30.12.2023, 12:42 ✶
Może jednak powinien sobie wytatuować na dupie jego następną odpowiedź? Magiczny był ten eliksir, sporo by mu pomogło, gdyby cztery lata temu mógł to sobie zapisać na kartce i przeczytać Alexandrowi w tym wozie przy świecach - ileż to by im oszczędziło trosk, ale Fleamont wolał milczeć. Tak jak teraz, kiedy parsknął po wypowiedzi Laurenta, zupełnie jakby chłopak powiedział coś naprawdę zabawnego, ale nie skomentował tego w żaden bezpośredni sposób. Prawdopodobnie nawet gdyby zrywali mu paznokcie, wybrałby ciszę. Dlatego właśnie perspektywa tego kolesia dzierżącego jego sekrety była aż tak drażniąca. No i w dodatku ten cholerny Dante.
Niby się przed chwilą śmiał, niby jakiś strudzony rechot opuścił jego wargi, ale zniknął tak szybko jak się pojawił. Siedząc w okowach dymu, mężczyzna wyglądał tak niespokojnie, jak chaotyczne było to, co przeżywał teraz w środku. Ależ on będzie dzisiaj źle spał. Spędził w Fantasmagorii wiele spokojnych lat życia, że chyba powoli zaczynał wierzyć w szczęście i spokój, tylko po to, żeby w miesiąc reakcja domina wrzuciła go znowu do miejsca, z którego uciekł. Już teraz nie mógł się od tego oderwać - ciągle zastanawiał się, jak daleko sięgały teraz Ścieżki, kto z jego dawnych znajomych wciąż przebywał na Nokturnie, kto uciekł, kto zginął. Niektóre twarze kojarzył z gazet, z najwyższych stanowisk w Ministerstwie i szpitalach. Ta szachownica się zmieniła, a on przespał najbardziej znaczące ruchy.
Potarł czoło, obserwując jak Prewett się kulił.
- Będziesz mdlał?
W przeciwieństwie do rozmówcy był tą duchotą kompletnie niewzruszony, ale czego spodziewać się można było po kimś, kto połowę życia spędził głęboko pod ziemią?
Niby się na niego gapił, ale wyglądał tragicznie. Nie to, że mu się dziwił. Na jego miejscu rzygałby na ten dywan drugi raz. Słowa o pragnieniu nieistnienia, jakie mu się ulały z gęby zaraz po tym, też go nie zaskoczyły. Wręcz przeciwnie - bardzo się z nimi utożsamiał. I chociaż wciąż wyglądał na zirytowanego, siedział wyprostowany i rozkraczony na tym krześle i palił tego papierosa, natrętnie wydmuchując coraz to większe kłęby gryzącego w gardło dymu, w środku w nim coś jak zawsze zadrżało - bo melodia sytuacji się zmieniła, a on na te wszystkie zmiany reagował jak instrument. Postawa mu złagodniała, ale to wcale nie znaczyło, że zmienił swoje zdanie.
- Przypomniałem ci to dosłownie minutę temu, Laurent, ja nie zabijam niewinnych lachonów. Prześpij się z kimś ładnym, to ci przejdzie, mi zawsze przechodzi. - Wzruszył ramionami. Mógł mu nawet polecić zajebistego terapeutę. Zajebistego nie dlatego, że kiedykolwiek mu pomógł - robił za to zajebistego loda i w gruncie rzeczy im obojgu to pewnie wystarczało, ale no właśnie - ludzie ze Ścieżek nie zdradzali się nawzajem bez powodu, więc jak zawsze zbył tę myśl milczeniem. - Nawet nie wiesz, co mielibyśmy sobie przysiąc. A życie, jak sam się chyba domyślasz, postawiło nas w całkiem podobnej sytuacji.
