Margaret Mulciber
Urodzenie: 3/11/1950 (Skorpion; numerologiczna 2)
Stan cywilny: Panna
Krew: Czysta, Widmowidzka
Zamieszkanie: Covent Garden, Londyn
Pochodzenie: Urodzona i wychowana w Londynie, gdzie do tej pory przebywa. Jej jedynymi podróżami ze stolicy były wycieczki do Hogwartu, gdy jeszcze była jego uczennicą. [Ojciec - Mulciber; Matka - Bulstrode]
Stan cywilny: Panna
Krew: Czysta, Widmowidzka
Zamieszkanie: Covent Garden, Londyn
Pochodzenie: Urodzona i wychowana w Londynie, gdzie do tej pory przebywa. Jej jedynymi podróżami ze stolicy były wycieczki do Hogwartu, gdy jeszcze była jego uczennicą. [Ojciec - Mulciber; Matka - Bulstrode]
Kształtowanie: ◉◉○○○
Rozproszenie: ◉○○○○
Transmutacja: ◉○○○○
Zauroczenie: ○○○○○
Nekromancja: ◉○○○○
Translokacja: ◉○○○○
Percepcja: ◉◉◉◉○
Aktywność fizyczna: ○○○○○
Charyzma: ◉◉○○○
Rzemiosło: ◉◉◉○○
Wiedza przyrodnicza: ◉◉◉○○
Wiedza o świecie: ◉○○○○
Rozproszenie: ◉○○○○
Transmutacja: ◉○○○○
Zauroczenie: ○○○○○
Nekromancja: ◉○○○○
Translokacja: ◉○○○○
Percepcja: ◉◉◉◉○
Aktywność fizyczna: ○○○○○
Charyzma: ◉◉○○○
Rzemiosło: ◉◉◉○○
Wiedza przyrodnicza: ◉◉◉○○
Wiedza o świecie: ◉○○○○
Poziom spaczenia: I
Margaret jest dobrym człowiekiem mimo wszystko i nie skrzywdziłaby nikogo z pobudek czystej agresji, nad którą zresztą potrafi panować, o ile jej jakiekolwiek przejawy pojawiają się w jej głowie. Choć rzadko. Właściwie to już w ogóle, gdy pogodziła się ze swoim losem i choć częściowo zaakceptowała to, kim jest i kim być musi zgodnie z wolą ojca. Gdzieś w kościach czuje jednak, że w jej życiu nadejdzie chwila, gdy będzie zmuszona zadać komuś cios. Być może to tylko złe przeczucie, a może fatum wyczytane z kart.
Różdżka: Olcha, Włos z ogona testrala, 10 i pół cala, Sztywna
Zwierzę totemiczne: Owca
Aura: Ciemny fiolet z przebłyskami jasnej szarości
O zdolnościach: Najpewniej w oczach społeczeństwa uszłaby za jedną z wielu czarownic, której umiejętności nie są wybitne. Być może niektórzy nawet określiliby jej zdolności poniżej przewidywanej średniej. Prawda jest właściwie taka, że w rzeczy samej Margaret nie jest zbyt dobra w zaklęciach wymagających operatywy różdżki. Sprawnie natomiast lawiruje pomiędzy zaklęciami magii niskiej, niewymagającej wielkiej wprawy, która przydaje się jej w codziennym życiu. Do przenoszenia przedmiotów czy wyciągania czegoś z wysokich półek, do których nie dosięga, a także magia jest pomocą w jej pracy, przez co sama nie musi wykonywać żadnych aktywności. Może i niektórzy postrzegaliby to jako wybitne lenistwo, ale Margaret, z racji swojej wątłej postury, dość szybko się męczy przy pracach wymagających dłuższej pracy fizycznej.
