Uśmiechnął się nieznacznie na określenie balu „ogromnym”. Może i nie podobały mu się pewne aspekty organizacyjne tego przedsięwzięcia, ale reputacja rodziny została utrzymana. A kto wie, może nawet nieco podniesiona. Jeśli jednym z celów pobocznych tego wydarzenia było danie sygnału, że w towarzystwie dalej należy się liczyć z Longbottomami, to raczej udało im się wypełnić to zadanie co do joty.
— Pomysł jak pomysł. Chęci miała dobra, a od strony technicznej, to było dobre posunięcie, chociaż nieco wyrachowane. Wprowadzenie elementu niespodzianki, wywołanie zamieszania, a następnie odpowiednie wykorzystanie takowego. Szkoda tylko, że nie raczyła o tym wcześniej wspomnieć nawet słowem — mruknął z nutą goryczy w głosie. — Niby twierdzi, że wszystko było na liście, ale o licytacji własnego brata raczej wypadałoby powiedzieć wprost, niż liczyć, że się domyśli, przeglądając pięćdziesiąty dokument w danym dniu.
Kopnął czubkiem buta mały kamyczek, który wylądował pod jego stopami i obserwował przez chwilę, jak ten przelatuje parę metrów, aby koniec końców zniknąć gdzieś w gęstej trawie. Westchnął cicho. Dalej był nieco skonfliktowany przez tę całą sytuację. Z jednej strony nie stało się nic strasznego. Nawet na samą kolację miał udać się z kimś, kogo dobrze znał, więc poniekąd nie powinien narzekać i docenić tak fortunny obrót spraw. Mimo to wątpliwości zdawały się czaić gdzieś w głębi jego umysłu. Czy był to strach? Możliwe. Być może obawiał się, że jeśli nie zareaguje odpowiednio na to, co się stało, to precedens ten będzie kontynuowany i ponownie dowie się o wszystkim jako ostatni.
— Co prawda, to prawda. Licytujący mieli niezłą fantazję — przytaknął szczerze Norze. — Niesamowite, jak mało wystarczy, aby rozbudzić w innych chęć do czynienia dobra, nieprawdaż? Jak tak dalej pójdzie, to zaczną mnie wynajmować na przyjęcia.
Parsknął cichym śmiechem, przerzucając rączkę koszyka z jednej ręki do drugiej. Żarty to też był jakiś sposób na radzenie sobie z otaczającym człowieka światem. Może powinien wybrać się do baru, dosiąść się do jakiegoś osiedlowego śmieszka, opowiedzieć mu o całej sprawie i liczyć na to, że to jakoś odmieni jego perspektywę?
Strzelał oczami to na lewo, to na prawo, jednak nie zdołał wypatrzeć niczego, co chociaż minimalnie przypominałoby czekoladowe jajo. Może po prostu szukał nie tego kształtu, co trzeba? Wprawdzie wiedział, jak wygląda jajo, ale nigdy nie wiadomo... W tym roku mogło dojść do jakichś zmian. Jaja mogły zostać ukryte w innym pojemniku, żeby zmylić stałych bywalców sabatu.
— Każdemu się zdarza. Poza tym parę osób na pewno skończyło tamtą noc w gorszym stanie. — Trącił delikatnie kobietę ramieniem w przyjacielskim geście. W końcu nie był to też pierwszy raz, gdy spożyła w jego towarzystwie alkohol. Oboje byli dorosłymi dojrzałymi ludźmi. — Uuu... Godna konkurencja. Mabel to nie byle kto, a jak połączy siły z Twoją matką, to kto wie, może być już po nas.
Zamrugał zdziwiony, gdy Nora nagle od niego odeszła na moment i wróciła z pierwszym czekoladowym jajem. Przyjrzał się przedmiotowi z uwagą i pogratulował kobiecie. Huh, czyżby spostrzegawczość i zmysł orientacji w terenie jego chrześnica odziedziczyła po matce? Spojrzał ze smutkiem na swój pusty koszyk. Wypadałoby znaleźć chociaż jedno, aby ratować honor rodziny. W końcu nie miał pojęcia, czy Bren, Mav lub inni członkowie rodu postanowią wziąć udział w tej małej rywalizacji.
Czerwone pole - jajko wyskakuje ci z koszyka i ucieka (jeżeli nie posiadasz żadnego, nie gubisz nic). Jeżeli postać jest pechowcem, gubi wszystkie jajka.
Efekt: Efekt pola nie dotyczy Erika, gdyż nic nie znalazł jeszcze.
Aktualne pole: Erik znajduje się na polu 14.
Para przyjaciół maszerowała sobie dalej przez las, jednak Erik w dalszym ciągu nie zdołał znaleźć ani jednego jajka. W pewnym momencie wydawało mu się, że dostrzegł coś między krzakami, jednak gdy próbował do nich podejść, potknął się o wystający z ziemi korzeń. Gdyby nie instynkt, prawdopodobnie wywaliłby się jak długi.
— Cholerny las — mruknął, sprawdzając, czy z jego kostką było wszystko w porządku. Cóż, gdyby był mniej uważny, to mogło się to gorzej skończyć. — Wygląda na to, że dzisiaj to Tobie towarzyszy szczęście, Norciu.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