Nawet mu trochę pomógł tym wyznaniem. Kiedy ci się wydawało, że ktoś coś takiego odwalał, bo bardzo za tobą tęsknił, to serce ludzi pokroju Crowa miękło. No ale skoro Laurenta też ścigała, to cała ta wyjątkowość znikała - wraz z nią nagle znikało poczucie winy po każdym nazwaniu jej babsztylem i kurwą. No bo jednak jej się należało. To znaczy... należało jej się cały czas, była bardzo złym człowiekiem i w ogóle za nią nie tęsknił, zupełnie nie chodziło tu o to, że przestała go kochać i nie czuł się już całym jej światem, haha.
Niby się przed chwilą śmiał, niby jakiś strudzony rechot opuścił jego wargi, ale zniknął tak szybko jak się pojawił. Siedząc w okowach dymu, mężczyzna wyglądał tak niespokojnie, jak chaotyczne było to, co przeżywał teraz w środku. Ależ on będzie dzisiaj źle spał. Spędził w Fantasmagorii wiele spokojnych lat życia, że chyba powoli zaczynał wierzyć w szczęście i spokój, tylko po to, żeby w miesiąc reakcja domina wrzuciła go znowu do miejsca, z którego uciekł. Już teraz nie mógł się od tego oderwać - ciągle zastanawiał się, jak daleko sięgały teraz Ścieżki, kto z jego dawnych znajomych wciąż przebywał na Nokturnie, kto uciekł, kto zginął. Niektóre twarze kojarzył z gazet, z najwyższych stanowisk w Ministerstwie i szpitalach. Ta szachownica się zmieniła, a on przespał najbardziej znaczące ruchy.
Potarł czoło, obserwując jak Prewett się kulił.
- Będziesz mdlał?
W przeciwieństwie do rozmówcy był tą duchotą kompletnie niewzruszony, ale czego spodziewać się można było po kimś, kto połowę życia spędził głęboko pod ziemią?
Niby się na niego gapił, ale wyglądał tragicznie. Nie to, że mu się dziwił. Na jego miejscu rzygałby na ten dywan drugi raz. Słowa o pragnieniu nieistnienia, jakie mu się ulały z gęby zaraz po tym, też go nie zaskoczyły. Wręcz przeciwnie - bardzo się z nimi utożsamiał. I chociaż wciąż wyglądał na zirytowanego, siedział wyprostowany i rozkraczony na tym krześle i palił tego papierosa, natrętnie wydmuchując coraz to większe kłęby gryzącego w gardło dymu, w środku w nim coś jak zawsze zadrżało - bo melodia sytuacji się zmieniła, a on na te wszystkie zmiany reagował jak instrument. Postawa mu złagodniała, ale to wcale nie znaczyło, że zmienił swoje zdanie.
- Przypomniałem ci to dosłownie minutę temu, Laurent, ja nie zabijam niewinnych lachonów. Prześpij się z kimś ładnym, to ci przejdzie, mi zawsze przechodzi. - Wzruszył ramionami. Mógł mu nawet polecić zajebistego terapeutę. Zajebistego nie dlatego, że kiedykolwiek mu pomógł - robił za to zajebistego loda i w gruncie rzeczy im obojgu to pewnie wystarczało, ale no właśnie - ludzie ze Ścieżek nie zdradzali się nawzajem bez powodu, więc jak zawsze zbył tę myśl milczeniem. - Nawet nie wiesz, co mielibyśmy sobie przysiąc. A życie, jak sam się chyba domyślasz, postawiło nas w całkiem podobnej sytuacji.
Nawet mu trochę pomógł tym wyznaniem. Kiedy ci się wydawało, że ktoś coś takiego odwalał, bo bardzo za tobą tęsknił, to serce ludzi pokroju Crowa miękło. No ale skoro Laurenta też ścigała, to cała ta wyjątkowość znikała - wraz z nią nagle znikało poczucie winy po każdym nazwaniu jej babsztylem i kurwą. No bo jednak jej się należało. To znaczy... należało jej się cały czas, była bardzo złym człowiekiem i w ogóle za nią nie tęsknił, zupełnie nie chodziło tu o to, że przestała go kochać i nie czuł się już całym jej światem, haha.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.