30.12.2023, 21:09 ✶
Nie dam ci znać, nie musisz tego wiedzieć. Powiem ci o tym dopiero wtedy, kiedy będzie tak źle, że sam nie dam sobie z tym rady.
Pomyślał to, czy powiedział to na głos? Sam już nie był pewien, czy to wszystko dzieje się naprawdę - jedynym w pełni rzeczywistym elementem wydawało się być bijące od Alexandra ciepło. Kochał go. Nigdy by tego nie zrobił, gdyby go nie kochał. Po dzisiejszej rozmowie z Laurentem to wydawało mu się być jeszcze bardziej wyjątkowe, a jednocześnie... przerażające. Nigdy, przez całe swoje życie, nie miał czegoś będącego aż tak mocną słabością. Czy on się zestarzał? Czy gdyby jednak musiał teraz znowu uciec, czy gdyby zmuszono go do obrania innej ścieżki, to potrafiłby to zrobić?
Tak, on chyba zawsze był na to gotowy, ale nigdy jeszcze nie czuł, że zostawienie czegoś za swoimi plecami bolałoby go tak bardzo.
Musiałby być kimś podstawionym, gdyby nie dał zaciągnąć się za rękę do łóżka, gdyby nie ułożył się za nim i nie przyciągnął go do siebie, całując go po karku. Prawa ręka błyskawicznie znalazła się pod Alexandrem, lewa oplotła go z drugiej strony. Poprawił sobie jego biodra, żeby dobrze do niego przylegać, a później dłonie Flynna spoczęły mu na klatce piersiowej i brzuchu. Flakon wylądował na pościeli, mniej-więcej tam, gdzie tydzień temu upadło to nieszczęsne lusterko dwukierunkowe. Jego brat nie mógł tego zobaczyć, ale uśmiechał się. To było jego dobre miejsce.
Przez moment nawet uznał, że może faktycznie nie musiał opowiadać tych wszystkich rzeczy, a gdyby wystarczyło tak leżeć, gdyby tak po prostu miziać go po podbrzuszu nakręcając na coś więcej, to ten wieczór skończyłby się lepiej? Nie mógł powstrzymać się od otarcia o jego pośladki i sapnięcia mu do ucha, ale na tym się skończyło, bo wreszcie zaczął mówić.
- Nie wiem, jak opowiedzieć ci o wszystkim, nie wiem, gdzie zacząć. - Nawet Veritaserum nie pomagało w złożeniu spójnej historii - przecież nawet jeżeli mówił wylewną prawdę, nie znaczyło to przecież, że nagle stanie się jakimś bajarzem. - Mieszkałem z nią na Ścieżkach. Tak się mówi na podziemne miasto pod londyńskim Nokturnem, aleją, w której roi się od czarnoksięstwa. Na pierwszym piętrze Ścieżek znajduje się sporo lokali na granicy prawa, a niżej mieszczą się katakumby, ale ona zawsze chciała rozbudować je o kolejne piętra, ryć się w ziemię tak głęboko, że ściany się zawalały, a ja nie nadążałem z konstrukcją wierteł i obliczeniami jak to poszerzać, żeby te korytarze nie runęły kiedyś na ludzi... - Mówił to, ale nie pałał entuzjazmem z wcześniejszej opowieści. Nie brzmiał też niechętnie. Flynn był... spokojny. Tak zwyczajnie spokojny - delikatnie muskał palcami jego skórę i materiał koszuli, przymknął oczy. - ...na szczury. Nazywali nas szczurami, bo wiecznie siedzieliśmy pod ziemią, w ciemnościach. Tam, gdzie nie zapuszczał się już nikt oprócz nas. Nazwałem się Crow, bo strasznie tego nie lubiłem, kiedy ludzie mówili do mnie „ty szczurze”, chciałem mieć jakąś tożsamość...
Pomyślał to, czy powiedział to na głos? Sam już nie był pewien, czy to wszystko dzieje się naprawdę - jedynym w pełni rzeczywistym elementem wydawało się być bijące od Alexandra ciepło. Kochał go. Nigdy by tego nie zrobił, gdyby go nie kochał. Po dzisiejszej rozmowie z Laurentem to wydawało mu się być jeszcze bardziej wyjątkowe, a jednocześnie... przerażające. Nigdy, przez całe swoje życie, nie miał czegoś będącego aż tak mocną słabością. Czy on się zestarzał? Czy gdyby jednak musiał teraz znowu uciec, czy gdyby zmuszono go do obrania innej ścieżki, to potrafiłby to zrobić?
Tak, on chyba zawsze był na to gotowy, ale nigdy jeszcze nie czuł, że zostawienie czegoś za swoimi plecami bolałoby go tak bardzo.
Musiałby być kimś podstawionym, gdyby nie dał zaciągnąć się za rękę do łóżka, gdyby nie ułożył się za nim i nie przyciągnął go do siebie, całując go po karku. Prawa ręka błyskawicznie znalazła się pod Alexandrem, lewa oplotła go z drugiej strony. Poprawił sobie jego biodra, żeby dobrze do niego przylegać, a później dłonie Flynna spoczęły mu na klatce piersiowej i brzuchu. Flakon wylądował na pościeli, mniej-więcej tam, gdzie tydzień temu upadło to nieszczęsne lusterko dwukierunkowe. Jego brat nie mógł tego zobaczyć, ale uśmiechał się. To było jego dobre miejsce.
Przez moment nawet uznał, że może faktycznie nie musiał opowiadać tych wszystkich rzeczy, a gdyby wystarczyło tak leżeć, gdyby tak po prostu miziać go po podbrzuszu nakręcając na coś więcej, to ten wieczór skończyłby się lepiej? Nie mógł powstrzymać się od otarcia o jego pośladki i sapnięcia mu do ucha, ale na tym się skończyło, bo wreszcie zaczął mówić.
- Nie wiem, jak opowiedzieć ci o wszystkim, nie wiem, gdzie zacząć. - Nawet Veritaserum nie pomagało w złożeniu spójnej historii - przecież nawet jeżeli mówił wylewną prawdę, nie znaczyło to przecież, że nagle stanie się jakimś bajarzem. - Mieszkałem z nią na Ścieżkach. Tak się mówi na podziemne miasto pod londyńskim Nokturnem, aleją, w której roi się od czarnoksięstwa. Na pierwszym piętrze Ścieżek znajduje się sporo lokali na granicy prawa, a niżej mieszczą się katakumby, ale ona zawsze chciała rozbudować je o kolejne piętra, ryć się w ziemię tak głęboko, że ściany się zawalały, a ja nie nadążałem z konstrukcją wierteł i obliczeniami jak to poszerzać, żeby te korytarze nie runęły kiedyś na ludzi... - Mówił to, ale nie pałał entuzjazmem z wcześniejszej opowieści. Nie brzmiał też niechętnie. Flynn był... spokojny. Tak zwyczajnie spokojny - delikatnie muskał palcami jego skórę i materiał koszuli, przymknął oczy. - ...na szczury. Nazywali nas szczurami, bo wiecznie siedzieliśmy pod ziemią, w ciemnościach. Tam, gdzie nie zapuszczał się już nikt oprócz nas. Nazwałem się Crow, bo strasznie tego nie lubiłem, kiedy ludzie mówili do mnie „ty szczurze”, chciałem mieć jakąś tożsamość...
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.