał, ale... W pewnym sensie czuł się wolny.
Odwzajemnił ten pocałunek. A nawet przeciągnął go trochę, bo zaraz po nim przytulić się do Alexandra ciasno i ułożyć twarz blisko jego szyi. Trwał tak dłuższy moment, próbując uspokoić rozedrgane ciało, a później odsunął się, ale tylko na tyle, żeby spojrzeć swojemu bratu w oczy. Jeżeli nie znalazł w nich wyraźnego protestu, głębszego niż zwyczajna obawa, złapał go za rękę, w której trzymał ten flakon, wciągnął go i upił kolejny łyczek.
Flynn mówił dokładnie tak, jak wyobrażał sobie, że mógłby mówić. Ale on to sobie tylko wyobrażał. Najczęściej pod prysznicem, kilka dni po całym zajściu... A później żenująco szlochał nad tym, że nie udało mu się przekazać nawet jednej dziesiątej tego, co mógłby, gdyby tylko posiadał w sobie więcej odwagi.
- Poszedł do domu, kazałem mu odejść. Pewnie jest albo w posiadłości swojego rodu, albo pojechał do New Forest, gdzie otworzył jakiś rezerwat z konikami, ale nie jestem pewny, bo czytałem o tym w gazecie. Był z winy nas obu, ten idiota nie powinien jej tego mówić, a ja nie powinienem nazywać go tlenioną dziwką, odmawiać jej zjedzenia ciasta i grozić mu śmiercią, ale wiesz co? Miałem naprawdę, NAPRAWDĘ słabe dni i po prostu już kurwa nie wytrzymuję. Laurent. Z rodu Prewett. Śliczny blondyn. Pewnie od razu byś zrozumiał, dlaczego Furfur miała ochotę na trójkąt. Kazałem mu dosadnie obiecać, żeby się nigdy na mój temat nikomu nie wygadał, a on się prawie posikał, więc zakładam, że więcej tu nie przyjdzie, haha. A jak tu przyjdzie, to mnie trzymaj, bo nie ręczę za siebie. I SKĄD JA MAM TO WIEDZIEĆ? To jest tak dziwne, jakbym nie miał żadnych myśli, jakbym wszystko musiał powiedzieć na głos, to jest niesamowite, ale mogę ci powiedzieć, że od czterech lat dobrze wiem, że będę czuł się źle albo wtedy kiedy ci o tym opowiem, albo wtedy, kiedy Furfur zrobi ci to samo, co obiecała mi, że... zrobi... Caa-inowi.
Znów się zająknął. Chciał mówić dalej, ta historia nie była zakończona, ale już teraz czuł, że z gardła wydobędzie mu się co najwyżej żałosny pisk, skrzek. Przed chwilą było tak łatwo ją pleść, jakby nie istniało nic poza słowami, jakby jego głowa była nagle wolna od podświadomości krzyczącej mu żeby się zamknął, jakby serce nie biło mu jak młot, a ciała nie zalewały fale emocji. Istniał tylko on i słowa. Przerażał go ich dobór. Onieśmielało go to ile przekazał, ale... W pewnym sensie czuł się wolny.
Odwzajemnił ten pocałunek. A nawet przeciągnął go trochę, bo zaraz po nim przytulić się do Alexandra ciasno i ułożyć twarz blisko jego szyi. Trwał tak dłuższy moment, próbując uspokoić rozedrgane ciało, a później odsunął się, ale tylko na tyle, żeby spojrzeć swojemu bratu w oczy. Jeżeli nie znalazł w nich wyraźnego protestu, głębszego niż zwyczajna obawa, złapał go za rękę, w której trzymał ten flakon, wciągnął go i upił kolejny łyczek.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.