Jak mógł opisać spotkanie z Robertem... wróć, ojcem? Zadziwiająco spokojnie, zwłaszcza kiedy mógł mu wiele zarzucić ale tego jednak nie zrobił. Dlaczego? Bo chyba po prostu dorósł do pewnych rzeczy. Młodszy Borgin, zapewne zrobiłby chryję jak nie wiadomo co ale starszy już nie. Jemu po prostu już zależało na poznaniu tego człowieka. Dowiedzenia się czegoś o nim. Czegokolwiek tak naprawdę.
- Normalnie? - zaciągnął się papierosem - Bardzo spokojnie. Nie było żadnej złości czy czegoś w ten sposób. Kultura, wzajemny szacunek - wyjaśnił - Podręcznikowe spotkanie. W cztery oczy. Nikt nam przeszkadzał. Pogadaliśmy, napiliśmy się trochę alkoholu - dodał jeszcze od siebie. Brat Richarda dawał wrażenie trochę tajemniczego ale ciekawego rozmówcy. Może też Stanley podchodził do niego trochę inaczej z faktu, że był jego ojcem? I że jego jakieś skryte marzenie się po prostu spełniło? Istniała taka szansa.
- Mam nieodparte wrażenie, że Anne mogła być trochę zawiedziona. Może liczyła na coś więcej? Że Robert jest jej miłością życia? Ciężko stwierdzić i tego się już nie dowiemy niestety. Znamy tylko wersję Twojego brata - tłumaczył dalej, robiąc krótkie przerwy na zaciągnięcie się papierosem - A później pewnie stwierdziła, że skoro miał inne plany... To dziecko go nie będzie obchodziło wcale, a wcale i że to nie będzie jego problem... - westchnął, zawieszając się wzrokiem na swojej szklance przez kilka sekund. Tylko czy tak by naprawdę było? Czy mogli się jakoś cofnąć w czasie, aby przekonać się jakby to mogło pójść? Raczej nie było takiej możliwości. Chociaż czy warto było się o tym przekonywać? Czy warto było psuć sobie swoją wizję, która chciała go jakoś usprawiedliwić, że tak by wcale nie było?
- Przepraszam. Zamyśliłem się - przeniósł wzrok na Richarda - Zanim przejdziemy dalej... Chciałbym wyjaśnić pewną sprawę. Uważam, że dosyć kluczową, zwłaszcza po tym jak pewne fakty wyszły na jaw... - mówił powoli, zastanawiając się jak to ubrać w słowa, aby było dobrze - Jak ja się... powinienem się do... Cieb... Pana? Zwracać? - zgasił spalonego papierosa, by po chwili sięgnąć za trunkiem. Według Stanleya była to sprawa ważna i jedną z wielu, którą musieli przecież uregulować w zaistniałej sytuacji, którą nie była na pewno łatwą dla żadnych ze stron. Borgin miał już pierwszy etap za sobą ale Mulciber, brat Roberta, właśnie go przechodził - etap poznania prawdy. Nie ważne jak bardzo burzyła ona światopogląd i wszystko co zostało do tej pory zbudowane, było czymś z czym musieli się zmierzyć i z tym żyć.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972