Wzniósł oczy ku niebu, postanawiając nie wygłaszać żadnego komentarza, a zamiast tego po prostu pokiwać potakującego głową. W innej sytuacji zapewne zażartowałby z przekąsem z tego, że lada moment zostanie pełnoetatowym celebrytą, jednak nie miał na to zbytnio siły. Licytacja, oprócz tego, że przysporzyła mu sporo stresu, sprawiła także że zaczął nieco inaczej myśleć o swojej rozpoznawalności. Jeszcze w trakcie balu wątpił w przekonanie Brenny względem własnego statusu, jednak może było w tym parę ziarenek prawdy? Eh, to był temat na inną rozmowę.
Wbił w Norę zdziwione spojrzenie, gdy ta zdradziła mu, że poproszoną ją o licytowanie go. Cóż, to dopiero była niespodzianka. Przynajmniej wyjaśniła się tajemnica, co sprawiło, że kobieta odczuła potrzebę podbicia stawki.
— Oczywiście, że wybaczę. — Przewrócił wymownie oczami, jakby to się rozumiało samo przez się. — Nie byłbym sobą, gdybym tego nie zrobił. Poza tym, tak jak powiedziałem, pomysł miała dobry, tylko za tę praktyczną część źle się zabrała. Pomęczę ją trochę, pokażę, że mnie to boli i w decydującym momencie odpuszczę.
Nie miał serca kłócić się z nią w nieskończoność. Może był naiwny i co poniektórzy powiedzieliby, że nie powinien przebaczyć tego przewinienia po tak krótkim czasie, ale jego dobroduszna natura zwyciężała z tego typu instynktami. Nie potrafił trzymać urazy długo i wiedział, kiedy następował odpowiedni moment na podanie ręki na zgodę. Inną sprawą było to, że nie miał zamiaru o tym zapomnieć. Na pewno przypomni siostrze o tych wydarzeniach, gdy w przyszłości dojdzie między nimi do sprzeczki.
Na pytanie o zwycięzcę, zgubił krok, przez co znowu się prawie potknął. Dzięki Merlinowi za dołączenie do drużyny quidditcha, pomyślał, bo gdyby nie to, pewnie już dawno połamałby sobie na tym odcinku ścieżki obie nogi. Chrząknął, wracając do tematu ich dyskusji.
— Elliott Malfoy — odparł z bliżej nieodgadnionym uśmiechem na ustach. W pierwszej chwili nieco się spiął, jednak po chwili rozluźnił ramiona, obdarzając Norę przyjaznym spojrzeniem. — Cały klan dosyć mocno podbijał stawkę, w tym obie jego siostry. Niespodziewane, ale nie niepożądane. To na pewno będzie ciekawa kolacja. Chociaż Seraphina Prewett, właścicielka kasyna, też była bliska wygranej. Trochę mnie to zaskoczyło. Alee... Dosyć o mnie. Opowiadaj, jak kawiarnia przeżyła weekend. Salem się spisuje? Dobrze sobie radzi?
Może i czuł potrzebę przegadania z kimś swoich przemyśleń względem balu, ale wyrwał się też z domu po to, aby przestać o nim na moment myśleć. Jeśli Nora się rozgada na temat swojego nowego-ale-na-pewno-równie-mocno-kochanego dziecka, to na pewno zaraz zacznie myśleć o czymś innym. Był dumny z kobiety i poniekąd nieco zazdrosny. Chociaż nie. To złe słowo. Podziwiał ją. Tak, podziwiał ją za to, że udało jej się wprowadzić ten cały plan w życie i doprowadzić wszystko od początku do końca, w dużej mierze, na własną rękę.
— Naprawdę się staram! To po prostu... Teren nie współpracuje — mruknął, kręcąc z niedowierzaniem głową. Jego zdaniem to był jedyny powód, dla którego tak słabo mu szło. Przecież jako detektyw powinien mieć nosa do szczegółów, a tutaj... Nic! — Ale dobrze, dobrze! Z troski o to, żebyś nie przegrała z własną matką, będę się uważniej rozglądał.
Chcąc podkreślić wagę swoich słów, wybałuszył na moment oczy w teatralnym geście, strzelając wzrokiem to w jedną to w drugą stronę. Jego wzrok utkwił na moment na gałęziach rozłożystych drzew. Hmm... Na razie szukali na ziemi, ale może powinni nieco zmienić perspektywę? Nora całkiem nieźle radziła sobie tutaj, ale może wypatrzy coś na górze? Chcąc sprawdzić swoją teorię, zatrzymał się na chwilę i zaczął rozglądać dookoła.
Zielone pole - znajdujesz jajko.
Efekt: Erik znajduje jajko.
Aktualne pole: Erik znajduje się na polu 15.
— Ha! Tak myślałem! — zawołał z zadowoleniem, gdy pomiędzy drobnymi gałązkami jednego z dębów dostrzegł znajomy kształt czekoladowa jajka.
Wyciągnął szybkim ruchem zza pazuchy różdżkę i wycelował nią w swoje znalezisko, aby sprowadzić je na ziemię. Ha! Honor rodziny udało się uratować. To dobrze, bo jeszcze trochę i zacząłby się zastanawiać, czy przypadkiem go za to nie wydziedziczą. Inne rodziny musiały się martwić, czy nie zostaną wypalone z gobelinów za jakiś skandal towarzyski, a Longbottomowie zachodzili w głowę, czy na pewno znajdą chociaż jedno jajko w Ostarę.
— Zaczynam sądzić, że przenosisz mi szczęście! — powiedział ze szczerym uśmiechem, przyspieszając kroku, aby zrównać się z Norą. — Może faktycznie któreś z nas wyląduje na tym podium!
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