Zdolności młodej Mulciber skupione są wokół dziedzin, które mogłyby spokojnie zostać nazwane jako paramagiczne przez osoby o zamkniętym umyśle. Margaret specjalizuje się we wróżbiarstwie, odczytywaniu osobowości z linii na dłoni, wskazywaniu pomocy odszukując symbole w czyichś snach, jak i wspomaganiu kogoś w tym, jakie kroki powinien podjąć zgodnie z wolą kart. Zainteresowanie dywinacją było raczej skutkiem ubocznym widmowidzenia, jakie zostało jej podarowane, przez co Margaret nie należy do osób, które z wróżbiarstwa tworzą całą swoją osobowość. Podchodzi do niej nad wyraz rzetelnie, bazując na wiedzy wróżbitów spisanych w księgach, jak i własnej intuicji.
Wraz z odkryciem w sobie trzeciego oka, Margaret wyuczyła się kolejnych umiejętności, które wspierają jej pasję do wróżbiarstwa. Mowa tutaj między innymi o dość dobrej znajomości ziół umożliwiającej tworzenie kadzideł, jak i podstawowej wiedzy na temat numerologii, będącej uzupełniającą dziedziną do wszelkich portretów osobowościowych, jakie tworzyła z pomocą innych technik wróżbiarskich.
W zakresie umiejętności miękkich, związanych z komunikacją z innymi ludźmi, wypada dość mizernie. Rzadko się uśmiecha i nie potrafi przekonywać innych do swoich racji, a sama jest raczej jak pionek do gry, którym inni rozgrywają, o ile ujrzą w niej słabą stronę. A do tego nie potrzeba wiele, bo choć z początku kryje się za fasadą pokerowej twarzy ubarwionej zimnym, obojętnym wręcz podejściem do rozmowy, z pojedynczymi ostrzejszymi odpowiedziami, tak bardzo łatwo dochodzi do złamania i przełamania tej skorupy, jeżeli rozmowa potrwa wystarczająco długo lub ktoś użyje zbyt mocnych dział w czasie rozmowy. Wtedy Margaret pozostaje ucieczka, bo cóż innego. W tym jest akurat dobra.
Nici [Rodowa]: Prezent od ojca. Jeden z niewielu, jaki dostała przez całe swoje życie. Nigdy nie wie, jak postąpić, gdy nić przyjmuje kolor czerni. Może się to objawiać lekkim zdekoncentrowaniem na jej twarzy, szczególnie gdy któraś z osób nie wie o uczuciach drugiej z nich.
Trans [III]: To natomiast jest prezentem od jej matki, jednym z wielu. A tak przynajmniej Margaret uważa, bo nigdy nie było jej dane porozmawiać na ten temat ze swoją rodzicielką. Widmowidzenie ujawniło się już podczas pierwszego roku w Hogwarcie. Dość niekontrolowanie, mgliście. Początkowo zrzuciła to na karb nowych wrażeń spotęgowanych Hogwartem, z czasem jednak, poznając coraz bardziej wróżbiarstwo, upewniła się w swoich zdolnościach i tym, czym one rzeczywiście są. Podobnie jak emocje, nauczyła się ograniczać wizję przeszłości trawiące ją dość przypadkowo podczas zwykłego codziennego kontaktu z różnymi przedmiotami. Dopiero od całkiem niedawna, począwszy od ostatniego roku szkoły, aktywnie ćwiczy swoje umiejętności, skupiając się przede wszystkim na przedmiotach pozostawionych przez matkę. Póki co jednak nie osiągnęła nic, co by ją zadowoliło. Choć może lepiej już nie zaglądać w przeszłość i zająć się przyszłością?
Wróżbiarstwo [III]: Z początku nie traktowała wróżbiarstwa jako przedmiotu wartego uwagi. W jej domu rodzinnym zawsze była powtarzana wielkość prawdziwej nauki nad dywinacyjnymi wymysłami, stąd jasne było, że i Margaret nie powinna iść w tym kierunku. Jednak wraz z pojawieniem się u niej zdolności trzeciego oka, chcąc lepiej poznać to, jak go kontrolować i używać, skierowała swe kroki w kierunku wróżbiarskim. Na początku dość niepewnie, nie chcąc zawieść ojca, lecz z czasem, gdy wróżbiarstwo zaczęło się sprawdzać, a ona coraz mniej przejmowała się konsekwencjami swoich działań, a przynajmniej tak sobie wmawiała, zatopiła się w tej dziedzinie. Daleko jej jednak do fanatyczki, jaka najczęściej jawi się w głowach ludzi, gdy usłyszą słowo wróżbitka. Sama jednak stara się nie ukrywać swojego zainteresowania, wiedząc, że wróżbiarstwo to coś, co ją opisuje. Coś, co jest tylko jej i ojciec, ani żaden Mulciber jej tego odebrać nie może. Początkowo skupiała się na onejromancji czy bibliomancji, którą do tej pory uważa za swoją ulubioną dziedzinę sztuki wróżbiarskiej. Obecnie swe kroki stawia w tarocie, chcąc poznać arkana tej magii. Sama jednak nie jest jeszcze pewna stawiania tarota innym.
