Vespera miała gdzieś ich tą miłość, bo w nią najzwyczajniej nie wierzyła, a dowodem na to były jej dwa nieudane małżeństwa. Nie potrafiła sobie wyobrazić siebie jako zakochanej trzpiotki, a tym bardziej nie była w stanie zrozumieć, co Shafiq widział w jakiejś nędznej mugolce. Może i nie była zdania, że powinno się tą Amy zabijać ze względu na to, że omotał ją jakiś czarodziej, ale też nie była zdania, aby czysty ród mógł się mieszać z niemagicznymi osobami. Nie czuła, że cała ta mugolka była winna w tej sytuacji. Wiedziała jacy mężczyźni byli, jak działali i co potrafili zrobić ze słabym, kobiecym umysłem. Vespera akurat wychowała się wśród wilków, więc uważała siebie za silną, ale taka mugolka? Nie mogła się równać z czarodziejami. Była łatwym celem i po co to wszystko? Dla kilku chwil w łóżku?
Stała pomiędzy swoimi braćmi, na głowie miała ciemny, kobiecy kaszkiet, ze skórzanym zdobieniem, ciemną suknię ukrytą pod czarnym, ciepłym płaszczem. Wpatrywała się w krzywo zawieszone ozdoby na budynku, co wręcz powodowało u niej dreszcz i chęć poprawienia ich. Skrzywiła się nawet na ten widok, ale nikt tego nie mógł dostrzec. Ręka wręcz świerzbiła, aby rzucić zaklęcie i to wszystko poprawić. Żałosne. Gdy Ulysses się odezwał jej wzrok padł na swojego bliźniaka. Najlepiej, aby to on został na czatach. Był dobry w pojedynkach, potrafił magię bezróżdżkową, więc bez problemu w razie potrzeby pozbędzie się Cicerona, będzie bardziej przydatny tutaj, a nie przy rozmowie z mugolką.
– Zostajesz? – jej ton jednak bardziej brzmiał stwierdzająco niż pytająco. Doskonale znała Augustusa i wiedziała jakie były jego zalety. Spojrzała zaraz potem na Ulyssesa lekko skinąwszy mu głową, że się zgadza. Ruszyła przodem, bo wiedziała, że jej aparycja była bardziej przyjemna nawet jeśli sama Vespera nie należała do osób przyjemnych z charakteru. Nacisnęła na dzwonek czekając, aż Amy otworzy drzwi.