01.01.2024, 15:40 ✶
- Nom. Nie oszukując się, wszyscy grali w to i inne te gierki po to, żeby dowiedzieć się więcej o osobie, która najbardziej im się podobała. Dobrze, że się urodziłem z taką piękną twarzą. - Mrugnął do niego. Czy takie rzeczy go drażniły? Tak. Ale był też człowiekiem, który się do tego dostosował. Na swój ordynarny, ekscentryczny sposób, stał się częścią domu społecznego, nawet jeżeli wybranym pokojem stała się piwnica. - Dzięki, suczko.
Ale potem wylosowano kolejną kartę i jakoś przestało być super zabawnie. Edge, jak na człowieka dającego innym przestrzeń na oddychanie przystało, przysunął zajmowane przez Caina krzesło bliżej siebie, żeby go objąć nieco nachalniej.
- Japierdole, a mogłem ci po prostu przynieść odtwarzacz. - Nie przeprosił, bo nie miał za co, ale pogładził go po barku.
Dziwiło go niesprawdzenie takiej informacji, ale nagle do niego dotarło, że wtedy trzeba by żyć z widmem świadomości o tym, kiedy się odejdzie. Pewnie nie napełniało to człowieka optymizmem. Tak samo jak widok karty numer jedenaście. Ta pierwsza była tak lekka, jakby gra miała być o wiele mniej traumatyczna...
- Jakbym pamiętał, że to tu jest, to po drodze wyrzuciłbym ją do śmietnika. Eh, kurwa. - Uniósł ten swój kieliszek, po czym wypił całość na jednym przechyleniu. Zaraz po tym bez dodawania ani słowa, dolał sobie kolejną porcję. - Zaraz zapomnę kiedy zacząłem, więc spójrz na zegar. - Skinął w jego kierunku, ale mylił się. Godzina pokazująca się na zegarze utkwiła mu w pamięci, wwierciła mu się w głowę. Kiedy odpalał papierosa, jedynym, o czym myślał było to jak długim czasem stawały się cztery minuty, kiedy miałeś odliczać każdą kolejną sekundę. Siedział tak sobie niby swobodnie, ale ucisk w brzuchu się pojawił. Z lewa ręką owiniętą wokół Caina, z prawą uniesioną ku górze - pomiędzy jej palcami znajdowało się szkło z winem i papieros, którymi w trakcie swojej żenująco powolnej opowieści raczył się na zmianę. - Nie wiem gdzie i kiedy się urodziłem, bo mój akt urodzenia nie istnieje. Wróżbitka mi powiedziała, że to był ciepły, lipcowy dzień. Eeeee, nie mam żadnych wspomnień z dzieciństwa, więc niczego ciekawego ci nie opowiem. Pamiętam tylko, jak rodzice mnie porzucają, ale za cholerę nie mogę przypomnieć sobie, jak wyglądali. Pamiętam, jak ryczę, jak boli mnie serce i jak nie mogę wstać z zimnego chodnika, bo coś stało mi się w nogę. Pewnie bym zdechł na ulicy Birmingham, gdyby mnie nie przygarnęli cyrkowcy. - Był jego kompletnym przeciwieństwem. Wahał się pomiędzy słowami, zacinał się, odszukując w pamięci jakieś elementy historii, ale wcale nie zagłębiał się w jakieś szczegóły. - Detale... uhh... Nie umiałem mówić, pisać, czytać, czarować. Nie dostałem listu z żadnej szkoły, chociaż bardzo chciałem do niej iść. Wszyscy inni je dostali, tylko nie ja. Nie wiem czemu. Ale i tak by mnie tam nigdy nie wysłali, oni nikogo tam nie wysyłali. Nie pamiętam roku, w którym wypatrzyli mnie ludzie z Nokturnu. Miałem może kilkanaście lat. Spodobałem się Fontaine, więc obiecała mi inne życie, a ono wydawało mi się wtedy lepsze i ciekawsze od tego, które miałem. Utrzymywała mnie przez... nie wiem. W sześćdziesiątym dziewiątym miałem dość i chciałem uciec do Stanów, ale brat mnie strzelił w pysk i powiedział, że mogę do nich wrócić, więc wróciłem. Wiem, bycie szczurem było super gorące, ale jak jeszcze nie czujesz się poderwany, to na arenie cyrkowej robię szpagat na wysokości dwunastu metrów. - Boże, to jeszcze nie były cztery minuty? - Nie wiem. Nie wiem, co dalej mówić. Czy czas zawsze tak wolno leciał? Kurwa... Cierpię na... daltonizm monochromatyczny, nie widzę kolorów od urodzenia. Myśleli, że w dorosłości oślepnę, ale jednak nie oślepłem... eh... eee... Lubię liczyć. Matematykę w sensie. Nie numerologię. I fizykę. Nauki ścisłe. Projektuję i wykonuję magiczną maszynerię i - pułapki, zabezpieczenia. Nie, tego nie chciał mu mówić, to mu przez gardło przeleźć nie chciało... bo mu ten głos z dzisiaj rozbrzmi w głowie za każdym razem, kiedy ktoś z jego biura natrafi na sidła. - A-architekturę.
Spojrzał na zegar. Wypuścił z siebie trochę powietrza. Widać było, że się niesamowicie z tym męczy.
