To była ich dopiero druga rozmowa, a Stanley był pewny, że złapali pewną więź porozumienia i wspólnego języka, a sama rozmowa się po prostu kleiła - łączyła we wspólną całość. W głębi duszy czuł, że to właśnie od Richarda może się dowiedzieć dużo więcej, niż od własnego ojca.
Z wujkiem mieli też podobny tok rozumowania, a nawet rozmawiania - obydwoje pracowali w Ministerstwach, obydwoje pełnili rolę funkcjonariuszy bezpieczeństwa i co najważniejsze - obydwoje byli na swój sposób tą służbą "spaczeni". Człowiek mógł wejść do Ministerstwa i z niego wyjść ale ministerstwo z niego nie wychodziło nigdy. Pewne rzeczy, umiejętności, które człowiek uczył się na służbie, zostawały do śmierci.
- Rozumiem - odparł, zaciągając się papierosem - Stawiać się ojcu? - drążył dalej, zastanawiając się co mógł mieć na myśli. Borgin próbował trochę pociągnąć za ten sznurek, aby Richard uchylił mu rąbka tajemnicy odnośnie tej sprawy - Prawda. Powinienem ale wiemy jak to się może skończyć... Zadam pytanie, a nie dostanę na nie żadnej odpowiedzi... Czy w takim razie jest mi w ogóle potrzebne takie pytanie? Retoryczne? - wstał, aby zgarnąć popielniczkę i paczkę papierosów z blatu - Takie pytania mogę sobie sam zadawać nawet i dziesiątkami, snuć, myśleć, wyjaśniać... Próbować? - wymieniał swoje możliwości, a w międzyczasie zatrzymał się na chwilę na środku pokoju, przyglądając się swojemu rozmówcy. Zaraz później wrócił na swoje miejsce przy szafce, ponownie opierając się wygodnie o nią. W ruch poszedł też kolejny papieros, wszak poprzedni został już wypalony.
- A jak wygląda relacja Roberta ze swoją córką? Pozytywnie? Negatywnie? Neutralnie? - zmrużył lekko oczy. To był bardzo ciekawy dla niego temat - jak Robert podchodził do swojego innego dziecka, tego z prawego łoża. Czy też był "taki" dla niej, czy tylko dla niego? Może też było coś co dostrzegał jego brat bliźniak, a czego nie dostrzegał on sam? W końcu często wiele rzeczy można dostrzec z perspektywy obserwatora, a nie osoby biorącej bezpośredni udział w działaniach.
Zamilkł na dłuższą chwilę, aby zebrać się w sobie. Ułożyć jakoś pytanie w odpowiedni sposób. Nie mógł ot tak wypalić odnośnie Lorda Voldemorta. Nie wiedział ile Richard wie, a ile nie wie. Ile zdążył wspomnieć mu brat, a to nie musiało być bardzo wiele jak mieli już dzisiaj szansę się przekonać.
- Czy... Robert jest bezpieczny? - zapytał - Mam podstawy twierdzić, że niektórzy mogliby chcieć się na nim zemścić za pewne czyny - wyjaśnił nieco tajemniczo. Sam Stanley nie był fanatycznym zwolennikiem Czarnego Pana, czego nie można było powiedzieć o pozostałych osobach, które ślepo podążały za jego postulatami. Fakt też był taki, że ci bardziej "odklejeni" poplecznicy Toma Riddle'a, mogli chcieć się go pozbyć na własną rękę, aby tylko wykazać się przed obliczem ich pana. Z drugiej zaś strony, czy ktokolwiek z nich mógłby być, aż tak głupim?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972