Zielarstwo [II]: Bezsenność, jak i kadzidła będące nieodłączną częścią rytuałów popchnęły ją w kierunku nauki o ziołach. Zna ich działanie, wie, w czym mogą pomóc, a także zna podstawy ich hodowli i przechowywania. Kilka miesięcy spędzonych w domu po nauce w Hogwarcie nauczyły ją pielęgnacji roślin, poznania ich chorób i możliwości leczenia. Sama jednak specjalizuje się raczej w ich obróbce i pozyskiwaniu surowców zielarskich niż hodowaniu roślin.
Tworzenie świec i kadzideł [I]: Kadzidła i świece są nieodłączną częścią rytuału wspomagającego wejście w trans. Choć te były w pewnym stopniu dostępne w pracowni wróżbiarskiej, przez co nie musiała tworzyć własnych w komnatach Hogwartu, tak umiejętności rzemieślnicze szlifowała pod okiem ojca już po opuszczeniu szkoły. Choć okiem to za dużo powiedziane. Raczej wydanym poleceniem, dzięki któremu Margaret obecnie zajmuje się rodzinnym biznesem, a przynajmniej jego oficjalną częścią zajmującą się sprzedażą kadzideł i świec, pod nieobecność ojca.
Numerologia [I]: Dziedzina będąca uzupełnieniem wróżbiarskiego zainteresowania Margaret, na temat której wiedzę pozyskiwała głównie w Hogwarcie. Swoją znajomość tej sztuki ogranicza z zasady do tworzenia portretu numerologicznego bazującego na wibracji urodzenia czy imienia i nazwiska, przez co sama wie, jak wiele jeszcze ją czeka nauki w tym kierunku. Mimo wszystko widzi w numerologii potencjał.
Magiczny antytalent - Zauroczenie [III]: Margaret z zasady nie jest wybitną czarodziejką, a jej braki w dziedzinie uroków można byłoby rzec współgrają z charakterem. Podobnie jak nie potrafi zmanipulować kogoś na swoją stronę, stosując piękną mowę i wyuczone gesty, tak w podobny sposób nigdy nie wychodziło jej wpływanie na czyjeś umysły z pomocą uroków. Oczywiste jest, że kontrola czyjegoś umysłu, wchodzenie do niego i modyfikowanie go jest potężną bronią w rękach doświadczonego czarodzieja, a sztuka uroków pomogłaby jej niejednokrotnie, tak właściwie nigdy, podczas nauki czy własnej praktyki nie potrafiła tego dokonać. Z jednej strony czuła emocjonalną barierę, myśląc o tym, że to przecież okrutne wchodzić do czyjegoś umysłu i zmieniać całe jego człowieczeństwo, a z drugiej strony... po prostu nie mogła. Czuła dziwną niemoc, której źródła dalej nie potrafiła zlokalizować.
Toksyczni rodzice [II]: A właściwie to jeden - ojciec, choć i matka pozostawiła jej poważną skazę. Nieświadomie, ale wciąż boleśnie. Relacja Margaret ze swym rodzicielem jest dość... skomplikowana. A przynajmniej skomplikowana w głowie Margaret, która z jednej strony stara się wyrwać z symbolicznego więzienia, chcąc żyć pełnią życia, postawić na swoim i być tym, kim czuje, że chce być, a z drugiej strony jej kotwicą i ostoją na tym łez padole jest Robert, z którego oceną koniec końców zgadza się właściwie we wszystkim. Nawet jeżeli nie otwarcie, to swoimi działaniami będzie dążyć do zadowolenia myśli ojca. Pokazania mu, że jest czegoś warta i że zasługuje na to, aby być jego córką.