- Nie wiem, ile razy powiedziałem, że nie wiem, ale chyba pobiłem osobisty rekord.
„Tak dużo detali jak to możliwe”, czyli absolutnie żadnych detali o byciu Crowem. Tak to miało działać, co nie? A zegar nadal tykał.
Ale potem wylosowano kolejną kartę i jakoś przestało być super zabawnie. Edge, jak na człowieka dającego innym przestrzeń na oddychanie przystało, przysunął zajmowane przez Caina krzesło bliżej siebie, żeby go objąć nieco nachalniej.
- Japierdole, a mogłem ci po prostu przynieść odtwarzacz. - Nie przeprosił, bo nie miał za co, ale pogładził go po barku.
Dziwiło go niesprawdzenie takiej informacji, ale nagle do niego dotarło, że wtedy trzeba by żyć z widmem świadomości o tym, kiedy się odejdzie. Pewnie nie napełniało to człowieka optymizmem. Tak samo jak widok karty numer jedenaście. Ta pierwsza była tak lekka, jakby gra miała być o wiele mniej traumatyczna...
- Jakbym pamiętał, że to tu jest, to po drodze wyrzuciłbym ją do śmietnika. Eh, kurwa. - Uniósł ten swój kieliszek, po czym wypił całość na jednym przechyleniu. Zaraz po tym bez dodawania ani słowa, dolał sobie kolejną porcję. - Zaraz zapomnę kiedy zacząłem, więc spójrz na zegar. - Skinął w jego kierunku, ale mylił się. Godzina pokazująca się na zegarze utkwiła mu w pamięci, wwierciła mu się w głowę. Kiedy odpalał papierosa, jedynym, o czym myślał było to jak długim czasem stawały się cztery minuty, kiedy miałeś odliczać każdą kolejną sekundę. Siedział tak sobie niby swobodnie, ale ucisk w brzuchu się pojawił. Z lewa ręką owiniętą wokół Caina, z prawą uniesioną ku górze - pomiędzy jej palcami znajdowało się szkło z winem i papieros, którymi w trakcie swojej żenująco powolnej opowieści raczył się na zmianę. - Nie wiem gdzie i kiedy się urodziłem, bo mój akt urodzenia nie istnieje. Wróżbitka mi powiedziała, że to był ciepły, lipcowy dzień. Eeeee, nie mam żadnych wspomnień z dzieciństwa, więc niczego ciekawego ci nie opowiem. Pamiętam tylko, jak rodzice mnie porzucają, ale za cholerę nie mogę przypomnieć sobie, jak wyglądali. Pamiętam, jak ryczę, jak boli mnie serce i jak nie mogę wstać z zimnego chodnika, bo coś stało mi się w nogę. Pewnie bym zdechł na ulicy Birmingham, gdyby mnie nie przygarnęli cyrkowcy. - Był jego kompletnym przeciwieństwem. Wahał się pomiędzy słowami, zacinał się, odszukując w pamięci jakieś elementy historii, ale wcale nie zagłębiał się w jakieś szczegóły. - Detale... uhh... Nie umiałem mówić, pisać, czytać, czarować. Nie dostałem listu z żadnej szkoły, chociaż bardzo chciałem do niej iść. Wszyscy inni je dostali, tylko nie ja. Nie wiem czemu. Ale i tak by mnie tam nigdy nie wysłali, oni nikogo tam nie wysyłali. Nie pamiętam roku, w którym wypatrzyli mnie ludzie z Nokturnu. Miałem może kilkanaście lat. Spodobałem się Fontaine, więc obiecała mi inne życie, a ono wydawało mi się wtedy lepsze i ciekawsze od tego, które miałem. Utrzymywała mnie przez... nie wiem. W sześćdziesiątym dziewiątym miałem dość i chciałem uciec do Stanów, ale brat mnie strzelił w pysk i powiedział, że mogę do nich wrócić, więc wróciłem. Wiem, bycie szczurem było super gorące, ale jak jeszcze nie czujesz się poderwany, to na arenie cyrkowej robię szpagat na wysokości dwunastu metrów. - Boże, to jeszcze nie były cztery minuty? - Nie wiem. Nie wiem, co dalej mówić. Czy czas zawsze tak wolno leciał? Kurwa... Cierpię na... daltonizm monochromatyczny, nie widzę kolorów od urodzenia. Myśleli, że w dorosłości oślepnę, ale jednak nie oślepłem... eh... eee... Lubię liczyć. Matematykę w sensie. Nie numerologię. I fizykę. Nauki ścisłe. Projektuję i wykonuję magiczną maszynerię i - pułapki, zabezpieczenia. Nie, tego nie chciał mu mówić, to mu przez gardło przeleźć nie chciało... bo mu ten głos z dzisiaj rozbrzmi w głowie za każdym razem, kiedy ktoś z jego biura natrafi na sidła. - A-architekturę.
Spojrzał na zegar. Wypuścił z siebie trochę powietrza. Widać było, że się niesamowicie z tym męczy.
- Nie wiem, ile razy powiedziałem, że nie wiem, ale chyba pobiłem osobisty rekord.
„Tak dużo detali jak to możliwe”, czyli absolutnie żadnych detali o byciu Crowem. Tak to miało działać, co nie? A zegar nadal tykał.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.