31.12.2023, 22:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2026, 15:48 przez Olivia Quirke.)
Znali się nie od dziś - nie musieli udawać, że byli cywilizowanymi ludźmi. I chociaż Olivia się uspokoiła w stosunku do tego, co było nie tak dawno temu, to jednak pewne zachowania, gdy była skołowana, pozostawały niezmienne. Poza tym, tak szczerze, to bała się, że Aaron jednak wyrwie jej dzbanek z rąk albo zabierze szklankę i wypije całą wodę. A suszyło ją tak bardzo, jak nigdy w życiu. Jakby miała kaca stulecia - bez nadmiernego picia.
Blond piękność westchnęła głośno, z wyraźnym zawodem, a potem odwróciła się i poszła za bar, kołysząc biodrami tak mocno, że ludzie na parkiecie rozstępywali się przed nią niczym Morze Czerwone. Quirke wykonała gest, jakby chciała właśnie uskutecznić to obrzyganie parkietu, o którym mówił Aaron.
- Co za desperacja - burknęła tylko, marszcząc brwi w wyrazie niezadowolenia. Pewnie normalnie by tego nie skomentowała aż tak brutalnie, ale blondyna nadepnęła jej na odcisk tym swoim spojrzeniem. Jakby patrzyła na kogoś gorszego, brzydszego. Olivia nie lubiła takich spojrzeń - szczególnie jeśli były wymierzone w nią. Nie była jednak na tyle głupia, żeby powiedzieć to na głos gdy blondynka była tuż obok. Przezornie odczekała, aż ta się oddali. Punkt do inteligencji.
Gdy Aaron wstał, Quirke sięgała akurat po papierosa. Dłonie jej drżały, ale nie była w stanie powiedzieć czy to od adrenaliny czy przez dziwną substancję, która opuszczała jej ciało. Domyślała się, że nie był to alkohol, bo gdyby to była wóda, to zanim by wytrzeźwieli tak, by odzyskać świadomość, musieliby pójść spać. Gdy mózg przestawał rejestrować rzeczy wokół, to tylko porządny sen i wytrzeźwiałka były w stanie sprawić, że na nowo zaczynał pracować tak, jak powinien. Alkohol więc był z góry skreślony. No, chyba że ktoś go czymś doprawił...
- Jasna cholera, czekaj! - ledwo zdążyła zaciągnąć się papierosem, jak Skeeter już się poderwał (chociaż to chyba było za dużo powiedziane) i ruszył za plecami tego jegomościa, który przesłał im dziwną wiadomość. Olivia tylko na nią zerknęła, zanim nie zgarnęła jej do kieszeni spodni.
Mimo swojego stanu oboje wyszli dość szybko przed klub. Była noc, stracili więc pamięć na kilka dobrych godzin. Było też chłodno - a oni nie mieli na sobie kurtek. W klubie chyba też ich nie było. Bolały ich głowy, gardła, nogi i na domiar złego ulica, na którą wyszli, była pusta. Usłyszeli tylko charakterystyczny trzask z zaułka, świadczący o tym, że ktoś tuż obok się teleportował. Potem cisza... przerywana wyłącznie odgłosami z klubów i barów. Byli w jakiejś obskurwiałej dzielnicy niemagicznego Londynu, w jednej z tych uliczek, gdzie się imprezowało. Nie było tu tak źle, na ten moment nikt nie rzygał pod siebie, ale noc była jeszcze młoda - nad ranem pewnie to miejsce zamieni się w piekło.
- Świetnie, dumny z siebie jesteś? Wystraszyłeś go - Olivia zmierzyła Aarona karcącym spojrzeniem. - Jak nic to on nam czegoś dosypał albo dolał. Bo nie wierzę, że alkohol tak szybko by wyparował i sprawił, że nagle odzyskaliśmy świadomość.
Quirke zaciągnęła się papierosem. Chociaż tego nie zgubiła - w innym wypadku musiałaby żebrać po ludziach, a tego nie lubiła. A nałóg był jednak silniejszy niż poczucie własnej godności.
- I co teraz? - dmuchnęła dymem na Skeetera. Sama próbowała poukładać to sobie w głowie, ale nie miała pomysłu od czego zacząć. Gonić go? Nie, teleportował się. Iść do Kotła? Leźć po własnych śladach? A może na barze tutaj zapytać się, co się odkurwiło przed chwilą? Olivia z ciekawością zerknęła na szyld nad wejściem do klubu. "Dance Floor". Jakże oryginalnie.
Westchnęła po raz kolejny. Nie wiedziała, co miała robić - co powinni zrobić, jak się zachować, co począć. Ale w sumie czy na pewno chciała rozwiązania tej zagadki? Zmruzyła oczy, spojrzała na Aarona i rozłozyła ręce.
- Wiesz co? jebał to pies. Nic się przecież nie stało, prawda? Jesteśmy cali, i to chyba nauczka, żeby nie zostawiać drinków ani innych rzeczy na wierzchu. I nie brać syfu od ludzi, którzy nam je proponują - zaśmiała się, chociaż trochę niezręcznie. Klepnęła mężczyznę po ramieniu. - Będę lecieć, uważaj na siebie.
