01.01.2024, 10:00 ✶
W normalnej sytuacji pewnie by pochwaliła wystrój mieszkania i podeszła do kwiatków, by je obejrzeć. W normalnej sytuacji... Teraz jednak było trochę inaczej. Była zła na siebie, że zepsuła Lithe, że się rozkleiła jak dziecko - sama nie wiedziała nawet, jak to się stało, bo przecież myślała, że udało jej się tę traumę przepracować i odzyskać równowagę. Ale prawda była taka, że mimo upływu czasu wciąż to gdzieś w niej siedziało i uwierało, mniej lub bardziej, i gdy nią samą targały różne silne emocje, to czasem ten cierń wychodził i kłuł ją boleśnie w serce, powodując takie a nie inne reakcje.
Nie miała pojęcia, jakim cudem Leon dostrzegł, że coś się z nią dzieje, zanim ona sama to zrozumiała. Ale była mu wdzięczna za to, że mogła się rozpłakać już w jego ramionach - bo miała ogromną ochotę uciec z sabatu, wrócić do Londynu i zaszyć się w jednej z melin, które pewnie jeszcze stały, otworzyć butelkę wódki i po prostu zapomnieć. Chociaż doskonale wiedziała, że to nie było żadne rozwiązanie. Ba, to mogło pogorszyć sprawę, bo zapomni się na chwilę, a potem wyłączone emocje wrócą ze zdwojoną siłą, raniąc jeszcze bardziej.
Usiadła na kanapie, którą jej wskazał przyjaciel, i wsparła łokcie na udach. Dłonie złączyła ze sobą, by opanować drżenie rąk. Wpatrywała się w jakiś punkt przed sobą, na stole. Milczała, co było dla niej dość nietypowe. Tylko przez chwilę jakby wróciła do siebie, gdy spróbowała wytrzeć rozmazany tusz spod oczu i policzków. Udało jej się połowicznie, nie wyglądała już tak okropnie jak wtedy, gdy opuszczali Lithę, ale wciąż jej wygląd był daleki do ideału.
- Dziękuję - powiedziała cicho, biorąc filiżankę ze spodka. Chwyciła ją w obie dłonie, by je rozgrzać, bo nagle zrobiło jej się okropnie zimno, mimo że było lato. Poczuła kojący zapach lawendy, ale wątpiła, by to jej w tej chwili pomogło. - Przepraszam, zepsułam wyjście. Nie wiem, co się stało.
Technicznie rzecz biorąc nie skłamała - wiedziała czemu to się stało, ale nie wiedziała co dokładnie się zadziało, że tak zareagowała.
Nie miała pojęcia, jakim cudem Leon dostrzegł, że coś się z nią dzieje, zanim ona sama to zrozumiała. Ale była mu wdzięczna za to, że mogła się rozpłakać już w jego ramionach - bo miała ogromną ochotę uciec z sabatu, wrócić do Londynu i zaszyć się w jednej z melin, które pewnie jeszcze stały, otworzyć butelkę wódki i po prostu zapomnieć. Chociaż doskonale wiedziała, że to nie było żadne rozwiązanie. Ba, to mogło pogorszyć sprawę, bo zapomni się na chwilę, a potem wyłączone emocje wrócą ze zdwojoną siłą, raniąc jeszcze bardziej.
Usiadła na kanapie, którą jej wskazał przyjaciel, i wsparła łokcie na udach. Dłonie złączyła ze sobą, by opanować drżenie rąk. Wpatrywała się w jakiś punkt przed sobą, na stole. Milczała, co było dla niej dość nietypowe. Tylko przez chwilę jakby wróciła do siebie, gdy spróbowała wytrzeć rozmazany tusz spod oczu i policzków. Udało jej się połowicznie, nie wyglądała już tak okropnie jak wtedy, gdy opuszczali Lithę, ale wciąż jej wygląd był daleki do ideału.
- Dziękuję - powiedziała cicho, biorąc filiżankę ze spodka. Chwyciła ją w obie dłonie, by je rozgrzać, bo nagle zrobiło jej się okropnie zimno, mimo że było lato. Poczuła kojący zapach lawendy, ale wątpiła, by to jej w tej chwili pomogło. - Przepraszam, zepsułam wyjście. Nie wiem, co się stało.
Technicznie rzecz biorąc nie skłamała - wiedziała czemu to się stało, ale nie wiedziała co dokładnie się zadziało, że tak zareagowała.