02.01.2024, 17:30 ✶
- Łał. Rozpowiadałbyś po szkole ich odpowiedzi, czy wysłał je ich rodzicom? - Nie udawał zdziwienia. Nie potrafił wyobrazić sobie Bletchleya w sytuacji, w której gnębił inne dzieci. Ale oni generalnie byli męczącym przypadkiem, bo niby się znali, ale znali się w warunkach kompletnie oderwanych od swoich codzienności - taka dziwna forma sztuki, w której niby wiesz o kimś wszystko, a jednocześnie nie wiesz o nim nic. - To tylko gra... Widać, że nigdy nie grałeś ze mną w Monopoly. - Coś w Bletchleyu mówiło mu, że dobrze bawiłby się pijany przy grze planszowej, szczególnie przy kimś tak odklejonym od rzeczywistości jak Bellowie. Pasował mu tam. Idiotyczne nawiązania do religii, na które zawsze żywo reagował Jim. Tłumaczenie zawiłości językowych - Fiery zawsze się o to oburzała, a potem notowała to w pamięci. Z entuzjazmem zjadałby wypieki Elaine, a ona jak zawsze by się z tego cieszyła. Rozumiałby co chce przekazać Arya, chociaż ta nie mogła odezwać się do niego słowem. Miał w też sobie taką żywiołowość i zadziorność, wymieszaną z pokładami ciepła mówiącymi, że by o nich dbał. Wymieniał to tak i wymieniał i nagle (!) to do niego dotarło. W scenie, jaką przywołał w wyobraźni, usadowił go po lewej stronie Alexandra. Widać było lekką frustrację, jaka wypełzła na jego oblicze - przygryzł nawet wargę i ucieszył się wielce, że nie będzie musiał się z tego tłumaczyć, bo ta reakcja zostanie zgoniona na głupią grę karcianą. On opisywał Caina, czy po prostu siebie? Przeraził się tym trochę. Aż tak bardzo widział w nim swoje odbicie? To było jego miejsce przy Alexandrze, jego nawiązania do religii, jego ciasto, jego ukochana siostrzyczka bez języka w gębie - to było jego życie. Zastąpił nim samego siebie. I nagle Cain zupełnie tam nie pasował.
Spróbował to szybko od siebie odgonić.
- Jest okej. Po prostu jestem za młody, żeby opowiadać o sobie cztery minuty. - Powiedział to trochę nerwowo, ale ta nerwowość szybko minęła, bo został sprowadzony na ziemię dotykiem. Dobrze na niego zareagował - zawsze reagował z entuzjazmem na każdą czułość, ale teraz faktycznie potrzebował jej do tego, żeby wrócić do tego miejsca, w którym byli razem, a najlepszą częścią Caina było to, jak bardzo go rozumiał i jak łatwo potrafił przypomnieć mu o tym, że żyje. Przymilił się do niego. Policzki i resztę ciała miał rozgrzane już wcześniej, ale powoli na twarz wylewał mu się permanentny rumieniec, podsycony wypitym haustem alkoholem. - Lubię rozwiązywać problemy. - Nie rozwodził się nad tym szerzej, bo jego zainteresowanie naukami ścisłymi nie wydawało mu się ani trochę ciekawe, poza tym chłopak sam wystawiał się na bajerę życia, a on by nie był sobą, jakby to puścił mimo uszu. Odłożył kieliszek na stół, a papierosa zawiesił w powietrzu zaklęciem translokacyjnym, żeby ułożyć dłoń z prawej strony jego szyi, tuż pod uchem i zatrzymać w tej pozycji na dłużej. - Muszę? - W sensie: uczyć cię fizyki? - Cain, dla mnie jeżeli jesteś gotowy, to możemy zacząć te lekcje tu i teraz, tylko wyciągnij zeszyt i zanotuj, bo szkoda będzie, jak zapomnisz o prawach dynamiki Newtona, kiedy przejdziemy do praktyki. - Nie wyszło mu to jednak, bo nie powstrzymał żenującego uśmieszku atakującego co chwila kąciki jego ust. - Pierwsza, słodziaku - ciało rzucone na łoże traci na oporze. Druga zasada - ciało bez ubioru nie stawia już żadnego oporu. Trzecia - ciało na dole - zyskujesz kontrolę.