Nie chciała go tak zostawiać, ale bolała ją głowa i czuła, że zaraz zacznie ją suszyć. No i zaczynała być kurewsko, kurewsko zmęczona. Więc pozegnała się grzecznie i kulturalnie i poszli w swoją stronę.
Blond piękność westchnęła głośno, z wyraźnym zawodem, a potem odwróciła się i poszła za bar, kołysząc biodrami tak mocno, że ludzie na parkiecie rozstępywali się przed nią niczym Morze Czerwone. Quirke wykonała gest, jakby chciała właśnie uskutecznić to obrzyganie parkietu, o którym mówił Aaron.
- Co za desperacja - burknęła tylko, marszcząc brwi w wyrazie niezadowolenia. Pewnie normalnie by tego nie skomentowała aż tak brutalnie, ale blondyna nadepnęła jej na odcisk tym swoim spojrzeniem. Jakby patrzyła na kogoś gorszego, brzydszego. Olivia nie lubiła takich spojrzeń - szczególnie jeśli były wymierzone w nią. Nie była jednak na tyle głupia, żeby powiedzieć to na głos gdy blondynka była tuż obok. Przezornie odczekała, aż ta się oddali. Punkt do inteligencji.
Gdy Aaron wstał, Quirke sięgała akurat po papierosa. Dłonie jej drżały, ale nie była w stanie powiedzieć czy to od adrenaliny czy przez dziwną substancję, która opuszczała jej ciało. Domyślała się, że nie był to alkohol, bo gdyby to była wóda, to zanim by wytrzeźwieli tak, by odzyskać świadomość, musieliby pójść spać. Gdy mózg przestawał rejestrować rzeczy wokół, to tylko porządny sen i wytrzeźwiałka były w stanie sprawić, że na nowo zaczynał pracować tak, jak powinien. Alkohol więc był z góry skreślony. No, chyba że ktoś go czymś doprawił...
- Jasna cholera, czekaj! - ledwo zdążyła zaciągnąć się papierosem, jak Skeeter już się poderwał (chociaż to chyba było za dużo powiedziane) i ruszył za plecami tego jegomościa, który przesłał im dziwną wiadomość. Olivia tylko na nią zerknęła, zanim nie zgarnęła jej do kieszeni spodni.
Mimo swojego stanu oboje wyszli dość szybko przed klub. Była noc, stracili więc pamięć na kilka dobrych godzin. Było też chłodno - a oni nie mieli na sobie kurtek. W klubie chyba też ich nie było. Bolały ich głowy, gardła, nogi i na domiar złego ulica, na którą wyszli, była pusta. Usłyszeli tylko charakterystyczny trzask z zaułka, świadczący o tym, że ktoś tuż obok się teleportował. Potem cisza... przerywana wyłącznie odgłosami z klubów i barów. Byli w jakiejś obskurwiałej dzielnicy niemagicznego Londynu, w jednej z tych uliczek, gdzie się imprezowało. Nie było tu tak źle, na ten moment nikt nie rzygał pod siebie, ale noc była jeszcze młoda - nad ranem pewnie to miejsce zamieni się w piekło.
- Świetnie, dumny z siebie jesteś? Wystraszyłeś go - Olivia zmierzyła Aarona karcącym spojrzeniem. - Jak nic to on nam czegoś dosypał albo dolał. Bo nie wierzę, że alkohol tak szybko by wyparował i sprawił, że nagle odzyskaliśmy świadomość.
Quirke zaciągnęła się papierosem. Chociaż tego nie zgubiła - w innym wypadku musiałaby żebrać po ludziach, a tego nie lubiła. A nałóg był jednak silniejszy niż poczucie własnej godności.
- I co teraz? - dmuchnęła dymem na Skeetera. Sama próbowała poukładać to sobie w głowie, ale nie miała pomysłu od czego zacząć. Gonić go? Nie, teleportował się. Iść do Kotła? Leźć po własnych śladach? A może na barze tutaj zapytać się, co się odkurwiło przed chwilą? Olivia z ciekawością zerknęła na szyld nad wejściem do klubu. "Dance Floor". Jakże oryginalnie.
Westchnęła po raz kolejny. Nie wiedziała, co miała robić - co powinni zrobić, jak się zachować, co począć. Ale w sumie czy na pewno chciała rozwiązania tej zagadki? Zmruzyła oczy, spojrzała na Aarona i rozłozyła ręce.
- Wiesz co? jebał to pies. Nic się przecież nie stało, prawda? Jesteśmy cali, i to chyba nauczka, żeby nie zostawiać drinków ani innych rzeczy na wierzchu. I nie brać syfu od ludzi, którzy nam je proponują - zaśmiała się, chociaż trochę niezręcznie. Klepnęła mężczyznę po ramieniu. - Będę lecieć, uważaj na siebie.
Nie chciała go tak zostawiać, ale bolała ją głowa i czuła, że zaraz zacznie ją suszyć. No i zaczynała być kurewsko, kurewsko zmęczona. Więc pozegnała się grzecznie i kulturalnie i poszli w swoją stronę.
Koniec sesji