30.12.2023, 18:53 ✶
Wycieczka do urzędu świstoklików wydawała mu się nieco chyba problematyczna. Bo jeśli miałby tam pójść, to wymagałoby to od niego zwrócenia się ku o wiele bardziej oficjalnej i przede wszystkim - sztywnej ścieżce. Nie po to zapraszał kogoś do swojego domu, by bawić się w biurokrację, bo za konsultacjami w Ministerstwie ciągnął się stos papierkowej roboty, ale rozumiał o co chodziło Traversowi i wiedział, że miał przynajmniej trochę racji. Wizyta w Departamencie Świstoklików była zawsze jakaś opcją, ale dla niego raczej jedną z tych ostatnich, bo o wiele bardziej poręczny wydawał się na przykład taki widmowidz, a przecież o takiego nie było trudno w jego własnym Biurze, czy tym znajdującym się zaraz o bok, należącym do Brygady.
Może przez wzgląd na posiadanie trzeciego oka, sam zupełnie inaczej ustawiał swoją listę preferencji, a może zwyczajnie w pewnych warunkach zwyczajnie byłby się w stanie z kimś spierać o to, że wróżbitom, szczególnie tym sprawdzonym, także nie brakowało doświadczenia w swoim fachu. Klarowność otrzymanych znaków i wizji, to było już co innego, ale takie siedzenie z wahadełkiem nad mapą raczej nie pozostawiało dużego marginesu błędu.
- Rozumiem - rzucił nieco zamyślony. W takim razie mieli całkiem sporo szczęścia, że w całej tej szarpaninie, ten ich śmierciożerca okazał się wykazywać na tyle beznadziejną zręcznością, że nie dał rady wysupłać tej szyszki z kieszeni, kiedy na przykład, dostawał właśnie po mordzie. Jakby mu ten typ rozpłynął się w rękach, to Atreus by chyba wpadł w szał, albo przynajmniej obraził się na tę Brennę do końca życia, bo przecież to wszystko byłaby jej wina.
- Oczywiście - rzucił krótko, uśmiechając się do Sebastiana grzecznie i zerkając gdzieś w bok, na majaczącego gdzieś w domu skrzata i dając mu znak, żeby zajął się tą kwestią. Pewnie w innych warunkach zaoferowałby swojemu gościowi coś innego, albo i mocniejszego, ale ani nie zebrali się tutaj, żeby się zaraz rozsiadać, ani też nie darzyli siebie tego typu zażyłością. Oprócz tego też, jakby nie patrzeć, pomijając teoretyczne zagadnienia, którymi się z nim Travers właśnie dzielił, to cała ta rozmowa była dla niego absolutnie bezużyteczna. Kiedy wróci do pracy za dwa dni, zwyczajnie zda przedmiot i wtedy ruszy cała machina w sprawie ustalania co i jak.
- Cóż... - rzucił też, dogaszając papierosa w szklanej popielniczce, znajdującej się obok okna, opierając się o parapet. - Nie będę ukrywał, że spodziewałem się nieco innego przebiegu tej rozmowy, ale też w pewien sposób mnie ukierunkowała, więc można powiedzieć, że to jakiś sukces. Mam tylko nadzieję, że nie odbiera pan tej wizyty, jako zmarnowanego czasu. O, a oto pana woda - rzucił, zwracając jego uwagę na skrzata, który pojawił się obok nich ze szklanką w dłoniach, stawiając ją grzecznie na stole. Potem ukłonił się lekko i wycofał, na nowo znikając w głębinach domu Bulstrode'ów.
Atreus nie miał już w sumie więcej pytań w sprawie świstoklika, więc pozostawało im chyba wymienić ostatnie uprzejmości, dokonać należytej płatności i rozstać się, żeby móc wrócić do innych spraw, które czekały na nich tego dnia.
Może przez wzgląd na posiadanie trzeciego oka, sam zupełnie inaczej ustawiał swoją listę preferencji, a może zwyczajnie w pewnych warunkach zwyczajnie byłby się w stanie z kimś spierać o to, że wróżbitom, szczególnie tym sprawdzonym, także nie brakowało doświadczenia w swoim fachu. Klarowność otrzymanych znaków i wizji, to było już co innego, ale takie siedzenie z wahadełkiem nad mapą raczej nie pozostawiało dużego marginesu błędu.
- Rozumiem - rzucił nieco zamyślony. W takim razie mieli całkiem sporo szczęścia, że w całej tej szarpaninie, ten ich śmierciożerca okazał się wykazywać na tyle beznadziejną zręcznością, że nie dał rady wysupłać tej szyszki z kieszeni, kiedy na przykład, dostawał właśnie po mordzie. Jakby mu ten typ rozpłynął się w rękach, to Atreus by chyba wpadł w szał, albo przynajmniej obraził się na tę Brennę do końca życia, bo przecież to wszystko byłaby jej wina.
- Oczywiście - rzucił krótko, uśmiechając się do Sebastiana grzecznie i zerkając gdzieś w bok, na majaczącego gdzieś w domu skrzata i dając mu znak, żeby zajął się tą kwestią. Pewnie w innych warunkach zaoferowałby swojemu gościowi coś innego, albo i mocniejszego, ale ani nie zebrali się tutaj, żeby się zaraz rozsiadać, ani też nie darzyli siebie tego typu zażyłością. Oprócz tego też, jakby nie patrzeć, pomijając teoretyczne zagadnienia, którymi się z nim Travers właśnie dzielił, to cała ta rozmowa była dla niego absolutnie bezużyteczna. Kiedy wróci do pracy za dwa dni, zwyczajnie zda przedmiot i wtedy ruszy cała machina w sprawie ustalania co i jak.
- Cóż... - rzucił też, dogaszając papierosa w szklanej popielniczce, znajdującej się obok okna, opierając się o parapet. - Nie będę ukrywał, że spodziewałem się nieco innego przebiegu tej rozmowy, ale też w pewien sposób mnie ukierunkowała, więc można powiedzieć, że to jakiś sukces. Mam tylko nadzieję, że nie odbiera pan tej wizyty, jako zmarnowanego czasu. O, a oto pana woda - rzucił, zwracając jego uwagę na skrzata, który pojawił się obok nich ze szklanką w dłoniach, stawiając ją grzecznie na stole. Potem ukłonił się lekko i wycofał, na nowo znikając w głębinach domu Bulstrode'ów.
Atreus nie miał już w sumie więcej pytań w sprawie świstoklika, więc pozostawało im chyba wymienić ostatnie uprzejmości, dokonać należytej płatności i rozstać się, żeby móc wrócić do innych spraw, które czekały na nich tego dnia.