31.12.2023, 11:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.12.2023, 11:03 przez Brenna Longbottom.)
Rzuty
- Jeśli to przypadkowe zabójstwo, będę bardzo zainteresowana, jakim cudem komuś udało się przypadkiem zamienić tył czyjejś głowy w miazgę - stwierdziła krótko Brenna. - Jak wynika z dokumentów, nie był żonaty, mieszkał sam. I nie spodziewałabym się jednak spadku szybko po czarodzieju przed sześćdziesiątką... ale ktoś mógł się zniecierpliwić.
W tej chwili mieli trochę za mało danych, aby mogła wyrokować w sprawie motywu. Brała więc pod uwagę wszystko. Chociaż gdyby miała wyrokować: morderca był bardzo zdeterminowany albo bardzo wkurzony, skoro walił po głowie i to czymś ciężkim.
Obejrzała się za Stanleyem, gdy ten ruszył z powrotem w stronę tentakul - i przy okazji w efekcie bardzo paskudnie przegapiła coś, faktycznie leżącego pośród storczyków, no wstyd, pani Detektyw, oby potem wypatrzył to Apollo... Przez chwilę rozważała ruszenie za mężczyzną, ale po chwili walki sama ze sobą zdecydowała, że Borgin jest dorosły, nie będzie go pilnować i nie ma ochoty przebywać w jego towarzystwie dłużej niż to konieczne. On zresztą też na pewno wolał, aby trzymała się z daleka, bo chociaż Brenna nie zdawała sobie sprawy z ogromu jego niechęci (ach, jaka byłaby dumna z siebie, gdyby wiedziała, jak bardzo jej nie cierpiał, chociaż nawet się nie starała!!!) do jej osoby, to przecież nie była na tyle głupia, by nie zauważyć, że niekoniecznie ją lubił...
Zamiast tego wyciągnęła więc różdżkę i chwilę później Stanley mógł kątem oka wyłowić biegającą pomiędzy rabatkami wilczycę o ciemnym umaszczeniu. Węszącą przy ziemi i w powietrzu, szukającą tropów - i bardzo starającą się nie zbliżać do tych roślin, które Sprout wskazał jej jako potencjalnie niebezpieczne.
Sam Borgin dostrzegł pomiędzy tentakulami coś zakopanego w ziemi, ale niekoniecznie był to trop w sprawie morderstwa - wyglądało, jakby leżało tam już dłużej niż kilka godzin.
A gdy się pochylił - jedna z tentakul sięgnęła ku niemu, usiłując go dziabnąć.
(percepcja, tym razem węszenie)
@Stanley Andrew Borgin
- Jeśli to przypadkowe zabójstwo, będę bardzo zainteresowana, jakim cudem komuś udało się przypadkiem zamienić tył czyjejś głowy w miazgę - stwierdziła krótko Brenna. - Jak wynika z dokumentów, nie był żonaty, mieszkał sam. I nie spodziewałabym się jednak spadku szybko po czarodzieju przed sześćdziesiątką... ale ktoś mógł się zniecierpliwić.
W tej chwili mieli trochę za mało danych, aby mogła wyrokować w sprawie motywu. Brała więc pod uwagę wszystko. Chociaż gdyby miała wyrokować: morderca był bardzo zdeterminowany albo bardzo wkurzony, skoro walił po głowie i to czymś ciężkim.
Obejrzała się za Stanleyem, gdy ten ruszył z powrotem w stronę tentakul - i przy okazji w efekcie bardzo paskudnie przegapiła coś, faktycznie leżącego pośród storczyków, no wstyd, pani Detektyw, oby potem wypatrzył to Apollo... Przez chwilę rozważała ruszenie za mężczyzną, ale po chwili walki sama ze sobą zdecydowała, że Borgin jest dorosły, nie będzie go pilnować i nie ma ochoty przebywać w jego towarzystwie dłużej niż to konieczne. On zresztą też na pewno wolał, aby trzymała się z daleka, bo chociaż Brenna nie zdawała sobie sprawy z ogromu jego niechęci (ach, jaka byłaby dumna z siebie, gdyby wiedziała, jak bardzo jej nie cierpiał, chociaż nawet się nie starała!!!) do jej osoby, to przecież nie była na tyle głupia, by nie zauważyć, że niekoniecznie ją lubił...
Zamiast tego wyciągnęła więc różdżkę i chwilę później Stanley mógł kątem oka wyłowić biegającą pomiędzy rabatkami wilczycę o ciemnym umaszczeniu. Węszącą przy ziemi i w powietrzu, szukającą tropów - i bardzo starającą się nie zbliżać do tych roślin, które Sprout wskazał jej jako potencjalnie niebezpieczne.
Sam Borgin dostrzegł pomiędzy tentakulami coś zakopanego w ziemi, ale niekoniecznie był to trop w sprawie morderstwa - wyglądało, jakby leżało tam już dłużej niż kilka godzin.
A gdy się pochylił - jedna z tentakul sięgnęła ku niemu, usiłując go dziabnąć.
(percepcja, tym razem węszenie)
Rzut Z 1d100 - 71
Sukces!
Sukces!
@Stanley Andrew Borgin
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.