Bezsenność [II]: Można powiedzieć, że przez to i jej matka jest dość dla niej toksyczna. Nie tyle, że przekazała jej bezsenność w genach, ile i ta zawada wykształciła się podczas pierwszych lat nauki w Hogwarcie, zaburzając jej i tak delikatny zegar biologiczny. Koszmary nocne połączone z niekontrolowaną umiejętnością widmowidzenia w dzień, spowodowały, że sen dla Margaret stał się wręcz nieprzyjemny. Samobójcza śmierć matki dla dziewczyny tuż przed wyjazdem do Hogwartu była dość druzgocącym przeżyciem, a bezsenność to tylko jedna z kilku wad, jaka w niej ciąży z tego powodu. Z pomocą przychodzą jej różne zioła i kadzidła, jakie zapala tuż przed snem dla ukojenia nerwów, a nawet wprowadzenia się w stan lekkiego znieczulenia.
Słabo zbudowany, niedowaga [II]: Ponoć jest to spowodowane wegetarianizmem. Tak przynajmniej słyszała od nieprzychylnych jej głosów, choć na pewno też ma to swój wpływ, bo sama nie myśli o bilansowaniu posiłków, o czym zresztą nie ma wielkiego pojęcia. Prawda jednak jest taka, że Margaret nie lubi jeść. A raczej po prostu nie odczuwa przyjemności z jedzenia, o którym zdaje się jej nawet zapominać. Organizm kobiety przyzwyczaił się do jedzenia czasami jednego, a czasami dwóch posiłków dziennie.
Wegetarianin [I]: Podobnie jak i matka, Margaret przeszła na wegetarianizm. Czuła, że na roślinnej diecie czuje się o wiele lepiej, jest czystsza nie tylko duchowo, ale i fizycznie. Jeżeli sama nie potrafiłaby zabić zwierzęcia, to czemu miałaby je jeść?
Margaret jest dobrym człowiekiem mimo wszystko i nie skrzywdziłaby nikogo z pobudek czystej agresji, nad którą zresztą potrafi panować, o ile jej jakiekolwiek przejawy pojawiają się w jej głowie. Choć rzadko. Właściwie to już w ogóle, gdy pogodziła się ze swoim losem i choć częściowo zaakceptowała to, kim jest i kim być musi zgodnie z wolą ojca. Gdzieś w kościach czuje jednak, że w jej życiu nadejdzie chwila, gdy będzie zmuszona zadać komuś cios. Być może to tylko złe przeczucie, a może fatum wyczytane z kart.
Różdżka: Olcha, Włos z ogona testrala, 10 i pół cala, Sztywna
Zwierzę totemiczne: Owca
Aura: Ciemny fiolet z przebłyskami jasnej szarości
O zdolnościach: Najpewniej w oczach społeczeństwa uszłaby za jedną z wielu czarownic, której umiejętności nie są wybitne. Być może niektórzy nawet określiliby jej zdolności poniżej przewidywanej średniej. Prawda jest właściwie taka, że w rzeczy samej Margaret nie jest zbyt dobra w zaklęciach wymagających operatywy różdżki. Sprawnie natomiast lawiruje pomiędzy zaklęciami magii niskiej, niewymagającej wielkiej wprawy, która przydaje się jej w codziennym życiu. Do przenoszenia przedmiotów czy wyciągania czegoś z wysokich półek, do których nie dosięga, a także magia jest pomocą w jej pracy, przez co sama nie musi wykonywać żadnych aktywności. Może i niektórzy postrzegaliby to jako wybitne lenistwo, ale Margaret, z racji swojej wątłej postury, dość szybko się męczy przy pracach wymagających dłuższej pracy fizycznej.
