02.01.2024, 03:38 ✶
Kiedy trzynastoletnia Arya pojawiła się w cyrku nie było osoby, która nie próbowała jej zagadnąć starając się uzyskać jakiekolwiek informacje na jej temat. Niemowa nie była jednak w stanie komunikować się z obcymi, ekscentrycznymi ludźmi, którzy przygarnęli ją pod swoje skrzydła. Szok i dysocjacja nie ustępowały przez pierwsze kilkanaście dni, a kiedy w końcu objawy traumy nieco złagodniały ich miejsca zajęła nieśmiałość i lęk. Nie była w stanie napisać im żadnej kartki, chociaż potrafiła pisać. Niektórzy myśleli, że jest głupia, opóźniona, a inni porównywali ją do drugiej niemowy, która zamieszkiwała cyrk - niejakiego Flynna. Zapragnęła poznać człowieka, z którym miała coś wspólnego - pragnienie to było dziecięce i naiwne - lecz nie widziała nikogo w swoim otoczeniu kto reagowałby na to imię i dopiero po czasie usłyszała historię, która wyjaśniała ten stan rzeczy. Czas sprawił, że odnalazła się w nowym domu i społeczności, która stała się rodziną. Dorosła i zapomniała o tym niewygodnym i nużącym czasie adaptacji, a także o cichym chłopcu imieniem Flynn, który gościł w jej świadomości i wyobrażeniach jako przewodnik i towarzysz w poznawaniu nowej rzeczywistości.
Kiedy cyrk zalała nowina, że oto syn marnotrawny powrócił do domu jej umysł nie pamiętał go jako tworu fantazji, ani opowieści o prawdziwej osobie i jej zniknięciu. Rozumiała natomiast, że jego pojawienie się było wydarzeniem w ich wspólnocie, bo Bellowie nie lubili, kiedy ktoś porzucał trupę. Nie było osoby, która nie miałaby opinii na temat jego powrotu, lecz największymi emocjami byli targani członkowie cyrku, którzy pamiętali chłopaka z dawnych lat. Nie brakowało głosów, które twierdziły, że Flynn powinien być wdzięczny za ponowne przyjęcie, lecz mężczyzna swoim zachowaniem zdawał się dalece odbiegać od tej opinii. Czarnowłosa nie miała okazji do interakcji z tą chodzącą rewelacją, lecz czasem udawało się jej go dostrzec pośród cyrkowych wozów. Raz zauważyła, że paczka papierosów wypadła z jego przedniej kieszeni koszuli, lecz zamiast mu ją oddać poczekała spokojnie aż mężczyzna się oddali, a następnie ją sobie przywłaszczyła. Nie była nałogowym palaczem, lecz od czasu do czasu podpalała fajki, który zwykle pożyczała od mniej rozgarniętego lub zaoferowanego rodzeństwa. W końcu cudze nie szkodzi.
Pierwsze spotkanie twarzą w twarz z Flynnem było zainicjowane przez ich rodzeństwo. Kiedy Arya usłyszała, że ma udać się nad strumień zrobiła to bez słowa sprzeciwu, naturalnie. Wiedziała, jak chyba każdy kto znalazł się w cyrku, że początki bywają tu trudne. Powroty wydawały się być jeszcze gorsze, a post nie pomagał w żadnej z tych sytuacji, bo głodny człowiek nie był sobą. Odrobina współczucia przelała się przez jej ciało, więc w geście dobrej woli zwinęła dodatkowe porcje brownie, które były serwowane na deser nie omieszkując przywłaszczyć też trochę dla siebie.
Kiedy dotarła nad strumień nie wiedziała, jak zwrócić na siebie jego uwagę. Wydawał się skupiony i zamknięty przed całym światem. Chwilę stała przyglądając mu się z dystansu, badając jego profil i postawę. Postanowiła nie przeszkadzać mu i odłożyć jedzenie przy jego boku bez nawiązywania interakcji, lecz kiedy zniżała się, aby to zrobić jej długa czarna sukienka zaplątała się o jej stopy. Przez chwilę toczyła walkę z grawitacją o przetrwanie, lecz w końcu upadła na mężczyznę w najdziwniejszej możliwej pozie. Chcąc ratować talerz i jedzenie przed upadkiem wyciągnęła ręce przed siebie i uniosła ramiona wysoko do góry, zaryła twarzą o trawę, a pół jej tułowia spoczywało na nogach Flynna. Wciąż splątane nogi materiałem zapewne rozlały jego trunek.
