31.12.2023, 11:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.12.2023, 11:11 przez Darcy Lockhart.)
Darcy obraziłby się pewnie śmiertelnie za takie stwierdzenie, ale Lyssa miała sporo racji. Lockhart był - poza tym, że pisał dość popularne książki - po prostu zwykłym chłopcem. Zwłaszcza w porównaniu do Louvaina i jego kolegów. Niebrzydki, ale nie zabójczo przystojny, piszący o ważnych wydarzeniach, ale nie biorący w nich udziału, obserwujący pojedynki, ale rzadko sam wyciągający różdżkę. Miły, i kryjący pod tą warstwą sympatyczności odrobinę zawiści i odrobinę samolubstwa, ale żadnych wielkich emocji oraz mrocznych tajemnic. Dość uprzejmy, by pomóc staruszce wstać z chodnika, gdyby się przewróciła, nie dość okrutny, by zrobić jej krzywdę osobiście z jakiegokolwiek powodu i nie dość odważny, aby wyprowadzić taką z płonącego domu. Mający za sobą dwa mało ważne związki i kilka niekoniecznie udanych randek, ale zupełnie nie nadający się na kogoś, kto często łamie dziewczynom serca.
Może dlatego tak dobrze zapamiętał Lyssę. Ich spotkanie miało w sobie posmak tajemnicy i baśniowości, a takie rzeczy nie przydarzały się mu często.
- Nie było to słynne starcie Grindewalda i Dumbledore'a - przyznał dyplomatycznie i uśmiechnął się na jej stwierdzenie o kartach. Uprzejmie. Bo tak, podchodził do wróżenia z pewnym lekceważeniem, ale nie miał zamiaru tego pokazać przy dziewczynie, która siedziała na pojedynku obok Dołohowa. – A co takiego powiedziały karty o panie Nottcie, jeżeli to nie tajemnica? – zapytał, spoglądając w stronę, w którą odszedł Nott i jego znajomi, ale nie mógł już ich dojrzeć.
Prawdopodobnie mógłby się wprosić na jedno z tych after party. Podejrzewał, że nie zostałby wyrzucony. Ale nie chciał – stanowiłby tam tylko tło i pozostawałby tego boleśnie świadomy.
– Jako przedstawiciel prasy muszę zachować neutralność. Mam zamiar obiektywnie zrelacjonować całe wydarzenie – powiedział, o dziwo nawet prawie szczerze, bo Louvain miał odrobinę więcej jego sympatii z racji na to, że go tu zaprosił, ale faktycznie planował zachować tym razem umiar w swoich komentarzach co do zawodników, ich rodzin i sekundantów.
Może dlatego tak dobrze zapamiętał Lyssę. Ich spotkanie miało w sobie posmak tajemnicy i baśniowości, a takie rzeczy nie przydarzały się mu często.
- Nie było to słynne starcie Grindewalda i Dumbledore'a - przyznał dyplomatycznie i uśmiechnął się na jej stwierdzenie o kartach. Uprzejmie. Bo tak, podchodził do wróżenia z pewnym lekceważeniem, ale nie miał zamiaru tego pokazać przy dziewczynie, która siedziała na pojedynku obok Dołohowa. – A co takiego powiedziały karty o panie Nottcie, jeżeli to nie tajemnica? – zapytał, spoglądając w stronę, w którą odszedł Nott i jego znajomi, ale nie mógł już ich dojrzeć.
Prawdopodobnie mógłby się wprosić na jedno z tych after party. Podejrzewał, że nie zostałby wyrzucony. Ale nie chciał – stanowiłby tam tylko tło i pozostawałby tego boleśnie świadomy.
– Jako przedstawiciel prasy muszę zachować neutralność. Mam zamiar obiektywnie zrelacjonować całe wydarzenie – powiedział, o dziwo nawet prawie szczerze, bo Louvain miał odrobinę więcej jego sympatii z racji na to, że go tu zaprosił, ale faktycznie planował zachować tym razem umiar w swoich komentarzach co do zawodników, ich rodzin i sekundantów.