Zdolności młodej Mulciber skupione są wokół dziedzin, które mogłyby spokojnie zostać nazwane jako paramagiczne przez osoby o zamkniętym umyśle. Margaret specjalizuje się we wróżbiarstwie, odczytywaniu osobowości z linii na dłoni, wskazywaniu pomocy odszukując symbole w czyichś snach, jak i wspomaganiu kogoś w tym, jakie kroki powinien podjąć zgodnie z wolą kart. Zainteresowanie dywinacją było raczej skutkiem ubocznym widmowidzenia, jakie zostało jej podarowane, przez co Margaret nie należy do osób, które z wróżbiarstwa tworzą całą swoją osobowość. Podchodzi do niej nad wyraz rzetelnie, bazując na wiedzy wróżbitów spisanych w księgach, jak i własnej intuicji.
Wraz z odkryciem w sobie trzeciego oka, Margaret wyuczyła się kolejnych umiejętności, które wspierają jej pasję do wróżbiarstwa. Mowa tutaj między innymi o dość dobrej znajomości ziół umożliwiającej tworzenie kadzideł, jak i podstawowej wiedzy na temat numerologii, będącej uzupełniającą dziedziną do wszelkich portretów osobowościowych, jakie tworzyła z pomocą innych technik wróżbiarskich.
W zakresie umiejętności miękkich, związanych z komunikacją z innymi ludźmi, wypada dość mizernie. Rzadko się uśmiecha i nie potrafi przekonywać innych do swoich racji, a sama jest raczej jak pionek do gry, którym inni rozgrywają, o ile ujrzą w niej słabą stronę. A do tego nie potrzeba wiele, bo choć z początku kryje się za fasadą pokerowej twarzy ubarwionej zimnym, obojętnym wręcz podejściem do rozmowy, z pojedynczymi ostrzejszymi odpowiedziami, tak bardzo łatwo dochodzi do złamania i przełamania tej skorupy, jeżeli rozmowa potrwa wystarczająco długo lub ktoś użyje zbyt mocnych dział w czasie rozmowy. Wtedy Margaret pozostaje ucieczka, bo cóż innego. W tym jest akurat dobra.
Przewagi
Nici [Rodowa]: Prezent od ojca. Jeden z niewielu, jaki dostała przez całe swoje życie. Nigdy nie wie, jak postąpić, gdy nić przyjmuje kolor czerni. Może się to objawiać lekkim zdekoncentrowaniem na jej twarzy, szczególnie gdy któraś z osób nie wie o uczuciach drugiej z nich.
Trans [III]: To natomiast jest prezentem od jej matki, jednym z wielu. A tak przynajmniej Margaret uważa, bo nigdy nie było jej dane porozmawiać na ten temat ze swoją rodzicielką. Widmowidzenie ujawniło się już podczas pierwszego roku w Hogwarcie. Dość niekontrolowanie, mgliście. Początkowo zrzuciła to na karb nowych wrażeń spotęgowanych Hogwartem, z czasem jednak, poznając coraz bardziej wróżbiarstwo, upewniła się w swoich zdolnościach i tym, czym one rzeczywiście są. Podobnie jak emocje, nauczyła się ograniczać wizję przeszłości trawiące ją dość przypadkowo podczas zwykłego codziennego kontaktu z różnymi przedmiotami. Dopiero od całkiem niedawna, począwszy od ostatniego roku szkoły, aktywnie ćwiczy swoje umiejętności, skupiając się przede wszystkim na przedmiotach pozostawionych przez matkę. Póki co jednak nie osiągnęła nic, co by ją zadowoliło. Choć może lepiej już nie zaglądać w przeszłość i zająć się przyszłością?
