30.12.2023, 15:11 ✶
- Eh, kurwa. - Zaciągnął się ostatni raz, ale tym razem tak mocno, solidnie, o wiele bardziej niż powinien. Wydychając dym, zgasił papierosa o doniczkę i zostawił go w niej. Zanim odezwał się jeszcze raz, kaszlnął dwa razy, po czym splunął na zbity popiół. Dopiero po tym wstał z krzesła i do niego podszedł.
- Skoro mi tego wszystkiego zazdrościsz, to powinieneś zrozumieć, dlaczego w chuju mam to, że się dusisz. - To było kłamstwo. W dodatku strasznie głupie, bo rzucił tę koszulkę na stos noży, a kołdrę zrolował i wsadził mu pod nogi. Lekarz był z niego żaden, ale kto by pomyślał - miał sporo doświadczenia w ratowaniu samego siebie. - Nie chcę cię stąd wypuszczać bez pewności, że kiedyś nie sprzedasz ludzi, na których mi zależy w zamian za święty spokój. - Kolejne pstryknięcie palcami poskutkowało otworzeniem się znajdującej nad łóżkiem okiennicy. Ale to musiało być też jakieś kształtujące zaklęcie, bo do środka wpadło o wiele więcej świeżego powietrza, niż powinno w lipcowe popołudnie. - Połóż głowę.
Oczywiście nie zawiódł się na swoich przypuszczeniach.
- Finnie skarbie, Arya cię szukała - odezwał się przesłodzonym głosem do dziewczynki uwieszonej drobnymi rączkami na parapecie, podglądającej co działo się w środku. Wskazanie jej Aryi było perfidne - bo Arya nie potrafiła mówić, a Finnie nie potrafiła czytać. Nawet jeżeli jego siostra nie zrozumie aluzji, że chciał mieć dzieci z daleka od wozu, to zanim się dogadają minie jakieś pół godziny. On natomiast się od Laurenta nie odsunął. Przyłożył dwa palce do jego szyi i tak nad nim zawisł.
- Nie mówimy o sobie osobom obcym i podejrzanym. Informujemy się o tym, kiedy ktoś o nas pyta. I nad czym ty się użalasz łachudro, mógłbyś mieć każdego typa, którego wskażesz, a zwijasz się na moim tapczanie i pierdolisz jakieś kocopoły. Nikt z tobą nie chce mieszkać, bo za dużo pierdolisz o kucach, czy o co ci teraz chodzi? - Ale Laurent nie dawał za wygraną. On naprawdę powstrzymywał teraz łzy? - Japierdole, ty beczysz? - Odetchnął głęboko, bo silnie zwątpił w to, w co on się w ogóle wjebał. To nie Prewett miał pecha, tylko on. Wykształtował mu chusteczkę, haftowaną, z urzekającym napisem „pizda” na samym środku. I podał mu ją, unosząc brwi w geście drwiny. - Nie wierzę, że tyle czasu wytrzymałeś na Ścieżkach. Ciesz się, że masz to ciało Laurent, bo już byś kurwa nie żył. - On sam też powinien już nie żyć. Przemknęła mu taka myśl, że mógł nie otwierać tego okna i dać mu się udusić, ale jego obecni partnerzy zachęcali go raczej do podejmowania... mniej radykalnych rozwiązań.
- Skoro mi tego wszystkiego zazdrościsz, to powinieneś zrozumieć, dlaczego w chuju mam to, że się dusisz. - To było kłamstwo. W dodatku strasznie głupie, bo rzucił tę koszulkę na stos noży, a kołdrę zrolował i wsadził mu pod nogi. Lekarz był z niego żaden, ale kto by pomyślał - miał sporo doświadczenia w ratowaniu samego siebie. - Nie chcę cię stąd wypuszczać bez pewności, że kiedyś nie sprzedasz ludzi, na których mi zależy w zamian za święty spokój. - Kolejne pstryknięcie palcami poskutkowało otworzeniem się znajdującej nad łóżkiem okiennicy. Ale to musiało być też jakieś kształtujące zaklęcie, bo do środka wpadło o wiele więcej świeżego powietrza, niż powinno w lipcowe popołudnie. - Połóż głowę.
Oczywiście nie zawiódł się na swoich przypuszczeniach.
- Finnie skarbie, Arya cię szukała - odezwał się przesłodzonym głosem do dziewczynki uwieszonej drobnymi rączkami na parapecie, podglądającej co działo się w środku. Wskazanie jej Aryi było perfidne - bo Arya nie potrafiła mówić, a Finnie nie potrafiła czytać. Nawet jeżeli jego siostra nie zrozumie aluzji, że chciał mieć dzieci z daleka od wozu, to zanim się dogadają minie jakieś pół godziny. On natomiast się od Laurenta nie odsunął. Przyłożył dwa palce do jego szyi i tak nad nim zawisł.
- Nie mówimy o sobie osobom obcym i podejrzanym. Informujemy się o tym, kiedy ktoś o nas pyta. I nad czym ty się użalasz łachudro, mógłbyś mieć każdego typa, którego wskażesz, a zwijasz się na moim tapczanie i pierdolisz jakieś kocopoły. Nikt z tobą nie chce mieszkać, bo za dużo pierdolisz o kucach, czy o co ci teraz chodzi? - Ale Laurent nie dawał za wygraną. On naprawdę powstrzymywał teraz łzy? - Japierdole, ty beczysz? - Odetchnął głęboko, bo silnie zwątpił w to, w co on się w ogóle wjebał. To nie Prewett miał pecha, tylko on. Wykształtował mu chusteczkę, haftowaną, z urzekającym napisem „pizda” na samym środku. I podał mu ją, unosząc brwi w geście drwiny. - Nie wierzę, że tyle czasu wytrzymałeś na Ścieżkach. Ciesz się, że masz to ciało Laurent, bo już byś kurwa nie żył. - On sam też powinien już nie żyć. Przemknęła mu taka myśl, że mógł nie otwierać tego okna i dać mu się udusić, ale jego obecni partnerzy zachęcali go raczej do podejmowania... mniej radykalnych rozwiązań.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.