Temat treningu i odpowiedniego odżywiania wracał jak bumerang w ich spotkaniach. Chyba nie słyszał o tym od nikogo częściej niż od niego. Zamiast jednak się pieklić to uśmiechnął się ciepło, z nostalgią. Edward też zagaił, że powinien lepiej o siebie dbać, ale potem była Aydaya, której próbował powiedzieć: hej, matko, ktoś próbował mnie zabić... Zamiast tego z jego ust wydobyło się: drażni cię, że przypominam tę kurwę, z którą zdradził cię mąż. Nie było niczego dobrego do wyciągnięcia z tej konwersacji i tym bardziej nie było tam miejsca na troskę. Philip zaś się troszczył - na swój sposób. Nie robił tego po to, żeby go zarazić swoim hobby, swoją pasją. Tak, zdecydowanie nikt nie znał tak dobrze jego ciała jak Nott. I nikt nie znał go tak dobrze na przestrzeni lat. Od czasów świetlności aż po dziś dzień, gdy marniał i mizerniał w oczach, gdzie dłonie liczyły kości pod jego skórą. To, jak to robił, te słowa, ta cierpliwość... Nawet poczuł jakiś malutki dotyk motywacji. Że mógłby się postarać w podzięce za to, że Philip temu jednak poświęca swoją energię, myśli. Że poświęca te myśli jemu.
- Nie mogę jeść. Nie jestem głodny, albo nie mogę niczego przełknąć. - Spojrzał na tego tosta. Zwykły tost - pomyślałby kto. Albo całkiem niezwykły, bo zrobiony przez kogoś, kto nie robił go każdemu. A robił? Może robił. Może przez tę kuchnię przewijało się mnóstwo takich głupich jak on, tak samo jak on sam przewijał się przez wiele kuchni. Nie było tu się z czego rozliczać. Obaj znali swoje... lekkie obyczaje. Zjadł kolejny kawałek. Jakie to było dobre... Jakoś przez myśl przebiegła mu kolacja u Nicholasa. Ten głupi gest, że pomyślał, że skoro jest selkie to pewnie lubi owoce morza. Spojrzał w kierunku stołu, gdzie ostatniego spotkania bardzo zachęcił Philipa do tego, żeby go wziął tu i teraz. Bez żadnego odkładania, bez wędrówki dokądkolwiek. Zjadł kolejny kawałek tosta w zastanowieniu tej wędrówki wspomnień. Nie skomentował tego krótkiego, lakonicznego komentarza, że był tego świadom. Sam nie chciał tego rozgrzebywać, więc po prostu pozwolił tematowi wygasnąć. Zwrócił na niego spojrzenie dopiero, kiedy zadał swoje pytanie. Ostrożne - tak mu się wydawało. Prawie jakby były złe odpowiedzi na pytania, które mógł zadać.
- Uroda jest ważna. Pozwala łatwiej zdobyć to, czego pragniesz. Albo kogo pragniesz. Jeśli jednak stracisz tę urodę, to ile jesteś wart? Jeśli ta wartość była wyceniana wartością twojego ciała? Jeśli przestajesz być idealny. Każdy chce się otaczać ludźmi ładnymi. Ale ostatnio, tak po cichu, zakochałem się w brzydocie. Bo jest boleśnie prawdziwa. - Mógłby rozwijać myśl, malować kolejny pejzaż złożoności ludzkiej psychiki i swoich własnych kompleksów, materialności społeczeństwa. - Co o tym myślisz? - To były podchody, bo Laurent bał się mówić pewnych rzeczy wprost. Bał się odrzucenia.
- Lista rzeczy, przed którymi chciałbym uciec jest bardzo długa. - Głównie chyba chciałby uciec przed samym sobą. - Masz ochotę podejmować takie pesymistyczne tematy? Nie chciałbym ci psuć wieczoru. - Normalnie chyba by go już za to przepraszał i uśmiechał się, zapewniał, że wszystko jest w porządku. Ale już niewiele rzeczy było normalnych w jego życiu. - Chciałem zapytać, czy rozmawiałeś już z rodzicami. - Po pojedynku, rzecz jasna. Powtórzył trochę pytanie, bo przecież wątek był poruszony. Ale Laurent Philipowi nie wierzył. W niewiele słów mu tam uwierzył. Zaśmiał się cicho.
- Dam z siebie wszystko, panie kucharzu. - Przyobiecał.