01.01.2024, 20:17 ✶
- Gdybym cię nie znała to zaczęłabym podejrzewać, że mnie śledzisz - chociaż patrząc na ostatnie wydarzenia, to raczej Olivia wpadała na Brennę, a nie Brenna na Olivię. To może ona śledziła Brennę? Wiedząc jednak, że to znajoma, Quirke puściła różdżkę i rozluźniła się. - Nie, ja... Odwiedzałam kogoś innego. Nie mam tu krewnych.
Brenna mogła usłyszeć zawahanie w jej głosie. Jakby nie chciała się z nią czymś dzielić. Może Quirkowie jednak nie byli czystej krwi? A może to naprawdę nie chodziło o krewnych? Olivia jednak nie wyglądała w tej chwili na zbyt skorą do zwierzeń. Zamiast tego podeszła do posągu i przyjrzała mu się uważniej. Nie umknął jej uwadze fakt, że posąg był idealny. Niemal zbyt idealny. Doskonały w każdym calu - zbyt idealny.
- Właśnie to samo miałam mówić - wygląda jakby ktoś zamienił żywą istotę w kamień - przyznała cicho, wpatrując się w twarz kobiety. Nie rozpoznała w niej nikogo, ale trochę przypominała jej babkę ze strony ojca matki ze zdjęć. Ale z drugiej strony tamte fotografie były niewyraźne, mogła więc sobie po prostu coś wmówić.
Wzrok Olivii ześlizgnął się w dół, na napis. Z ciekawością podeszła bliżej i przejechała opuszkami palców po żłobieniach.
- A śmierć utraci swoją władzę...? - zadziwiający zbieg okoliczności jak na to, że zaledwie chwilę temu rozważała o życiu i śmierci. Ale z drugiej strony przecież obie były na cmentarzu, więc tematyka śmierci nie była czymś niestosownym w miejscu takim jak to. - Dziwne słowa. Zwłaszcza że przy tym drugim imieniu nie ma daty. No i nawet nazwiska.
Zmarszczyła brwi. Jedną datę była w stanie zrozumieć, sama na nią nalegała. Ale gdyby, nie daj Matko, Jasmine Fitzroy zmarła i była w ciąży, to przy nazwisku dziecka również powinna znaleźć się data - a przynajmniej nazwisko.
- Co tu w ogóle robisz, Bren? - nie dodała, że przecież nie mogła mieć tu krewnych. Mogła mieć tu inne bliskie osoby, Brenna była trochę jak ona sama - czystość krwi miała głęboko w nosie, przyjaźniła się chyba z każdym, nie zwracając uwagi na nic więcej poza przyzwoitością. A przynajmniej takie zdanie miała o niej Olivia. - Szukasz czyjegoś grobu, czy masz po prostu dziwne zainteresowania?
Brenna mogła usłyszeć zawahanie w jej głosie. Jakby nie chciała się z nią czymś dzielić. Może Quirkowie jednak nie byli czystej krwi? A może to naprawdę nie chodziło o krewnych? Olivia jednak nie wyglądała w tej chwili na zbyt skorą do zwierzeń. Zamiast tego podeszła do posągu i przyjrzała mu się uważniej. Nie umknął jej uwadze fakt, że posąg był idealny. Niemal zbyt idealny. Doskonały w każdym calu - zbyt idealny.
- Właśnie to samo miałam mówić - wygląda jakby ktoś zamienił żywą istotę w kamień - przyznała cicho, wpatrując się w twarz kobiety. Nie rozpoznała w niej nikogo, ale trochę przypominała jej babkę ze strony ojca matki ze zdjęć. Ale z drugiej strony tamte fotografie były niewyraźne, mogła więc sobie po prostu coś wmówić.
Wzrok Olivii ześlizgnął się w dół, na napis. Z ciekawością podeszła bliżej i przejechała opuszkami palców po żłobieniach.
- A śmierć utraci swoją władzę...? - zadziwiający zbieg okoliczności jak na to, że zaledwie chwilę temu rozważała o życiu i śmierci. Ale z drugiej strony przecież obie były na cmentarzu, więc tematyka śmierci nie była czymś niestosownym w miejscu takim jak to. - Dziwne słowa. Zwłaszcza że przy tym drugim imieniu nie ma daty. No i nawet nazwiska.
Zmarszczyła brwi. Jedną datę była w stanie zrozumieć, sama na nią nalegała. Ale gdyby, nie daj Matko, Jasmine Fitzroy zmarła i była w ciąży, to przy nazwisku dziecka również powinna znaleźć się data - a przynajmniej nazwisko.
- Co tu w ogóle robisz, Bren? - nie dodała, że przecież nie mogła mieć tu krewnych. Mogła mieć tu inne bliskie osoby, Brenna była trochę jak ona sama - czystość krwi miała głęboko w nosie, przyjaźniła się chyba z każdym, nie zwracając uwagi na nic więcej poza przyzwoitością. A przynajmniej takie zdanie miała o niej Olivia. - Szukasz czyjegoś grobu, czy masz po prostu dziwne zainteresowania?