02.01.2024, 03:39 ✶
- No nie wiem, czy byłoby mu wtedy tak do śmiechu, mam wrażenie że mógłby wtedy wpaść w nastrój "Stała czujność. Tylko stała czujność" - uśmiechnął się nieco krzywo, bo w jakiś sposób nie był w stanie sobie wyobrazić Moody'ego w takiej sytuacji, który w pełni doceniałby to dźwięczne hasło, które sobie umyśliła. W pewien sposób, na tę myśl, że miałaby być martwa, zrobiło mu się ciężko, ale szybko odgonił to uczucie. Musiał jednak przyznać, że w swobodzie, z jaką odpowiedziała na jego słowa, było coś niepokojącego. Co prawda, stało to obok jakiejś dziwnej ulgi, że Brenna tak otwarcie garnęła się do wyrażania swojej niepochlebnej opinii na temat Voldemorta. Mimowolnie przeszło mu przez myśl, ze pewnie gdyby była tutaj z kimś innym, kimś o innych poglądach (albo raczej tych o wiele bardziej ukształtowanych w kierunku innym niż własne ego) to już znajdowałaby się na celowniku, jeśli wcześniej tam nie stała. Pewnie gdyby zastanowiłby się nad tym jeszcze bardziej, to nawet by się ucieszył, w ten dziwny sposób, który na pewno powodowany był działaniem rytuału, bo przecież wyglądało na to, że czuła się przy nim na tyle swobodnie, by nie zastanawiać się aż tak nad tym co mówi? A może robiła to specjalnie?
- O, czyli znasz Lorraine, dobrze wiedzieć - chociaż niekoniecznie był pewien, do czego właściwie ta wiedza miała mu się przydać. - Hm, chyba nie było aż tak źle? Znaczy no zgodzę się, z tego co pamiętam, to główni bohaterowie to straszne tłuki były, może to nawet lepiej, że większość wywietrzała mi z głowy - parsknął. Potem przyjrzał się z trochę większym zainteresowaniem, kiedy przyznała mu, że faktycznie miała pojęcie o czym mówił.
Delikatny, może nieco pobłażliwy uśmiech wypełzł na jego usta, kiedy zgrabnie zmieniła wypowiedź, ewidentnie nadając jej inny ton, tak jakby wcale nie czul tamtego dnia, że coś było z nią nie tak. Ta świadomość jednak, że nie chce o czymś wspominać wprost, niczego w sumie nie zmieniała, bo zwyczajnie nie zamierzał o to dopytywać. Mógł ją nawet tam próbować rozszarpać smok, nie było to teraz ważne, bo i znajdowała się teraz obok niego cala i zdrowa, i męczyła ich teraz nieco inna kwestia.
- Cóż przynajmniej dobrze wiedzieć, że tym razem to nie samo limbo - westchnął nieco zrezygnowany, bo chyba by go popierdoliło, gdyby wylazła kolejna rzecz, która była wynikiem wizyty w tej dziwacznej krainie.
Zamyślił się na dłuższą chwilę, zastanawiając się w sumie, dlaczego w ogóle te wspomnienia mogły od nich uciekać, a jeśli nie dlaczego, to co mogło spowodować, ze tak się w ogóle działo. Towarzyszył im w tym szelest kartek, chociaż jego dłonie poruszały się zdecydowanie wolniej, kiedy przyklękiwał tak, obok rosnącego stosiku skompletowanych teczek, aż wreszcie spojrzał na nią kątem oka.
- Pamiętasz, na wrzosowiskach zapytałem cię, o co chodziło z tym woskiem - zaczął, wciąż mieląc w głowie ich rozmowę, bo mimo wszystko okazała się ona przydatna w wielu kwestiach, jeśli chodziło o uzyskanie odpowiedzi na dręczące go pytania. pewnie gdyby mu wtedy nie odpowiedziała, w ogóle by o tym teraz nie pomyślał. - Powiedziałaś coś o ogniach i tej twojej znajomej, co miała wizje na ich temat. Może to coś związanego z nimi? W sensie, jeśli zostanie przy nich miało pomieszać w głowie, to z tym woskiem zadziałało to inaczej?
- O, czyli znasz Lorraine, dobrze wiedzieć - chociaż niekoniecznie był pewien, do czego właściwie ta wiedza miała mu się przydać. - Hm, chyba nie było aż tak źle? Znaczy no zgodzę się, z tego co pamiętam, to główni bohaterowie to straszne tłuki były, może to nawet lepiej, że większość wywietrzała mi z głowy - parsknął. Potem przyjrzał się z trochę większym zainteresowaniem, kiedy przyznała mu, że faktycznie miała pojęcie o czym mówił.
Delikatny, może nieco pobłażliwy uśmiech wypełzł na jego usta, kiedy zgrabnie zmieniła wypowiedź, ewidentnie nadając jej inny ton, tak jakby wcale nie czul tamtego dnia, że coś było z nią nie tak. Ta świadomość jednak, że nie chce o czymś wspominać wprost, niczego w sumie nie zmieniała, bo zwyczajnie nie zamierzał o to dopytywać. Mógł ją nawet tam próbować rozszarpać smok, nie było to teraz ważne, bo i znajdowała się teraz obok niego cala i zdrowa, i męczyła ich teraz nieco inna kwestia.
- Cóż przynajmniej dobrze wiedzieć, że tym razem to nie samo limbo - westchnął nieco zrezygnowany, bo chyba by go popierdoliło, gdyby wylazła kolejna rzecz, która była wynikiem wizyty w tej dziwacznej krainie.
Zamyślił się na dłuższą chwilę, zastanawiając się w sumie, dlaczego w ogóle te wspomnienia mogły od nich uciekać, a jeśli nie dlaczego, to co mogło spowodować, ze tak się w ogóle działo. Towarzyszył im w tym szelest kartek, chociaż jego dłonie poruszały się zdecydowanie wolniej, kiedy przyklękiwał tak, obok rosnącego stosiku skompletowanych teczek, aż wreszcie spojrzał na nią kątem oka.
- Pamiętasz, na wrzosowiskach zapytałem cię, o co chodziło z tym woskiem - zaczął, wciąż mieląc w głowie ich rozmowę, bo mimo wszystko okazała się ona przydatna w wielu kwestiach, jeśli chodziło o uzyskanie odpowiedzi na dręczące go pytania. pewnie gdyby mu wtedy nie odpowiedziała, w ogóle by o tym teraz nie pomyślał. - Powiedziałaś coś o ogniach i tej twojej znajomej, co miała wizje na ich temat. Może to coś związanego z nimi? W sensie, jeśli zostanie przy nich miało pomieszać w głowie, to z tym woskiem zadziałało to inaczej?