Czego to spotkanie miało dotyczyć... tak jakby miało dotyczyć czegoś konkretnego. Jakby musiało dotyczyć czegoś konkretnego. Minął tydzień od felernego wydarzenia w New Forest. Od artykułu. Od tego, jak prasa oszalała, a raczej jak oszalali ludzie od jednego artykułu. Ten temat nie był kilkoma literkami na papierze. Był realną agresją, realnym stresem i realnym problemem, który na niego opadł. W takich momentach można było się zastanowić, komu człowiek powinien ufać, a komu nie. Kiedy pisał do niego wtedy list obiecał mu spotkanie. Że kiedy się wszystko uspokoi - przyjdzie. Powiedzmy, że uspokoiło się wcześniej... i nie na tyle wcześnie, żeby przyjść z odwiedzinami przed samym pojedynkiem.
Ach, oto był - firmowy uśmiech Philipa numer jeden. Jakoś tak... jakoś tak Laurent poczuł ulgę na jego widok. Widok twarzy Philipa z tym uśmiechem. Nie z niepewnością, nie ze złością. Nie, on się uśmiechał. Jakby stało się właśnie coś miłego. A stało? Laurent automatycznie też się uśmiechnął - ale ten jego był mizerny, ktoś by powiedział, że jakiś rozżalony. Słaby. Mimo to uśmiechnął się, bo to ciepło płynące z prostego grymasu mężczyzny było błogosławieństwem.
- To zależy. Zamierzasz znowu gotować? - Wkroczył do salonu i rozejrzał się, jakby spodziewał się, że coś się zmieniło. Ale nie zmieniło. Wszystko było ciągle takie samo. Ta sama, uporządkowana przestrzeń, po której co najwyżej potrafiły się pałętać marynarki czy szaty Philipa. Ale zanim w ogóle przeszedł większa ilość kroków to pochylił się do kochanych psidwaków, jakie uśmiech na jego twarzy poprawiły, doprawiły i doprowadziły do tego, że uśmiechnął się cieplej. Z miłością do tych stworzeń, gdy kucnął, żeby je porządnie wytarmosić. - Cześć kochane. Nie zabrałem wam niczego dobrego. Jeszcze wasz pan by mnie okrzyczał, że was rozpieszcza jak jego sowę. - Poklepał jednego to drugiego po bokach. - Poproszę herbatę tak poza tym. - Poza oferunkiem jedzenia, rzecz jasna.
- Dzień... jak co dzień. Może odrobinę bolała mnie głowa przez tych parę łyków alkoholu. - Jemu nie groziła konfrontacja z niezadowoloną rodziną przez to, że zremisował pojedynek.