01.01.2024, 21:57 ✶
Olivia uniosła teatralnie dłoń do ust i rozejrzała się niby konspiracyjnie na boki.
- Ależ pani oficer, nie wiem o czym pani mówi, jestem tylko zwykłą pracownicą sklepu z eliksirami, nigdy nie miałam do czynienia nawet z chochlą do zupy, ja tylko sprzedaję fiolki - powiedziała piskliwym tonem, może odrobinę za głośnym, zanim jej wypowiedzi nie przerwał chichot. Olivia była chyba ostatnią osobą, którą ktokolwiek mógłby podejrzewać o jakieś niecne spiski. Była na to po prostu zbyt głupia, leniwa i zbyt dobra. Doceniła jednak, że Brenna nie wypytywała o powód wizyty na cmentarzu, bo musiałaby skłamać, a bardzo tego nie lubiła. Nie była gotowa, by chwalić się takim sekretem każdemu, nawet jeśli tego każdego dobrze znała. Powinna najpierw do końca sama się uporać z tym całym bałaganem, zanim zacznie się otwierać przed innymi.
Gdy Longbottom powiedziała o zaklęciu rozpraszającym, Olivia wydęła wargi w zamyśleniu. To nie było takie głupie. Co prawda nie miała nigdy do czynienia z posągami i czarowaniem, ale chyba musiał być ten pierwszy raz, prawda? Kto wie, może posąg skrywa jakieś tajemne przejście? Och, to byłoby prawie jak w książce, którą ostatnio czytała! Tylko tam posąg po prostu się odsuwał po rzuceniu zaklęcia, odsłaniając kręcone schody, prowadzące do podziemi. Trochę jak w Hogwarcie posąg, który strzegł wejścia do gabinetu dyrektora. Z tym, że tam schody prowadziły w górę, a w jej książce - w dół.
- Nie uważam, żebyś przesadzała. Jakby obok mnie posąg zaczął świecić, też pierwsze co to bym sprawdziła, czy nie ma tu nikogo w pobliżu - powiedziała pocieszająco, bo nie uważała, żeby Brenna miała paranoję. Sama pewnie pierwsze co by zrobiła, to sprawdziła czy nie ma w pobliżu mugoli, a potem spróbowała rozwiązać tę zagadkę. Ostatnio je pokochała, chociaż nie była w nie dobra. - Ładne. Zapamiętam i spróbuję odnaleźć autora, chociaż wolę książki fabularne. Ale to zresztą wiesz, co? Swoją drogą nie sądziłam, że czytasz mugolską poezję. Ani że w ogóle masz czas na czytanie poezji. Przepraszam, to było niemiłe, ale wydajesz się okropnie zajętą osobą.
Zgrabnie nawiązała do sytuacji, w której omal się obie nie utopiły, bo Olivię przywiało w tamte rejony jakieś romansidło, a Brennę... No cóż - poważniejsze, bo zawodowe, sprawy.
- Och, rozumiem. Potem mogę ci pomóc, jeśli chcesz - zaoferowała się, bo co innego mogła zrobić? Co prawda nie bywała tutaj za często, ale co dwie pary oczu, to nie jedna. Gdy jednak Brenna rzuciła zaklęcie, Olivia cofnęła się dwa kroki, tak na wszelki wypadek. Nic wielkiego się jednak nie stało. Quirke podejrzewała, że rzeźba nagle ożyje albo faktycznie się odsunie, ale nie. Za to w jej dłoni pojawiła się fiolka. Eliksir? Oczy Olivii błysnęły z zainteresowaniem. - Ooo, to ciekawe.
Podeszła bliżej i stanęła na palcach, chcąc po prostu dosięgnąć fiolki i sprawdzić, czy będzie w stanie poznać, co to jest. W końcu sama wytwarzała eliksiry. Ale nie, chwila... To nie było to. Olivia zmarszczyła brwi. To nie był eliksir.
- Jak żyję nie widziałam takiego eliksiru. To raczej srebrne nitki wspomnień - powiedziała, po chwili wahania wdrapując się na grób. Mruknęła ciche przepraszam, bo przecież to było święte miejsce, ale przecież ktoś nie umieszczałby wspomnień w pomniku i nie ukrywał ich, gdyby nie chciał, by jakiś czarodziej w końcu je odnalazł, nie? Quirke ostrożnie wyciągnęła fiolkę i podała ją Brennie, bojąc się że zaraz zleci i stłucze ich znalezisko.
