02.01.2024, 05:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2024, 05:14 przez Brenna Longbottom.)
– Alek zawsze jest w takim nastroju. Po prostu czasem dobrze to maskuje – powiedziała, półżartem, półserio, bo Atreus miał jednak trochę racji, prawdopodobnie na jej pogrzebie Moody nie byłby bardzo wesoły. Ale wierzyła, że i tak doceniłby ten żart.
Brenna nie łudziła się względem tego, jak myślą o niej śmierciożercy. Podejrzewała wprawdzie, że nie jest celem numer jeden – bo wydawała się raczej… mało groźna i kto by ją brał na poważnie? – ale nie wątpiła, że nie była ich ulubienicą. Choć inna sprawa, że nie wyrażała się aż tak otwarcie przy każdym, ale po prostu nie chciała uwierzyć, że Atreus był śmierciożercą. Była w tym jakaś naiwność, może podszyta rytuałem, może trochę tym, że sama sprowadziła go do ruin, gdzie czarnoksiężnicy nie czuli się dobrze, bo przecież przywykła podejrzewać o możliwości współpracy niemal każdego. I przy nim naprawdę powinna podwójnie uważać, zważywszy na to, że wystarczyłoby, aby zaczął za bardzo się zastanawiać, dlaczego tak często przez nią nie może spędzić spokojnie dnia, aby okazało się, że wie za wiele. A przecież wiedziała, że przyjaźnił się z Borginami…
- To w całości twoja zasługa. Posłałeś mnie do skrzydła szpitalnego akurat, kiedy tam leżała, więc była skazana na moje towarzystwo - stwierdziła, a po jej ustach przez chwilę znów błąkał się uśmiech, i to nie tylko rozbawienia, bo to... naprawdę było miłe wspomnienie, chociaż tak bardzo bolała ją wtedy głowa. Brenna lubiła Lorraine. Lubiła ją zresztą nadal. Ale tamte czasy były łatwe, bo zapraszając kogoś do swojego domu, nie musiała zastanawiać się, kim jest ta osoba, sprawdzać jej krewnych trzy pokolenia wstecz, analizować wypowiedzi dotyczących mugolaków i upewniać się, czy nie przyjaźni się z tą i tą osobą... Teraz... nic nie było takie proste. - W rozpaczliwej próbie ucieczki przed moim gadaniem wygrzebała te romanse. Ten konkretny schowała mi pod poduszką. Nie wiem, czy aż tak go lubiła, czy może uznała, że poziomem głupoty dorównuję bohaterom i powinnam dlatego to przeczytać? – zastanowiła się na głos, porządkując kolejne teczki.
Udała, że nie widzi jego uśmieszku. I nie miała pojęcia, że pomyślał o smoku – wręcz proroczo, chociaż takie sensacje dopiero czekały ją w lipcu, a jego po więzi miało nawiedzić ich echo…
– Sama nie wiem… to chyba raczej świadczy o tym, że nie zadziałały dostatecznie mocno? Właściwie… jakby się zastanowić… wtedy miałam wrażenie, że zaczął się wypalać. Hm, będę musiała popytać – mruknęła sama do siebie, bo może reszta przechodziło coś podobnego? Po czym otworzyła jedną z teczek, przejrzała kilka stron i podała ją Atreusowi. – To ta. Jednak nie wessała jej żadna czarna dziura!
Brenna nie łudziła się względem tego, jak myślą o niej śmierciożercy. Podejrzewała wprawdzie, że nie jest celem numer jeden – bo wydawała się raczej… mało groźna i kto by ją brał na poważnie? – ale nie wątpiła, że nie była ich ulubienicą. Choć inna sprawa, że nie wyrażała się aż tak otwarcie przy każdym, ale po prostu nie chciała uwierzyć, że Atreus był śmierciożercą. Była w tym jakaś naiwność, może podszyta rytuałem, może trochę tym, że sama sprowadziła go do ruin, gdzie czarnoksiężnicy nie czuli się dobrze, bo przecież przywykła podejrzewać o możliwości współpracy niemal każdego. I przy nim naprawdę powinna podwójnie uważać, zważywszy na to, że wystarczyłoby, aby zaczął za bardzo się zastanawiać, dlaczego tak często przez nią nie może spędzić spokojnie dnia, aby okazało się, że wie za wiele. A przecież wiedziała, że przyjaźnił się z Borginami…
- To w całości twoja zasługa. Posłałeś mnie do skrzydła szpitalnego akurat, kiedy tam leżała, więc była skazana na moje towarzystwo - stwierdziła, a po jej ustach przez chwilę znów błąkał się uśmiech, i to nie tylko rozbawienia, bo to... naprawdę było miłe wspomnienie, chociaż tak bardzo bolała ją wtedy głowa. Brenna lubiła Lorraine. Lubiła ją zresztą nadal. Ale tamte czasy były łatwe, bo zapraszając kogoś do swojego domu, nie musiała zastanawiać się, kim jest ta osoba, sprawdzać jej krewnych trzy pokolenia wstecz, analizować wypowiedzi dotyczących mugolaków i upewniać się, czy nie przyjaźni się z tą i tą osobą... Teraz... nic nie było takie proste. - W rozpaczliwej próbie ucieczki przed moim gadaniem wygrzebała te romanse. Ten konkretny schowała mi pod poduszką. Nie wiem, czy aż tak go lubiła, czy może uznała, że poziomem głupoty dorównuję bohaterom i powinnam dlatego to przeczytać? – zastanowiła się na głos, porządkując kolejne teczki.
Udała, że nie widzi jego uśmieszku. I nie miała pojęcia, że pomyślał o smoku – wręcz proroczo, chociaż takie sensacje dopiero czekały ją w lipcu, a jego po więzi miało nawiedzić ich echo…
– Sama nie wiem… to chyba raczej świadczy o tym, że nie zadziałały dostatecznie mocno? Właściwie… jakby się zastanowić… wtedy miałam wrażenie, że zaczął się wypalać. Hm, będę musiała popytać – mruknęła sama do siebie, bo może reszta przechodziło coś podobnego? Po czym otworzyła jedną z teczek, przejrzała kilka stron i podała ją Atreusowi. – To ta. Jednak nie wessała jej żadna czarna dziura!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.