02.01.2024, 12:30 ✶
Lavinia wiedziała, że w takich sprawach jej mąż miał rację. Nawet nie tylko w takich, a po prostu, bo zawsze jak wypowiadał się o czymś to czuła, jakby był o krok albo nawet dwa przed nią. Nigdy jej to nie przeszkadzało, czasami nawet postrzegała to w kategorii wybawienia. Gdy nie potrafiła czegoś zrozumieć Umbriel od razu jej to tłumaczył, ale bez pretensji. Nie wyczuwała w jego sposobie bycia, że postrzegał ją za głupią - głupia nie była, po prostu niektóre rzeczy nie zwracały dostatecznie mocno jej uwagi. Wolała swój artystyczny świat, z którego wyciągał ją jej mąż.
— Bo wierzę, że masz rację — odpowiedziała na jego stwierdzenie i wzruszyła ramionami. Najpewniej tamte informacje nie dotyczyły jej dosłownie, więc nie odczuwała żadnej potrzeby, aby się nimi zainteresować. Jeśli jednak się myliła, miała pewność, że mężczyzna wyprowadzi ją z błędu i wyjaśni wszystko krok po kroku. Życie z Umbrielem na tej płaszczyźnie było cudowne i proste.
Próbowała nie dać po sobie poznać, że nagłówek wprowadził w jej głowie zamieszanie. Z każdym kolejnym słowem, które z ust męża brzmiało wyjątkowo miękko, odczuwała coraz większy niepokój. Czuła jakby pochłaniała ją jakaś pustka, której nie mogła zidentyfikować. Wzdrygnęła się, gdy nagły chłód zaatakował jej nagie ramiona i objęła się, aby móc dłońmi potrzeć zziębnięte części ciała.
— Brzmi doprawdy przerażająco, ale nas to nie dotyczy, więc chyba nie ma się czym przejmować, co? — mruknęła i chociaż chciała brzmieć lekko i beztrosko, to przy ostatnich słowach jej głos się załamał.
Nienawidziła tego, co działo się ostatnio w świecie. Voldemorta, bezsensownych rebelii i tego, że brzmiało to dosłownie jak początek końca. A przede wszystkim, chociaż ciężko było jej to przyznać przed samą sobą, nienawidziła tego, że Umbriel wydawał się być tym wręcz pochłonięty. Widziała jakąś chorą fascynację w jego oczach, nawet jeśli ta iskierka trwała niecałą sekundę. Znała swojego męża, ale w takich momentach miała wrażenie, że patrzyła na kompletnie obcą osobę. I nie wiedziała czy bardziej bać się siebie, że zaczęła to zauważać, czy męża.
— Nieważne czy powód jest taki czy inny… Chciałabym być tam z tobą.
Nie wyobrażała sobie, że wypuszcza go samego na ten koncert. Może jej podejrzenia były błędne, nie było to ważne w tym momencie, czuła, że gdy zostanie sama zwyczajnie oszaleje od wymyślania różnych, niepozytywnych scenariuszy. Może też zwyczajnie chciała wiedzieć, czy to wszystko co dzisiaj przeczytali w Proroku Codziennym jest jakkolwiek zgodne z prawdą.
Posłała do Umbriela swój firmowy uśmiech z nadzieją, że oczaruje go, tak jak zawsze i dojdą do porozumienia w tej kwestii.
@Umbriel Degenhardt
— Bo wierzę, że masz rację — odpowiedziała na jego stwierdzenie i wzruszyła ramionami. Najpewniej tamte informacje nie dotyczyły jej dosłownie, więc nie odczuwała żadnej potrzeby, aby się nimi zainteresować. Jeśli jednak się myliła, miała pewność, że mężczyzna wyprowadzi ją z błędu i wyjaśni wszystko krok po kroku. Życie z Umbrielem na tej płaszczyźnie było cudowne i proste.
Próbowała nie dać po sobie poznać, że nagłówek wprowadził w jej głowie zamieszanie. Z każdym kolejnym słowem, które z ust męża brzmiało wyjątkowo miękko, odczuwała coraz większy niepokój. Czuła jakby pochłaniała ją jakaś pustka, której nie mogła zidentyfikować. Wzdrygnęła się, gdy nagły chłód zaatakował jej nagie ramiona i objęła się, aby móc dłońmi potrzeć zziębnięte części ciała.
— Brzmi doprawdy przerażająco, ale nas to nie dotyczy, więc chyba nie ma się czym przejmować, co? — mruknęła i chociaż chciała brzmieć lekko i beztrosko, to przy ostatnich słowach jej głos się załamał.
Nienawidziła tego, co działo się ostatnio w świecie. Voldemorta, bezsensownych rebelii i tego, że brzmiało to dosłownie jak początek końca. A przede wszystkim, chociaż ciężko było jej to przyznać przed samą sobą, nienawidziła tego, że Umbriel wydawał się być tym wręcz pochłonięty. Widziała jakąś chorą fascynację w jego oczach, nawet jeśli ta iskierka trwała niecałą sekundę. Znała swojego męża, ale w takich momentach miała wrażenie, że patrzyła na kompletnie obcą osobę. I nie wiedziała czy bardziej bać się siebie, że zaczęła to zauważać, czy męża.
— Nieważne czy powód jest taki czy inny… Chciałabym być tam z tobą.
Nie wyobrażała sobie, że wypuszcza go samego na ten koncert. Może jej podejrzenia były błędne, nie było to ważne w tym momencie, czuła, że gdy zostanie sama zwyczajnie oszaleje od wymyślania różnych, niepozytywnych scenariuszy. Może też zwyczajnie chciała wiedzieć, czy to wszystko co dzisiaj przeczytali w Proroku Codziennym jest jakkolwiek zgodne z prawdą.
Posłała do Umbriela swój firmowy uśmiech z nadzieją, że oczaruje go, tak jak zawsze i dojdą do porozumienia w tej kwestii.
@Umbriel Degenhardt