31.12.2023, 19:05 ✶
Uśmiechnął się tylko z lekkim zakłopotaniem, gdy zorientował się, że na start rozmowy samodzielnie poruszył temat, który teraz poruszała już chyba połowa rodziny. Początkowo traktował to jedynie jako typowe, rodzinne przepychanki i złośliwości, ale z biegiem czasu, gdy zaczęło to nabierać na sile, pojawił się pierwsze wątpliwości. Może faktycznie brał na siebie zbyt dużo? Samo spotkanie z kuzynem sprawiło, że w jego głowie pojawiło się bardzo dużo myśli, a prawie połowa z nich była nakierowana na to "kiedy widzieliśmy się ostatni raz"? Nie potrafił sobie przypomnieć niczego z ostatnich tygodni. Cholera jasna, nawet na list z prezentem nie odpowiedział! Czemu więc dalej tkwił w tym błędnym kole? Potrzebował rzucić się w wir pracy. Jasne, w procesie jego organizm był nieco przemęczony, ale i tak wolał działać w ten sposób. Nie chciał kolejny raz analizować tego, jak bardzo zawiódł zaufanie brata, nawet jeśli ten o nic go nie oskarżał.
Nie widział innego rozwiązania, a przynajmniej takiego, które dałoby się łatwo wprowadzić w życie. Przez jakiś cza rozmyślam na temat tego, w jaki sposób mógłby uspokoić obawy bliskich, nie zmieniając przy tym aktualnego trybu życia. Odpowiedź? Nie dało się. Brat dosłownie był jego partnerem w pracy, a siostra regularnie sprawdzała, czy nie zrobili sobie krzywdy. W takim towarzystwie ukrywanie czegoś tak widocznego jak praca było po prostu niemożliwe.
Zresztą, w tej chwili tym bardziej nie chciał poświęcać swojej uwagi na wymówki czy usprawiedliwienia. Skoro już się spotkali, chciał wykorzystać tę okazję i spędzić z Laurentem trochę czasu. Tak w zasadzie to nawet nie wiedział, co ten ostatnimi czasy porabiał!
— Ach... widzisz, niby żart, ale jednak jest w nim nieco prawdy. Dlatego może skorzystamy i nadrobimy nieco straconego czasu? — odpowiedział, posyłając mu przy tym lekki, nieco niemrawy uśmiech. Bo tak, zdecydowanie nie potrafił wczytać się w żarty, które właśnie zaczęły lecieć w jego stronę.
Na wspomnienie o znaniu własnej wartości mocno się zafrasował. Zdecydowanie nie chciał zabrzmieć w ten sposób. Przez głowę zdążyło przelecieć mu już kilka opcji przeprosin, ale nim zdążył cokolwiek powiedzieć, kuzyn zdążył go uspokoić. — Och. To... dobrze. To jest, dobry żart — poprawił się, próbując zrobić dobrą minę do złej gry, ale istniała raczej mała szansa na to, że uda mu się ukryć zakłopotanie, które kilka chwil wcześniej wręcz się z niego wylewało. Mając to na uwadze, postanowił zmienić temat, a przynajmniej spróbować. Niestety, głównie dla siebie, ostatnie miesiące spędzał raczej samotnie (albo w pracy) i umiejętności socjalne nieco mu się pogorszyły. O dziwo, udało się, przynajmniej częściowo.
Skupił swoją uwagę na opowieści Laurenta, ale nie uciekła mu wzmianka o Flo. Miał dziwne przeczucie, że nie to miał na myśli, gdy o niej wspominał, ale postanowił nie drążyć tematu. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
— Cieszy mnie, że w końcu znalazłeś solidnego pracownika. Jeśli dobrze kojarzę, ostatni wytrzymał tydzień i uciekł? — odpowiedział, mimowolnie się przy tym uśmiechając. Cała ta historia była dość zabawna, ale przy okazji pewnie mocno uciążliwa. Posiadanie własnej hodowli było wymagające już samo w sobie, także pomoc osób trzecich była wręcz wymogiem. Chyba. Tak przynajmniej wydawało się Orionowi.