Wróżbiarstwo [III]: Z początku nie traktowała wróżbiarstwa jako przedmiotu wartego uwagi. W jej domu rodzinnym zawsze była powtarzana wielkość prawdziwej nauki nad dywinacyjnymi wymysłami, stąd jasne było, że i Margaret nie powinna iść w tym kierunku. Jednak wraz z pojawieniem się u niej zdolności trzeciego oka, chcąc lepiej poznać to, jak go kontrolować i używać, skierowała swe kroki w kierunku wróżbiarskim. Na początku dość niepewnie, nie chcąc zawieść ojca, lecz z czasem, gdy wróżbiarstwo zaczęło się sprawdzać, a ona coraz mniej przejmowała się konsekwencjami swoich działań, a przynajmniej tak sobie wmawiała, zatopiła się w tej dziedzinie. Daleko jej jednak do fanatyczki, jaka najczęściej jawi się w głowach ludzi, gdy usłyszą słowo wróżbitka. Sama jednak stara się nie ukrywać swojego zainteresowania, wiedząc, że wróżbiarstwo to coś, co ją opisuje. Coś, co jest tylko jej i ojciec, ani żaden Mulciber jej tego odebrać nie może. Początkowo skupiała się na onejromancji czy bibliomancji, którą do tej pory uważa za swoją ulubioną dziedzinę sztuki wróżbiarskiej. Obecnie swe kroki stawia w tarocie, chcąc poznać arkana tej magii. Sama jednak nie jest jeszcze pewna stawiania tarota innym.
Zielarstwo [II]: Bezsenność, jak i kadzidła będące nieodłączną częścią rytuałów popchnęły ją w kierunku nauki o ziołach. Zna ich działanie, wie, w czym mogą pomóc, a także zna podstawy ich hodowli i przechowywania. Kilka miesięcy spędzonych w domu po nauce w Hogwarcie nauczyły ją pielęgnacji roślin, poznania ich chorób i możliwości leczenia. Sama jednak specjalizuje się raczej w ich obróbce i pozyskiwaniu surowców zielarskich niż hodowaniu roślin.
Tworzenie świec i kadzideł [I]: Kadzidła i świece są nieodłączną częścią rytuału wspomagającego wejście w trans. Choć te były w pewnym stopniu dostępne w pracowni wróżbiarskiej, przez co nie musiała tworzyć własnych w komnatach Hogwartu, tak umiejętności rzemieślnicze szlifowała pod okiem ojca już po opuszczeniu szkoły. Choć okiem to za dużo powiedziane. Raczej wydanym poleceniem, dzięki któremu Margaret obecnie zajmuje się rodzinnym biznesem, a przynajmniej jego oficjalną częścią zajmującą się sprzedażą kadzideł i świec, pod nieobecność ojca.
Numerologia [I]: Dziedzina będąca uzupełnieniem wróżbiarskiego zainteresowania Margaret, na temat której wiedzę pozyskiwała głównie w Hogwarcie. Swoją znajomość tej sztuki ogranicza z zasady do tworzenia portretu numerologicznego bazującego na wibracji urodzenia czy imienia i nazwiska, przez co sama wie, jak wiele jeszcze ją czeka nauki w tym kierunku. Mimo wszystko widzi w numerologii potencjał.
Zawady
Magiczny antytalent - Zauroczenie [III]: Margaret z zasady nie jest wybitną czarodziejką, a jej braki w dziedzinie uroków można byłoby rzec współgrają z charakterem. Podobnie jak nie potrafi zmanipulować kogoś na swoją stronę, stosując piękną mowę i wyuczone gesty, tak w podobny sposób nigdy nie wychodziło jej wpływanie na czyjeś umysły z pomocą uroków. Oczywiste jest, że kontrola czyjegoś umysłu, wchodzenie do niego i modyfikowanie go jest potężną bronią w rękach doświadczonego czarodzieja, a sztuka uroków pomogłaby jej niejednokrotnie, tak właściwie nigdy, podczas nauki czy własnej praktyki nie potrafiła tego dokonać. Z jednej strony czuła emocjonalną barierę, myśląc o tym, że to przecież okrutne wchodzić do czyjegoś umysłu i zmieniać całe jego człowieczeństwo, a z drugiej strony... po prostu nie mogła. Czuła dziwną niemoc, której źródła dalej nie potrafiła zlokalizować.
