30.12.2023, 19:45 ✶
- Serce ci wali, ale przeżyjesz. - Zatrzymał te palce na jego szyi, na dłużej niż wypadało, później przesunął dłoń na jego klatkę piersiową. Tak naprawdę nie musiał już tego robić, ale jemu się zawsze wydawało, że drugiej osobie to pomaga. Kiedy ktoś inny cię w taki sposób sprawdzał, kiedy czułeś dotyk obcej ręki, wyobrażałeś sobie to, co ta osoba czuje. Twoje tętno, bicie serca. Zaczynałeś sam odliczać to w głowie. Skupienie na czymś takim, na głupotach, na liczbach, na uderzeniach serca - jego wersja najbardziej irytującej zabawy psychologów i mądralińskich - co czerwonego widzisz w tym pomieszczeniu? Odpowiedź była przecież tylko jedna - twoją twarz, kiedy doleci do niej moja pięść.
Trwało to zbyt długo, żeby się miał tak pochylać nad tym łóżkiem, więc się dosiadł. Na brzegu, z jedną nogą ułożoną na materacu, drugą dotykającą ziemi. Brakowało mu tej fajki, więc teraz nerwowo bawił się palcami wolnej ręki.
- Aaa, nie możesz nikogo przy sobie zatrzymać. Masz pewnie zły gust. Brutalnie szczerze, założyłbym się o trzysta funtów, że rwałeś do niejednego Śmierciożercy. Tacy frajerzy zawsze chodzili wypucowani. - Albo był po prostu za wolny i takie ścierwa jak Crow zabierali mu najlepszych typów spod nosa, zanim zdążył otworzyć gębę. Zarżałby z tego, ale się szybko powstrzymał, bo do niego dotarła prawda - nie, wcale tak nie było, oni mieli pewnie skrajnie przeciwne gusta.
Zaśmiał się dopiero po chwili. No bo przecież takie głupoty najlepiej leczyło się śmiechem.
- Na pocieszenie: lepiej mi niż swojej matce. - Zmodulował głos w dowcipny sposób. Celowo powiedział matce, a nie ojcu, bo tego typu faceci zawsze mieli kompleks tatusia. I o proszę, kilka zdań później pojawił się tatuś. - O kurwa, było ci to obojętne? Powiedz mi jeszcze, że robię słabego loda, to rozważę dociśnięcie ci do mordy tej poduszki.
Wszystko w tym jak się do niego odzywał, wskazywało na to, że żartuje. Kompletny brak powagi miał zabić ciążące nad Prewettem złe myśli. Podstawowy mechanizm obronny - kpienie ze wszystkiego, co go otaczało - mógłby nawet rzucić coś w stylu „pośmiejemy się z Fontaine z pierdół, które tu mówiłeś”, ale bardziej niż na rozluźnieniu atmosfery zależało mu na tym, żeby nie skończyć tej rozmowy na pseudo-obietnicy kolesia, co pewnie pęknie dokładnie w chwili, kiedy ktoś pogrozi mu szalikiem niepasującym mu do spodni.
- Łaskawa z ciebie księżniczka, ale żyłbym pięćdziesiąt razy spokojniej, gdybyś jednak uścisnął mi dłoń, powtarzając to.
Trwało to zbyt długo, żeby się miał tak pochylać nad tym łóżkiem, więc się dosiadł. Na brzegu, z jedną nogą ułożoną na materacu, drugą dotykającą ziemi. Brakowało mu tej fajki, więc teraz nerwowo bawił się palcami wolnej ręki.
- Aaa, nie możesz nikogo przy sobie zatrzymać. Masz pewnie zły gust. Brutalnie szczerze, założyłbym się o trzysta funtów, że rwałeś do niejednego Śmierciożercy. Tacy frajerzy zawsze chodzili wypucowani. - Albo był po prostu za wolny i takie ścierwa jak Crow zabierali mu najlepszych typów spod nosa, zanim zdążył otworzyć gębę. Zarżałby z tego, ale się szybko powstrzymał, bo do niego dotarła prawda - nie, wcale tak nie było, oni mieli pewnie skrajnie przeciwne gusta.
Zaśmiał się dopiero po chwili. No bo przecież takie głupoty najlepiej leczyło się śmiechem.
- Na pocieszenie: lepiej mi niż swojej matce. - Zmodulował głos w dowcipny sposób. Celowo powiedział matce, a nie ojcu, bo tego typu faceci zawsze mieli kompleks tatusia. I o proszę, kilka zdań później pojawił się tatuś. - O kurwa, było ci to obojętne? Powiedz mi jeszcze, że robię słabego loda, to rozważę dociśnięcie ci do mordy tej poduszki.
Wszystko w tym jak się do niego odzywał, wskazywało na to, że żartuje. Kompletny brak powagi miał zabić ciążące nad Prewettem złe myśli. Podstawowy mechanizm obronny - kpienie ze wszystkiego, co go otaczało - mógłby nawet rzucić coś w stylu „pośmiejemy się z Fontaine z pierdół, które tu mówiłeś”, ale bardziej niż na rozluźnieniu atmosfery zależało mu na tym, żeby nie skończyć tej rozmowy na pseudo-obietnicy kolesia, co pewnie pęknie dokładnie w chwili, kiedy ktoś pogrozi mu szalikiem niepasującym mu do spodni.
- Łaskawa z ciebie księżniczka, ale żyłbym pięćdziesiąt razy spokojniej, gdybyś jednak uścisnął mi dłoń, powtarzając to.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.