Pokiwał potulnie głową, gdy panna Figg dała mu bardzo konkretne instrukcje względem nieprzyprowadzenia jej do domu hipogryfów. Niech będzie. Zrozumiał swój błąd w rozumowaniu, a nawet dotarło do niego, że kot może okazać się dużo efektywniejszy w kwestii zapewnieniu małej dziewczynce towarzystwa na długie lata. Bądź co bądź taki gadający sierściuch był też łatwiejszy w transporcie.
— Wychowywaliśmy się w tym samym domu. Twoje metody szybko spowszedniały, Bren. Nora ma nieco bardziej unikalne podejście. Dlatego ma nade mną większą władzę — mruknął, w sumie nawet nie zastanawiając się nad tym, co mówi. Dopiero po chwili się zreflektował i podniósł wzrok na obie kobiety, celując palcem wskazującym to w jedną, to w drugą.— Tylko od razu mówię: to nie znaczy, że łatwo mną manipulować. Znam swoją wartość!
Uśmiechnął się pod nosem, jednak potem wrócili do kwestii Mabel i jej przyszłych zainteresowań. Oh, co do tego, to zgadzał się z matką dziecka w stu procentach. Młoda na pewno szybko znajdzie sobie jakieś pasje. Jak dobrze było powszechnie wiadomo, małe dzieci były w stanie skupić się na danym fenomenie tylko przez krótki czas... A to była doskonała okazja do tego, aby czasami podrzucić tu i ówdzie fajny prezent i pozwolić dziewczynce się rozwijać i poznawać świat. Wcale nie chodziło o to, kto kupi lepszy prezent. Wcale a wcale.
— Czasami się boję, kim byś się stała, gdybyś nie była Longbottomem — skomentował, taksując siostrę kwaśnym spojrzeniem. Wprawdzie i jego wyobraźnia zapewne prędzej czy później wytworzyłaby taki obraz, ale sam fakt, że wypowiedziała te słowa na głos... Aż go ciarki przeszły.
Pozwolił Brennie opowiedzieć całą historię, starając się wypełnić drobne luki w pamięci, jakie miał i jednocześnie patrzeć, czy chrześnica przypadkiem nigdzie im nie odpełzła w poszukiwaniu przygód. Cóż, chociaż to śledztwo z pozoru nie wydawało się zbytnio ekscytujące, tak zdecydowanie niosło za sobą swego rodzaju przesłanie, jak i konsekwencje. Może to i dobrze, że trafiło się komuś o zapale i pasji jego siostry. Zanim jednak przeszedł do tematu Leacha, miał zamiar odpowiedzieć jeszcze na pytanie Nory.
— Czasami chodzę na spotkanie klubu podróżniczego. — Wzruszył niedbale ramionami. Nie była to żadna tajemnica, toteż nie czuł oporów, aby podzielić się tą ciekawostką.— Zdarza się, że niektórzy spryciarze próbują opchnąć czarodziejom czystej krwi lub starej daty jakieś mugolskie sprzęty, upierając się, że to autentyczne artefakty wygrzebane Merlin-jeden-wie-gdzie. Jakiś czas temu ktoś próbował sprzedaż zestaw to tego całego lacrosse. Niestety na spotkaniu był czyiś kuzyn z Ameryki, który... Wyjaśnił nieporozumienie.
Parsknął cicho, wracając wspomnieniami do tego dnia. Oczywiście nie miał zamiaru wspominać o tym, że przez własne braki w wiedzy, sam był skłonny uwierzyć w opowieść handlowca. Może nie byłby przez to uznany za najbardziej domyślnego czarodzieja na świecie, ale nie była to jego wina. Nie wychował się w mugolskich dzielnicach, toteż nie był zaznajomiony w pełni z ich kulturą. A już na pewno nie ze sportami zza oceanu. Gdyby niemagicznym pokazano (unieruchomionego oczywiście) tłuczka lub kafla, to pewnie też dosyć łatwo by było dorobić do tych przedmiotów arcyciekawą historię.
— Próba przypodobania się określonej grupie, strach o własną pozycję, dawna uraza, niedostrzeżenie ubytków we własnym charakterze, uleganie propagandzie, brak własnego zdania, podatność na manipulację ze strony innych — rozgadał się, w gruncie rzeczy teoretyzując. — Można się tylko domyślić. Może poglądy ekstremistów trafiły na podatny grunt. Niektórzy chcą być świętsi od Arcykapłana, aby coś sobie udowodnić. Albo udowodnić innym. Może tak się wstydził historii rodziny, że chciał ją wymazać poprzez propagowanie określonej ideologii.
Zerknął kontrolnie na Brennę, jak gdyby szukając u niej gestów czy znaków, które w jakiś sposób potwierdzały poszczególne części jego krótkiego monologu. Nie sposób było ocenić, co konkretnie kierowało tym człowiekiem, jednak sama obecność takiego ewenementu w systemie sugerował poniekąd, że nie będzie to jedyny taki przypadek. Zawsze znajdzie się ktoś młodszy, ktoś ambitniejszy, ktoś głupszy, ktoś agresywniejszy. Oby tylko nie doprowadziło to do jakiejś tragedii na masową skalę.
Pokręcił głową, odsuwając od siebie tę myśl.
— Pozostaje wierzyć, że areszt go zmienił lub zmieni. Ewentualnie może trochę zmądrzeje i znajdzie lepszy sposób na dawanie upustu swoim politycznym poglądom — mruknął pod nosem, przenosząc wzrok na Mabel i uśmiechając się szeroko na widok jej rozanielonej miny. — Nie martw się, akurat Ty wyrośniesz na kogoś zdecydowanie bardziej domyślnego, młoda. Już nasza w tym głowa.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