Norka nie spodziewała się, że na tym marszu będzie obecnych tyle osób. Najwyraźniej naprawdę wielu zależało na tym, aby wszyscy byli traktowani równo. Cieszyło ją to niezmiernie - oznaczało to, że jest naprawdę wiele osób o podobnych poglądach, które nie bał się mówić o tym głośno. Nie chowali głowy w piach, choć poplecznicy Voldemorta sięgali po naprawdę okropne środki, aby dojść do celu. Jak widać nie do końca to działało, bo wcale nie tak łatwo było wystraszyć takich jak ona, którzy na pierwszy rzut oka mogli wydawać się słabsi, jednak wcale się tak nie czuli. Wierzyli, że mają wystarczająco dużo siły, aby walczyć z wrogiem, co było całkiem
Figg zdecydowanie nie do końca na coś takiego się przygotowywała. Nie należała do osób, które mają szansę przebić się w szalejącym tłumie. Gdyby tylko miała dar jasnowidzenia... no, ale nie miała, także wszystkie błędy bardzo mocno odczuwała na swojej skórze. Nie żeby żałowała, oczywiście, że nie, tylko jednak zakończenie tego pochodu mogłoby być nieco inne. Wolałaby nie zostać taranowaną przez wszystkich wokół. Zaczynała panikować, czuła, że jeszcze chwila, krótki moment i będzie po niej. Nie wyjdzie stąd, a Mabel zostanie sama. Przez jej głupotę. Powinna być ostrożniejsza, powinna myśleć o konsekwencjach, jakie mogą się pojawić, dostrzegać różne możliwości. Jakoś ubłagała rodziców, że zostaną z małą, jak widać może nie powinna naciskać. Przecież jeśli jej się coś stanie, to Mabel zostanie sama, bez matki, oprócz jej nie miała nikogo. Dlaczego była taka głupia? Po co właściwie tutaj przyszła, chciała sobie udowodnić, że też może się postawić? No to teraz miała efekty. Zaczęła panikować, ale już tak zupełnie. Musiała stąd wyjść w jednym kawałku, nie dla siebie, ale dla swojej córki. Łzy zaczynały jej napływać do oczu, bo nie miała pojęcia, jak się stąd wydostanie. Wystarczy jeden niepewny krok, aby ją przewrócili, a następnie zdeptali. Miała problem aby utrzymać równowagę, w końcu była naprawdę drobna, niczym dziecko, nigdy jej to tak bardzo nie przeszkadzało, jak w tym momencie.
Zaczęła oddychać coraz szybciej, nie potrafiła się uspokoić, panika przejmowała władzę nad jej ciałem. Uniosła głowę do góry, próbowała wdrapać się na palce, bo zaczynało jej brakować powietrza. Czuła, że jeszcze moment, chwila, a będzie po niej. Wdrapała się więc na palcach, uniosła głowę do góry i wzięła głęboki wdech, powinna się uspokoić. Nie było to jednak takie łatwe, kiedy tłum szalał, a ona wraz z nim. Wszyscy zaczęli się taranować, każdy chciał jak najszybciej opuścić to miejsc, co było zrozumiałe, jednak wcale nie ułatwiało sprawy.
Nie miała nawet jak sięgnąć po różdżkę, byli ściśnięci do siebie niczym truskawki w tarcie truskawkowej, co nie ułatwiało przemieszczania się. Norka pogodziła się z tym, że jak na razie będzie musiała poruszać się z tłumem, być bierna, nie da rady oprzeć się im wszystkim, chociaż zupełnie jej się to nie podobało. Szczególnie, że ten wysoki typ tuż obok niej, co chwilę szturchał ją tym ramieniem, jeszcze moment, a tak jej wywinie, że się przewróci. - UWAŻAJ NA MNIE PAJACU- Ton jej głosu zmienił się na okropnie piskliwy, jakby miało jej to pomóc dotrzeć do mężczyzny, którego najwyraźniej jeszcze bardziej to rozzłościło, bo zamachnął się ręką i najwyraźniej postanowił ją uciszyć. Na całe szczęście Figg należała do tych mniejszych, więc wystarczyło, że lekko się odchyliła, a umknęła ciosowi. Kto by pomyślał, że jeszcze chwilę wcześniej narzekała na ten swój niski wzrost. - Kobietę będziesz bił?- Nie zamierzała tego zostawić bez komentarza. - Taki jesteś silny?- Może nie należała do tych, którzy potrafią walczyć, czasem jednak nie potrafiła trzymać języka za zębami, szczególnie kiedy wokół tyle się działo.