Z lekkim uśmiechem kiwnął głową, dając znać, że zanotował zamówienie rozmówcy, po czym skorzystał z faktu, że kelner postanowił do nich podejść. — Poprosiłbym o Crumble z jabłkami i czarną kawę. Dwa razy. Dziękuję bardzo — rzucił do pracownika, po czym wrócił spojrzeniem do Prewetta. Przez chwilę zastanawiał się, czy powinien wracać do wcześniejszego tematu, ale czuł, że powinien to zrobić. — Wybacz mi wścibskość, ale — co miałeś na myśli, gdy wspominałeś o Flo? Oczywiście mogę się mylić, ale coś mi mówi, że nie chodziło ci o nowego pracownika. Oczywiście mogą to być tylko moje wymysły i paranoja wyniesiona z pracy, ale pamiętaj. Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebował pomocy, jestem tu dla ciebie — dokończył, po czym posłał kuzynowi ciepły, pełny uśmiech.
Nie widział innego rozwiązania, a przynajmniej takiego, które dałoby się łatwo wprowadzić w życie. Przez jakiś cza rozmyślam na temat tego, w jaki sposób mógłby uspokoić obawy bliskich, nie zmieniając przy tym aktualnego trybu życia. Odpowiedź? Nie dało się. Brat dosłownie był jego partnerem w pracy, a siostra regularnie sprawdzała, czy nie zrobili sobie krzywdy. W takim towarzystwie ukrywanie czegoś tak widocznego jak praca było po prostu niemożliwe.
Zresztą, w tej chwili tym bardziej nie chciał poświęcać swojej uwagi na wymówki czy usprawiedliwienia. Skoro już się spotkali, chciał wykorzystać tę okazję i spędzić z Laurentem trochę czasu. Tak w zasadzie to nawet nie wiedział, co ten ostatnimi czasy porabiał!
— Ach... widzisz, niby żart, ale jednak jest w nim nieco prawdy. Dlatego może skorzystamy i nadrobimy nieco straconego czasu? — odpowiedział, posyłając mu przy tym lekki, nieco niemrawy uśmiech. Bo tak, zdecydowanie nie potrafił wczytać się w żarty, które właśnie zaczęły lecieć w jego stronę.
Na wspomnienie o znaniu własnej wartości mocno się zafrasował. Zdecydowanie nie chciał zabrzmieć w ten sposób. Przez głowę zdążyło przelecieć mu już kilka opcji przeprosin, ale nim zdążył cokolwiek powiedzieć, kuzyn zdążył go uspokoić. — Och. To... dobrze. To jest, dobry żart — poprawił się, próbując zrobić dobrą minę do złej gry, ale istniała raczej mała szansa na to, że uda mu się ukryć zakłopotanie, które kilka chwil wcześniej wręcz się z niego wylewało. Mając to na uwadze, postanowił zmienić temat, a przynajmniej spróbować. Niestety, głównie dla siebie, ostatnie miesiące spędzał raczej samotnie (albo w pracy) i umiejętności socjalne nieco mu się pogorszyły. O dziwo, udało się, przynajmniej częściowo.
Skupił swoją uwagę na opowieści Laurenta, ale nie uciekła mu wzmianka o Flo. Miał dziwne przeczucie, że nie to miał na myśli, gdy o niej wspominał, ale postanowił nie drążyć tematu. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
— Cieszy mnie, że w końcu znalazłeś solidnego pracownika. Jeśli dobrze kojarzę, ostatni wytrzymał tydzień i uciekł? — odpowiedział, mimowolnie się przy tym uśmiechając. Cała ta historia była dość zabawna, ale przy okazji pewnie mocno uciążliwa. Posiadanie własnej hodowli było wymagające już samo w sobie, także pomoc osób trzecich była wręcz wymogiem. Chyba. Tak przynajmniej wydawało się Orionowi.
Z lekkim uśmiechem kiwnął głową, dając znać, że zanotował zamówienie rozmówcy, po czym skorzystał z faktu, że kelner postanowił do nich podejść. — Poprosiłbym o Crumble z jabłkami i czarną kawę. Dwa razy. Dziękuję bardzo — rzucił do pracownika, po czym wrócił spojrzeniem do Prewetta. Przez chwilę zastanawiał się, czy powinien wracać do wcześniejszego tematu, ale czuł, że powinien to zrobić. — Wybacz mi wścibskość, ale — co miałeś na myśli, gdy wspominałeś o Flo? Oczywiście mogę się mylić, ale coś mi mówi, że nie chodziło ci o nowego pracownika. Oczywiście mogą to być tylko moje wymysły i paranoja wyniesiona z pracy, ale pamiętaj. Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebował pomocy, jestem tu dla ciebie — dokończył, po czym posłał kuzynowi ciepły, pełny uśmiech.