Toksyczni rodzice [II]: A właściwie to jeden - ojciec, choć i matka pozostawiła jej poważną skazę. Nieświadomie, ale wciąż boleśnie. Relacja Margaret ze swym rodzicielem jest dość... skomplikowana. A przynajmniej skomplikowana w głowie Margaret, która z jednej strony stara się wyrwać z symbolicznego więzienia, chcąc żyć pełnią życia, postawić na swoim i być tym, kim czuje, że chce być, a z drugiej strony jej kotwicą i ostoją na tym łez padole jest Robert, z którego oceną koniec końców zgadza się właściwie we wszystkim. Nawet jeżeli nie otwarcie, to swoimi działaniami będzie dążyć do zadowolenia myśli ojca. Pokazania mu, że jest czegoś warta i że zasługuje na to, aby być jego córką.
Bezsenność [II]: Można powiedzieć, że przez to i jej matka jest dość dla niej toksyczna. Nie tyle, że przekazała jej bezsenność w genach, ile i ta zawada wykształciła się podczas pierwszych lat nauki w Hogwarcie, zaburzając jej i tak delikatny zegar biologiczny. Koszmary nocne połączone z niekontrolowaną umiejętnością widmowidzenia w dzień, spowodowały, że sen dla Margaret stał się wręcz nieprzyjemny. Samobójcza śmierć matki dla dziewczyny tuż przed wyjazdem do Hogwartu była dość druzgocącym przeżyciem, a bezsenność to tylko jedna z kilku wad, jaka w niej ciąży z tego powodu. Z pomocą przychodzą jej różne zioła i kadzidła, jakie zapala tuż przed snem dla ukojenia nerwów, a nawet wprowadzenia się w stan lekkiego znieczulenia.
Słabo zbudowany, niedowaga [II]: Ponoć jest to spowodowane wegetarianizmem. Tak przynajmniej słyszała od nieprzychylnych jej głosów, choć na pewno też ma to swój wpływ, bo sama nie myśli o bilansowaniu posiłków, o czym zresztą nie ma wielkiego pojęcia. Prawda jednak jest taka, że Margaret nie lubi jeść. A raczej po prostu nie odczuwa przyjemności z jedzenia, o którym zdaje się jej nawet zapominać. Organizm kobiety przyzwyczaił się do jedzenia czasami jednego, a czasami dwóch posiłków dziennie.
Wegetarianin [I]: Podobnie jak i matka, Margaret przeszła na wegetarianizm. Czuła, że na roślinnej diecie czuje się o wiele lepiej, jest czystsza nie tylko duchowo, ale i fizycznie. Jeżeli sama nie potrafiłaby zabić zwierzęcia, to czemu miałaby je jeść?
Edukacja: Hogwart, Ravenclaw.
Hogwart był miejscem, w którym ujawniły się po raz pierwszy jej zdolności, a przynajmniej miejscem, w którym po raz pierwszy zetknęła się z nimi w takim natężeniu, co poskutkowało jej zainteresowaniem dziedzinami wróżbiarstwa czy zielarstwa, w których się odnajdywała. Sama nauka jednak nie obfitowała w wydarzenia, które warto spisywać. Margaret nie była całkowitym odludkiem, ale stroniła od obecności drugich osób, dopuszczając do siebie pojedyncze osoby na pojedyncze spotkania. Wolny czas spędzała na wyciszaniu się. Uspokajaniu siebie i swoich stanów lękowych, które na początkowych latach jej towarzyszyły, gdy koszmary wybudzały ją ze snu. A to poskutkowało częściowym zamknięciem się na świat, a konkretnie zamknięciu emocji, których nie chciała do siebie dopuścić.
Doświadczenie: Zakończenie nauki w Hogwarcie było dla niej nie lada zaskoczeniem, choć przecież to było oczywiste, że ta przygoda niegdyś się zakończy. Spokojne życie w murach zamku było dla niej swego rodzaju oazą, w której wyrobiła sobie swoją rutynę i jej nie opuszczała. Lubiła to. Może i było to nudne, ale przynajmniej bezpieczne. Tak też przez pierwszy rok na swoistej wolności, powoli wdrażała się w świat realny. Skupiła się na hodowaniu roślin doniczkowych w swoim pokoju, jak i zaczęła zgłębiać tarota, od którego zaczynała dzień. Gdy karty wskazywały na złą energię krążącą w powietrzu, powstrzymywała się od czynności wykraczających poza jej bezpieczną strefę. To jednak nie trwało wiecznie, a właściwie to zakończyło się dość szybko w mniej niż rok od zakończenia szkoły, gdy dołączyła do rodzinnego biznesu ojca, zajmując się produkcją kadzideł. W wolnych chwilach wciąż poznaje tajniki wróżbiarstwa, chcąc odkopać zakurzoną wiedzę na temat astrologii, która przez kilkadziesiąt ostatnich miesięcy uwsteczniła się w jej umyśle.
