01.01.2024, 18:46 ✶
Odetchnęła dość głęboko, w końcu siadając normalnie, jak wszelkie zasady tego wiata mówiły. Notes ostatecznie został zamknięty; czy to nie mogła się skupić przez rozmowę, czy to jednak uznała, że nie ma jednak nastroju na bazgranie czy cokolwiek innego – jedno było pewne: póki co odpuściła twórcze wyżywanie się. A może, najzwyczajniej w świecie, te jej bazgroły należało już uznać za zakończone i w zasadzie tyle w temacie? To już wiedziała tylko sama Bones. Przeciągnęła się leniwie, rozprostowując kości, aż dał się posłyszeć charakterystyczny chrzęst.
- Nie patrzyłam tak na to do tej pory – przyznała chmurnie, zapadając się głębiej w fotelu. Założyła nogę na nogę, kołysząc przy tym stopą. Echa ruchów czystokrwistych… Czyli, może jednak? Może jednak namącili, żeby pokazać wszystkim, jak bardzo nie powinni wpuszczać do czarodziejskiego społeczeństwa osób, które nie szczycą się odpowiednim pochodzeniem. Chuj z ich umiejętnościami, wiedzą, doświadczeniem – wszystko nieważne, bo jednak mieli w sobie tę nieznośną, mugolską skazę, przez którą jedyny słuszny świat może ucierpieć.
Bo ta skaza wpływa na wybory, i tak dalej, i tak dalej, długo można zapewne ciągnąć te wywody godne najbardziej zatwardziałych czystokrwistych, którym nie pomoże nawet cegła trafiająca ich między oczy i pokazująca, że może jednak do pewnych spraw należy podejść zgoła inaczej niż do tej pory.
- Jenkins? – uniosła nieznacznie brwi. W zasadzie… nie, żeby była zdziwiona. Bo przecież oczy odruchowo kierowały się w stronę nowego Ministra Magii; kiedy jeden ustępował, to kolejny zyskiwał władzę i możliwości, gdy zajmował ten konkretny fotel, upragniony przez wielu czarodziejów; obojętnie, czy prawdziwe nadawali się na to stanowisko czy nie. Tak. Eugenia wychodziła na pierwszy plan, ale… - Powiedziałabym, że wydaje się zbyt oczywista – stwierdziła z pewnym namysłem – Więc jeśli ma trupy w szafie, to muszą być bardzo dobrze schowane. Przecież jej przeciwnicy już dawno by je powyciągali, w trakcie kampanii – bo przecież, za stołkiem nie stała jedynie osoba, która stanowiła jego twarz, lecz również i rzesze innych, dla których dana osoba stanowiła klucz do ich knowań.
- Więc jeśli już, to celowałabym raczej w kogoś w jej cieniu – skrzywiła się – Cóż, wiem jedno. Leach był nadzieją na to, że może ten czystokrwisty beton pęknie, ale teraz… – pokręciła głową. Leach stanowił wzrastający pęd - a ten został zdeptany, zanim miał szansę w pełni rozkwitnąć.
- Nie patrzyłam tak na to do tej pory – przyznała chmurnie, zapadając się głębiej w fotelu. Założyła nogę na nogę, kołysząc przy tym stopą. Echa ruchów czystokrwistych… Czyli, może jednak? Może jednak namącili, żeby pokazać wszystkim, jak bardzo nie powinni wpuszczać do czarodziejskiego społeczeństwa osób, które nie szczycą się odpowiednim pochodzeniem. Chuj z ich umiejętnościami, wiedzą, doświadczeniem – wszystko nieważne, bo jednak mieli w sobie tę nieznośną, mugolską skazę, przez którą jedyny słuszny świat może ucierpieć.
Bo ta skaza wpływa na wybory, i tak dalej, i tak dalej, długo można zapewne ciągnąć te wywody godne najbardziej zatwardziałych czystokrwistych, którym nie pomoże nawet cegła trafiająca ich między oczy i pokazująca, że może jednak do pewnych spraw należy podejść zgoła inaczej niż do tej pory.
- Jenkins? – uniosła nieznacznie brwi. W zasadzie… nie, żeby była zdziwiona. Bo przecież oczy odruchowo kierowały się w stronę nowego Ministra Magii; kiedy jeden ustępował, to kolejny zyskiwał władzę i możliwości, gdy zajmował ten konkretny fotel, upragniony przez wielu czarodziejów; obojętnie, czy prawdziwe nadawali się na to stanowisko czy nie. Tak. Eugenia wychodziła na pierwszy plan, ale… - Powiedziałabym, że wydaje się zbyt oczywista – stwierdziła z pewnym namysłem – Więc jeśli ma trupy w szafie, to muszą być bardzo dobrze schowane. Przecież jej przeciwnicy już dawno by je powyciągali, w trakcie kampanii – bo przecież, za stołkiem nie stała jedynie osoba, która stanowiła jego twarz, lecz również i rzesze innych, dla których dana osoba stanowiła klucz do ich knowań.
- Więc jeśli już, to celowałabym raczej w kogoś w jej cieniu – skrzywiła się – Cóż, wiem jedno. Leach był nadzieją na to, że może ten czystokrwisty beton pęknie, ale teraz… – pokręciła głową. Leach stanowił wzrastający pęd - a ten został zdeptany, zanim miał szansę w pełni rozkwitnąć.