22.11.2022, 02:25 ✶
Patrick uśmiechnął się cierpko pod nosem. Nie skomentował wyzwiska, którym Brenna obdarzyła ojca Emily Hill. Sam nie do końca wiedział, jak właściwie powinien myśleć o tym człowieku. Z jednej strony sądził, że rodzina powinna trzymać się razem. Z drugiej wydawało mu się, że Hillowie nie dogadują się między sobą a o samej Emily słyszał dość sprzeczne informacje. Z trzeciej… z trzeciej Hill jednak przyszedł do biura aurorów by zgłosić zaginięcie córki i wnuka. Steward był na tyle naiwny by wierzyć, że jakaś część srogiego charakteru mężczyzny musiała być jednak tylko przykrywką i tak naprawdę głęboko kochał swoje dziecko (nawet jeśli nie potrafił tego przyznać na głos).
Obserwował Brennę, gdy ta - z prędkością błyskawicy - pobiegła zostawić potrzebną informację przełożonemu. I właśnie to cenił w Brennie. Nie musiał powiedzieć jej na głos, że obawia się o życie Emily i jej syna. Od razu sama zrozumiała co próbował jej przekazać. W dodatku, z miejsca zareagowała właściwie i już po chwili była gotowa do drogi.
- To nie musi oznaczać najgorszego – wtrącił cicho, zanim dostali się do miejsca skąd mogli się aportować.
raz. dwa. trzy. baba jaga patrzy
Dom, który zamieszkiwała Emily Hill położony był na typowym, mugolskim osiedlu jakich było wiele na obrzeżach Londynu. Znajdujące się tam budynki wyglądały tak, jakby wybudowano je w jednej fabryce a potem rozstawiono w idealnej odległości od siebie. Miały te same, jasnobrązowe otynkowania i ciemne, lekko spadziste dachy. Identyczne okna, okolone ciemnymi framugami i drzwi frontowe ze złotymi kołatkami. Niemal do każdego prowadziła podobna kamienna dróżka a koło drzwi wejściowych rosła niewielka sosna karłowata. Brakowało tu płotków, były za to idealnie przycięte, zielone trawniki. Przed niektórymi domami stały zaparkowane samochody – niechybny znak, że ich właściciele nie zdążyli jeszcze (albo zdążyli już) wyjść do pracy.
Patrick rozejrzał się po okolicy a potem skierował się ku jednemu z identycznych budynków.
- To powinien być ten – wymruczał, kierując się w stronę drzwi wejściowych. – Zawsze w takich miejscach zaczynam czuć osobliwy niepokój – powiedział.
W oknach domu wisiały jasne zasłony. Żadna z nich nie drgnęła, gdy szli dróżką.
- Emily? Jesteś w środku? - zapytał, stukając do drzwi.
Ze środka nie dochodziły żadne dźwięki.
Obserwował Brennę, gdy ta - z prędkością błyskawicy - pobiegła zostawić potrzebną informację przełożonemu. I właśnie to cenił w Brennie. Nie musiał powiedzieć jej na głos, że obawia się o życie Emily i jej syna. Od razu sama zrozumiała co próbował jej przekazać. W dodatku, z miejsca zareagowała właściwie i już po chwili była gotowa do drogi.
- To nie musi oznaczać najgorszego – wtrącił cicho, zanim dostali się do miejsca skąd mogli się aportować.
raz. dwa. trzy. baba jaga patrzy
Dom, który zamieszkiwała Emily Hill położony był na typowym, mugolskim osiedlu jakich było wiele na obrzeżach Londynu. Znajdujące się tam budynki wyglądały tak, jakby wybudowano je w jednej fabryce a potem rozstawiono w idealnej odległości od siebie. Miały te same, jasnobrązowe otynkowania i ciemne, lekko spadziste dachy. Identyczne okna, okolone ciemnymi framugami i drzwi frontowe ze złotymi kołatkami. Niemal do każdego prowadziła podobna kamienna dróżka a koło drzwi wejściowych rosła niewielka sosna karłowata. Brakowało tu płotków, były za to idealnie przycięte, zielone trawniki. Przed niektórymi domami stały zaparkowane samochody – niechybny znak, że ich właściciele nie zdążyli jeszcze (albo zdążyli już) wyjść do pracy.
Patrick rozejrzał się po okolicy a potem skierował się ku jednemu z identycznych budynków.
- To powinien być ten – wymruczał, kierując się w stronę drzwi wejściowych. – Zawsze w takich miejscach zaczynam czuć osobliwy niepokój – powiedział.
W oknach domu wisiały jasne zasłony. Żadna z nich nie drgnęła, gdy szli dróżką.
- Emily? Jesteś w środku? - zapytał, stukając do drzwi.
Ze środka nie dochodziły żadne dźwięki.