Temat Anne działał na Stanleya trochę jak płachta na byka, chociaż wszystko zależało od kontekstu. Pierwszą rzeczą, która powodowała jego złość było to jak ktoś źle o niej mówił, a drugą drążenie tematu jej śmierci. O ile Richard nie zrobił ani jednego ani drugiego, chociaż był blisko, tak nadal Stanleyowi poszła brew do góry, a on tylko przeciął spojrzeniem swojego wuja.
- Tak. To moja matka. Bardzo dobra kobieta swoją drogą i zapewniam, że w życiu by żadnego księcia nie szukała, a jedynie porządnego faceta... Wiadomo jednak jak działa miłość. Zaślepia ludzi, a oni się w tym zatracają... Szkoda tylko, że często jest to jednostronne - dodał w tym temacie, pozwalając sobie nieco przedstawić jak on to widzi. Po tym krótkim związku z Robertem, jego matka, nie znalazła sobie żadnego innego związku i oddała się w pełni pracy oraz wychowaniu swojego dziecka. Czy bała się, że sytuacja może się powtórzyć? A może liczyła, że sprawa z Robertem się jakoś rozwiąże?
- Problem w tym, że na razie nic większego nie ustalaliśmy. Znaczy... Hmm... Czy to problem? Na pewno byłoby to pewnym ułatwieniem, aby jednak ustalić ale trzeba to na spokojnie robić, bez większego czy zbędnego pośpiechu - stwierdził - Jak już udało się nawiązać jakieś relacje... To raczej wolałbym spróbować je zachować, a wręcz rozwinąć. Poznać tą część rodziny. Tą część, której do tej pory nie znałem - puknął dłonią w blat stołu przy którym siedzieli - Postaram się przestawić ale wiadomo. Potrzebuję też na to czas - zakomunikował jasno Richardowi vel wujkowi. To było jak najbardziej do zrobienia. Wymagało odrobiny nakładu pracy ale szło to wypracować.
Stanley przyglądał się jak jego gość przechadza się po pomieszczeniu, a następnie zasiada na kanapie. Sam pozostał jednak na razie przy stole ale odwrócił się w jego kierunku, tak aby mogli kontynuować to po co tutaj się zebrali.
- Nic nikomu nie mówiłem. Jedynie mój serdeczny przyjaciel o tym wie... Ale on sam jest z Mulciberów zresztą - uśmiechnął się pod nosem na samo wspomnienie o Saurielu. Świetny człowiek, a jeszcze lepszy kompan do czegokolwiek mógłby sobie tylko wymarzyć - Oficjalnie może zostać per Pan. Odpowiada mi taki obrót spraw - odparł - Jeżeli coś się zmieni w tej kwestii to dam znać, bo jak widać... Umm? Niektórzy nie bardzo się kwapią, aby informować o pewnych zmianach - pokręcił przecząco głową na czyny własnego ojca. Nadal jednak był kimś de facto bliskim jemu, jak i Richardowi.
- Mam kilka pytań. Z góry przepraszam jeżeli zabrzmi to jak przesłuchanie ale rozumiesz... Po kilku latach w Ministerstwie, człowiek zaczyna działać inaczej. Oczywiście jeżeli jakieś pytanie będzie nie wygodne albo nie będziesz chciał na nie odpowiadać, droga wolna. Masz do tego pełnię praw - rzekł zupełnie jakby dukał jakąś bumowską formułkę. W między czasie złapał obie szklanki w dłonie, a następnie podszedł i podał Mulciberowi jego szklankę, po czym odszedł na kilka kroków, aby oprzeć się o szafkę - Jakie relacje łączyły Cię? A raczej Was w czasie dzieciństwa i później? Dlaczego Robert nie wyjechał z Tobą do Norwegii? - zapytał, biorąc łyk ze swojej szklanki. To był dopiero początek, a Stanley już wiedział, że brzmi to jak przesłuchanie... A miało tak przecież nie być...
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972