31.12.2023, 01:02 ✶
Przechadzając się uliczkami Little Hangleton, niezmiernie cieszyła go pustka na ulicach. Nie śpieszył się, powoli stawiając kolejne kroki, w międzyczasie delektując się otaczającą go cisza. Zazwyczaj nie było tutaj aż tak spokojnie, ale wyjątkowo mu to pasowało. W końcu uciekł z Londynu, chcąc nieco odsapnąć od zgiełku i tłumów, także wypad zapowiadał się doskonale. Miasteczko przyciągnęło jego uwagę już kilka lat wcześniej. Pierwszy raz przyjechał tutaj, żeby porozmawiać z kilkoma starszymi mieszkańcami na temat Lasu Wisielców. Wywiady okazały się dość rozczarowujące, ale docenił klimat, który tutaj panował. Unosząca się w powietrzu nuta tajemniczości była nad wyraz intrygująca. Niestety nie miało się to wiązać z żadnym ponętnym, solidnym artykułem.
O ironio, tym razem przyciągnęła go tutaj próba ucieczki od pracy. Już od kilku tygodni męczył się z tematem, który z zewnątrz wydawał się prosty i nudny, ale od środka okazał się istną puszką pandory. W teorii. Początki były dość obiecujące, bo został dosłownie zalany informacjami, ale przy dokładniejszym sprawdzeniu większość z nich okazywała się być fałszywa. Jako dziennikarz z pewnym doświadczeniem przywykł do takich sytuacji, ale jeden po drugim zaczęły mu odpadać kolejne i kolejne źródła, aż w końcu został z niczym, poczuł się sfrustrowany. Poczuł się na tyle zdemotywowany, że nawet nie chciał sięgać po pióro. Pierwszy raz od długich miesięcy. Wciąż jednak goniły go terminy (głównie te w jego głowie) innych tekstów, ale po prostu nie miał sił się tym zająć. Nie pomagało również szlajanie się po mieście. Większość zabawowych przyjaciół była zajęta, a zadawanie się z przypadkowymi ludźmi z baru nieszczególnie go interesowało. Nie miał ochoty przejmować się tym, czy w trakcie mocniejszej zabawy ktoś go przypadkiem rozpozna.
Tereny oddalone od Londynu były znacznie bardziej kuszące, najlepiej na kilka dni. Z tą myślą w głowie, wynajął pokój w niewielkim motelu, zostawił swoje bagaże, po czym postanowił przejść się poza zabudowania, w stronę dzikiej natury. Normalnie raczej nie spacerował po lasach, ale poczuł nagłą, nie do końca zrozumiałą potrzebę, której postanowił się poddać. W głowie pozostało mu jednak na tyle rozumu, żeby nie wchodzić szczególnie głęboko. Nie był szczególnie dobry, gdy chodziło o naturę, a nie miał ochoty się zgubić. Starał się więc trzymać brzegu lasu, oddając się myślom, które oczywiście popłynęły w stronę tekstów, które miał napisać. Tym razem jednak, za sprawą nowej, nieco przyjemniejszej scenerii, nie wywoływało to w nim większej frustracji. Pochłonęło go to na tyle, że nawet nie dostrzegł szarych chmur, które zaczęły się zbierać na niebie.
O ironio, tym razem przyciągnęła go tutaj próba ucieczki od pracy. Już od kilku tygodni męczył się z tematem, który z zewnątrz wydawał się prosty i nudny, ale od środka okazał się istną puszką pandory. W teorii. Początki były dość obiecujące, bo został dosłownie zalany informacjami, ale przy dokładniejszym sprawdzeniu większość z nich okazywała się być fałszywa. Jako dziennikarz z pewnym doświadczeniem przywykł do takich sytuacji, ale jeden po drugim zaczęły mu odpadać kolejne i kolejne źródła, aż w końcu został z niczym, poczuł się sfrustrowany. Poczuł się na tyle zdemotywowany, że nawet nie chciał sięgać po pióro. Pierwszy raz od długich miesięcy. Wciąż jednak goniły go terminy (głównie te w jego głowie) innych tekstów, ale po prostu nie miał sił się tym zająć. Nie pomagało również szlajanie się po mieście. Większość zabawowych przyjaciół była zajęta, a zadawanie się z przypadkowymi ludźmi z baru nieszczególnie go interesowało. Nie miał ochoty przejmować się tym, czy w trakcie mocniejszej zabawy ktoś go przypadkiem rozpozna.
Tereny oddalone od Londynu były znacznie bardziej kuszące, najlepiej na kilka dni. Z tą myślą w głowie, wynajął pokój w niewielkim motelu, zostawił swoje bagaże, po czym postanowił przejść się poza zabudowania, w stronę dzikiej natury. Normalnie raczej nie spacerował po lasach, ale poczuł nagłą, nie do końca zrozumiałą potrzebę, której postanowił się poddać. W głowie pozostało mu jednak na tyle rozumu, żeby nie wchodzić szczególnie głęboko. Nie był szczególnie dobry, gdy chodziło o naturę, a nie miał ochoty się zgubić. Starał się więc trzymać brzegu lasu, oddając się myślom, które oczywiście popłynęły w stronę tekstów, które miał napisać. Tym razem jednak, za sprawą nowej, nieco przyjemniejszej scenerii, nie wywoływało to w nim większej frustracji. Pochłonęło go to na tyle, że nawet nie dostrzegł szarych chmur, które zaczęły się zbierać na niebie.