Przez chwilę odrętwiona szokiem i przebiegiem wydarzenia, które zaplanowała całkowicie inaczej, nie była w stanie się poruszać, lecz po chwili zaczęła wierzgać nogami w rozpaczliwej próbie zmiany pozycji. Papieros, który leżał obok naczynia parzył jej łydkę.
Kiedy cyrk zalała nowina, że oto syn marnotrawny powrócił do domu jej umysł nie pamiętał go jako tworu fantazji, ani opowieści o prawdziwej osobie i jej zniknięciu. Rozumiała natomiast, że jego pojawienie się było wydarzeniem w ich wspólnocie, bo Bellowie nie lubili, kiedy ktoś porzucał trupę. Nie było osoby, która nie miałaby opinii na temat jego powrotu, lecz największymi emocjami byli targani członkowie cyrku, którzy pamiętali chłopaka z dawnych lat. Nie brakowało głosów, które twierdziły, że Flynn powinien być wdzięczny za ponowne przyjęcie, lecz mężczyzna swoim zachowaniem zdawał się dalece odbiegać od tej opinii. Czarnowłosa nie miała okazji do interakcji z tą chodzącą rewelacją, lecz czasem udawało się jej go dostrzec pośród cyrkowych wozów. Raz zauważyła, że paczka papierosów wypadła z jego przedniej kieszeni koszuli, lecz zamiast mu ją oddać poczekała spokojnie aż mężczyzna się oddali, a następnie ją sobie przywłaszczyła. Nie była nałogowym palaczem, lecz od czasu do czasu podpalała fajki, który zwykle pożyczała od mniej rozgarniętego lub zaoferowanego rodzeństwa. W końcu cudze nie szkodzi.
Pierwsze spotkanie twarzą w twarz z Flynnem było zainicjowane przez ich rodzeństwo. Kiedy Arya usłyszała, że ma udać się nad strumień zrobiła to bez słowa sprzeciwu, naturalnie. Wiedziała, jak chyba każdy kto znalazł się w cyrku, że początki bywają tu trudne. Powroty wydawały się być jeszcze gorsze, a post nie pomagał w żadnej z tych sytuacji, bo głodny człowiek nie był sobą. Odrobina współczucia przelała się przez jej ciało, więc w geście dobrej woli zwinęła dodatkowe porcje brownie, które były serwowane na deser nie omieszkując przywłaszczyć też trochę dla siebie.
Kiedy dotarła nad strumień nie wiedziała, jak zwrócić na siebie jego uwagę. Wydawał się skupiony i zamknięty przed całym światem. Chwilę stała przyglądając mu się z dystansu, badając jego profil i postawę. Postanowiła nie przeszkadzać mu i odłożyć jedzenie przy jego boku bez nawiązywania interakcji, lecz kiedy zniżała się, aby to zrobić jej długa czarna sukienka zaplątała się o jej stopy. Przez chwilę toczyła walkę z grawitacją o przetrwanie, lecz w końcu upadła na mężczyznę w najdziwniejszej możliwej pozie. Chcąc ratować talerz i jedzenie przed upadkiem wyciągnęła ręce przed siebie i uniosła ramiona wysoko do góry, zaryła twarzą o trawę, a pół jej tułowia spoczywało na nogach Flynna. Wciąż splątane nogi materiałem zapewne rozlały jego trunek.
Przez chwilę odrętwiona szokiem i przebiegiem wydarzenia, które zaplanowała całkowicie inaczej, nie była w stanie się poruszać, lecz po chwili zaczęła wierzgać nogami w rozpaczliwej próbie zmiany pozycji. Papieros, który leżał obok naczynia parzył jej łydkę.