- Ależ pani oficer, nie wiem o czym pani mówi, jestem tylko zwykłą pracownicą sklepu z eliksirami, nigdy nie miałam do czynienia nawet z chochlą do zupy, ja tylko sprzedaję fiolki - powiedziała piskliwym tonem, może odrobinę za głośnym, zanim jej wypowiedzi nie przerwał chichot. Olivia była chyba ostatnią osobą, którą ktokolwiek mógłby podejrzewać o jakieś niecne spiski. Była na to po prostu zbyt głupia, leniwa i zbyt dobra. Doceniła jednak, że Brenna nie wypytywała o powód wizyty na cmentarzu, bo musiałaby skłamać, a bardzo tego nie lubiła. Nie była gotowa, by chwalić się takim sekretem każdemu, nawet jeśli tego każdego dobrze znała. Powinna najpierw do końca sama się uporać z tym całym bałaganem, zanim zacznie się otwierać przed innymi.
Gdy Longbottom powiedziała o zaklęciu rozpraszającym, Olivia wydęła wargi w zamyśleniu. To nie było takie głupie. Co prawda nie miała nigdy do czynienia z posągami i czarowaniem, ale chyba musiał być ten pierwszy raz, prawda? Kto wie, może posąg skrywa jakieś tajemne przejście? Och, to byłoby prawie jak w książce, którą ostatnio czytała! Tylko tam posąg po prostu się odsuwał po rzuceniu zaklęcia, odsłaniając kręcone schody, prowadzące do podziemi. Trochę jak w Hogwarcie posąg, który strzegł wejścia do gabinetu dyrektora. Z tym, że tam schody prowadziły w górę, a w jej książce - w dół.
- Nie uważam, żebyś przesadzała. Jakby obok mnie posąg zaczął świecić, też pierwsze co to bym sprawdziła, czy nie ma tu nikogo w pobliżu - powiedziała pocieszająco, bo nie uważała, żeby Brenna miała paranoję. Sama pewnie pierwsze co by zrobiła, to sprawdziła czy nie ma w pobliżu mugoli, a potem spróbowała rozwiązać tę zagadkę. Ostatnio je pokochała, chociaż nie była w nie dobra. - Ładne. Zapamiętam i spróbuję odnaleźć autora, chociaż wolę książki fabularne. Ale to zresztą wiesz, co? Swoją drogą nie sądziłam, że czytasz mugolską poezję. Ani że w ogóle masz czas na czytanie poezji. Przepraszam, to było niemiłe, ale wydajesz się okropnie zajętą osobą.
Zgrabnie nawiązała do sytuacji, w której omal się obie nie utopiły, bo Olivię przywiało w tamte rejony jakieś romansidło, a Brennę... No cóż - poważniejsze, bo zawodowe, sprawy.
- Och, rozumiem. Potem mogę ci pomóc, jeśli chcesz - zaoferowała się, bo co innego mogła zrobić? Co prawda nie bywała tutaj za często, ale co dwie pary oczu, to nie jedna. Gdy jednak Brenna rzuciła zaklęcie, Olivia cofnęła się dwa kroki, tak na wszelki wypadek. Nic wielkiego się jednak nie stało. Quirke podejrzewała, że rzeźba nagle ożyje albo faktycznie się odsunie, ale nie. Za to w jej dłoni pojawiła się fiolka. Eliksir? Oczy Olivii błysnęły z zainteresowaniem. - Ooo, to ciekawe.
Podeszła bliżej i stanęła na palcach, chcąc po prostu dosięgnąć fiolki i sprawdzić, czy będzie w stanie poznać, co to jest. W końcu sama wytwarzała eliksiry. Ale nie, chwila... To nie było to. Olivia zmarszczyła brwi. To nie był eliksir.
- Jak żyję nie widziałam takiego eliksiru. To raczej srebrne nitki wspomnień - powiedziała, po chwili wahania wdrapując się na grób. Mruknęła ciche przepraszam, bo przecież to było święte miejsce, ale przecież ktoś nie umieszczałby wspomnień w pomniku i nie ukrywał ich, gdyby nie chciał, by jakiś czarodziej w końcu je odnalazł, nie? Quirke ostrożnie wyciągnęła fiolkę i podała ją Brennie, bojąc się że zaraz zleci i stłucze ich znalezisko.