Aktualne miejsce pracy: Tworzy i sprzedaje kadzidła w ramach rodzinnego biznesu.
Cechy szczególne: Pieprzyk na wysokości skrzydełek nosa na prawym poliku. Wyraźnie zarysowane kości policzkowe. Przeważnie spierzchnięte usta.
Rozpoznawalność: II
Margaret większość dnia spędza w zakładzie, tworząc kadzidła czy świecie, zajmując się obróbką ziół i ich przechowywaniem. Sama raczej rzadko uczęszcza na zewnętrzne spotkania, które jak już się wydarzają, dotyczą przeważnie tematyki wróżbiarskiej. Z osobami znanymi woli spędzać czas w domowym zaciszu. Jest jej tak po prostu wygodniej.
Hogwart był miejscem, w którym ujawniły się po raz pierwszy jej zdolności, a przynajmniej miejscem, w którym po raz pierwszy zetknęła się z nimi w takim natężeniu, co poskutkowało jej zainteresowaniem dziedzinami wróżbiarstwa czy zielarstwa, w których się odnajdywała. Sama nauka jednak nie obfitowała w wydarzenia, które warto spisywać. Margaret nie była całkowitym odludkiem, ale stroniła od obecności drugich osób, dopuszczając do siebie pojedyncze osoby na pojedyncze spotkania. Wolny czas spędzała na wyciszaniu się. Uspokajaniu siebie i swoich stanów lękowych, które na początkowych latach jej towarzyszyły, gdy koszmary wybudzały ją ze snu. A to poskutkowało częściowym zamknięciem się na świat, a konkretnie zamknięciu emocji, których nie chciała do siebie dopuścić.
Doświadczenie: Zakończenie nauki w Hogwarcie było dla niej nie lada zaskoczeniem, choć przecież to było oczywiste, że ta przygoda niegdyś się zakończy. Spokojne życie w murach zamku było dla niej swego rodzaju oazą, w której wyrobiła sobie swoją rutynę i jej nie opuszczała. Lubiła to. Może i było to nudne, ale przynajmniej bezpieczne. Tak też przez pierwszy rok na swoistej wolności, powoli wdrażała się w świat realny. Skupiła się na hodowaniu roślin doniczkowych w swoim pokoju, jak i zaczęła zgłębiać tarota, od którego zaczynała dzień. Gdy karty wskazywały na złą energię krążącą w powietrzu, powstrzymywała się od czynności wykraczających poza jej bezpieczną strefę. To jednak nie trwało wiecznie, a właściwie to zakończyło się dość szybko w mniej niż rok od zakończenia szkoły, gdy dołączyła do rodzinnego biznesu ojca, zajmując się produkcją kadzideł. W wolnych chwilach wciąż poznaje tajniki wróżbiarstwa, chcąc odkopać zakurzoną wiedzę na temat astrologii, która przez kilkadziesiąt ostatnich miesięcy uwsteczniła się w jej umyśle.
Aktualne miejsce pracy: Tworzy i sprzedaje kadzidła w ramach rodzinnego biznesu.
Cechy szczególne: Pieprzyk na wysokości skrzydełek nosa na prawym poliku. Wyraźnie zarysowane kości policzkowe. Przeważnie spierzchnięte usta.
Rozpoznawalność: II
Margaret większość dnia spędza w zakładzie, tworząc kadzidła czy świecie, zajmując się obróbką ziół i ich przechowywaniem. Sama raczej rzadko uczęszcza na zewnętrzne spotkania, które jak już się wydarzają, dotyczą przeważnie tematyki wróżbiarskiej. Z osobami znanymi woli spędzać czas w domowym zaciszu. Jest jej tak po prostu wygodniej.