01.01.2024, 00:30 ✶
Nigdy by tego za swoją wadę nie uznał. Mistrzem posiadania wysokiej samooceny nie był, ale czystość krwi miała z tym naprawdę niewiele wspólnego. On tych wszystkich magicznych rasistów nie cierpiał, wyśmiewał ich na każdym kroku i podejrzewał, że nawet gdyby wycelowali swoją niechęć wyłącznie w samych sobie niemagów, a ich uzdolnionych magicznie potomków uznaliby za wartych istnienia, wciąż byłby po stronie tych piszących ukierunkowane w nich, obraźliwe napisy na murach.
W każdym razie - zaśmiał się. I może mina mu od razu po tym zmarniała, bo nie zgłupiał do końca i szybko powiązał fakty, ale wciąż - czuł się lepiej. Czyli ta historia, ich spotkanie po latach - wszystko chyliło się ku końcowi.
- Prewecik lubi kundelki, zanotuję w pamięci. - Nie skomentował tego szerzej. Nie zdenerwował się wytknięcia mu słabości, jaką stała się jego rodzina, ale też nie zamierzał tematu rozwijać. Widział ich wszystkich, zrozumiał już pewnie jego miejsce w tym małym, cyrkowym świecie. Nie było tu zbyt dużego pola na interpretację. Wiedział jednak, że dużego pola na interpretację nie było w tym co mu zrobi, jeżeli nie dotrzyma słowa. Gdyby Fantasmagoria zniknęła, wraz z nią w proch obróciłoby się niemal wszystko, co tworzyło jego szczęśliwą codzienność. Był pewien tego, że by to przeżył. Jak pieprzony karaluch. I zemściłby się za to, bo by już nigdy spokojnie nie zasnął, gdyby ktoś, kto doprowadził do śmierci jego rodziny, miał się jeszcze kiedykolwiek uśmiechnąć. Dopiero po tym zastanowiłby się nad swoimi dalszymi krokami.
- Chciałem to ja mieć pewność, że nie pracujesz dla tej wrednej pizdy. - Brzmiał trochę niewyraźnie, bo miał gębę napchaną czekoladą. Nie ruszył się z miejsca, tylko obserwował Laurenta z tej przyjętej wcześniej pozycji, z ręką w miejscu, gdzie leżała wcześniej jego głowa. Nie był do końca pewny, czy typ teraz wstanie, czy zwymiotuje mu na pościel, więc podświadomie szykował się do rzucenia kolejnego zaklęcia, albo przesunięcia nogi, żeby mógł zejść z łóżka i stanąć na podłodze. - Przeprosiny przyjęte, ale nie będę narzekał jeżeli podczas wycieczki do lasu staniesz na szyszkę sandałem i wbije ci się w stopę, albo zjebiesz się z konia. Pomyśl o mnie, jak cię będzie bolało. - Może zrobi ci się przyjemniej.
Zaśmiał się do tej myśli. Ale Laurent naprawdę powinien już stąd wypierdalać. Dobrze wiedział, że nie powstrzyma się, jeżeli ta rozmowa zajdzie gdziekolwiek dalej, a wtedy Alexander dobije ten parapet. Oh kurwa.
W każdym razie - zaśmiał się. I może mina mu od razu po tym zmarniała, bo nie zgłupiał do końca i szybko powiązał fakty, ale wciąż - czuł się lepiej. Czyli ta historia, ich spotkanie po latach - wszystko chyliło się ku końcowi.
- Prewecik lubi kundelki, zanotuję w pamięci. - Nie skomentował tego szerzej. Nie zdenerwował się wytknięcia mu słabości, jaką stała się jego rodzina, ale też nie zamierzał tematu rozwijać. Widział ich wszystkich, zrozumiał już pewnie jego miejsce w tym małym, cyrkowym świecie. Nie było tu zbyt dużego pola na interpretację. Wiedział jednak, że dużego pola na interpretację nie było w tym co mu zrobi, jeżeli nie dotrzyma słowa. Gdyby Fantasmagoria zniknęła, wraz z nią w proch obróciłoby się niemal wszystko, co tworzyło jego szczęśliwą codzienność. Był pewien tego, że by to przeżył. Jak pieprzony karaluch. I zemściłby się za to, bo by już nigdy spokojnie nie zasnął, gdyby ktoś, kto doprowadził do śmierci jego rodziny, miał się jeszcze kiedykolwiek uśmiechnąć. Dopiero po tym zastanowiłby się nad swoimi dalszymi krokami.
- Chciałem to ja mieć pewność, że nie pracujesz dla tej wrednej pizdy. - Brzmiał trochę niewyraźnie, bo miał gębę napchaną czekoladą. Nie ruszył się z miejsca, tylko obserwował Laurenta z tej przyjętej wcześniej pozycji, z ręką w miejscu, gdzie leżała wcześniej jego głowa. Nie był do końca pewny, czy typ teraz wstanie, czy zwymiotuje mu na pościel, więc podświadomie szykował się do rzucenia kolejnego zaklęcia, albo przesunięcia nogi, żeby mógł zejść z łóżka i stanąć na podłodze. - Przeprosiny przyjęte, ale nie będę narzekał jeżeli podczas wycieczki do lasu staniesz na szyszkę sandałem i wbije ci się w stopę, albo zjebiesz się z konia. Pomyśl o mnie, jak cię będzie bolało. - Może zrobi ci się przyjemniej.
Zaśmiał się do tej myśli. Ale Laurent naprawdę powinien już stąd wypierdalać. Dobrze wiedział, że nie powstrzyma się, jeżeli ta rozmowa zajdzie gdziekolwiek dalej, a wtedy Alexander dobije ten parapet. Oh kurwa.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.