Czekał na jakieś durnoctwo, co mu przyjdzie na to w odpowiedzi, ale… pojawiła się kolejna karta.
- Cóż… - Teraz żaden uśmieszek nie atakował kącików jego ust. No bo nie oszukując się - zagrywka sprzed czterech lat była odwrotnością tych oczekiwań. Niby powiedział, że mu to wybacza, ale teraz kiedy było pomiędzy nimi tak słodko i tak wzbudzało to poczucie winy. Idealnym zwieńczeniem tej sceny byłoby wylosowanie tej karty mówiącej o relacji z matką - wtedy już naprawdę pociągnąłby go w stronę łóżka i postanowił zapomnieć o wszystkim, więc postanowił przetestować wszechświat i chwycił pierwszą, leżącą na szczycie talii. Tekst na niej mówił jednak o czymś lżejszym - o trzech rzeczach, które jego zdaniem mieli ze sobą wspólnego.
- Oooo... to jest proste. Zajebisty tyłek. Niebanalne poczucie humoru. To jest wygląd, charakter, co jest jeszcze? Dusza? … Lubimy swoje towarzystwo.
Spróbował to szybko od siebie odgonić.
- Jest okej. Po prostu jestem za młody, żeby opowiadać o sobie cztery minuty. - Powiedział to trochę nerwowo, ale ta nerwowość szybko minęła, bo został sprowadzony na ziemię dotykiem. Dobrze na niego zareagował - zawsze reagował z entuzjazmem na każdą czułość, ale teraz faktycznie potrzebował jej do tego, żeby wrócić do tego miejsca, w którym byli razem, a najlepszą częścią Caina było to, jak bardzo go rozumiał i jak łatwo potrafił przypomnieć mu o tym, że żyje. Przymilił się do niego. Policzki i resztę ciała miał rozgrzane już wcześniej, ale powoli na twarz wylewał mu się permanentny rumieniec, podsycony wypitym haustem alkoholem. - Lubię rozwiązywać problemy. - Nie rozwodził się nad tym szerzej, bo jego zainteresowanie naukami ścisłymi nie wydawało mu się ani trochę ciekawe, poza tym chłopak sam wystawiał się na bajerę życia, a on by nie był sobą, jakby to puścił mimo uszu. Odłożył kieliszek na stół, a papierosa zawiesił w powietrzu zaklęciem translokacyjnym, żeby ułożyć dłoń z prawej strony jego szyi, tuż pod uchem i zatrzymać w tej pozycji na dłużej. - Muszę? - W sensie: uczyć cię fizyki? - Cain, dla mnie jeżeli jesteś gotowy, to możemy zacząć te lekcje tu i teraz, tylko wyciągnij zeszyt i zanotuj, bo szkoda będzie, jak zapomnisz o prawach dynamiki Newtona, kiedy przejdziemy do praktyki. - Nie wyszło mu to jednak, bo nie powstrzymał żenującego uśmieszku atakującego co chwila kąciki jego ust. - Pierwsza, słodziaku - ciało rzucone na łoże traci na oporze. Druga zasada - ciało bez ubioru nie stawia już żadnego oporu. Trzecia - ciało na dole - zyskujesz kontrolę.
Czekał na jakieś durnoctwo, co mu przyjdzie na to w odpowiedzi, ale… pojawiła się kolejna karta.
- Cóż… - Teraz żaden uśmieszek nie atakował kącików jego ust. No bo nie oszukując się - zagrywka sprzed czterech lat była odwrotnością tych oczekiwań. Niby powiedział, że mu to wybacza, ale teraz kiedy było pomiędzy nimi tak słodko i tak wzbudzało to poczucie winy. Idealnym zwieńczeniem tej sceny byłoby wylosowanie tej karty mówiącej o relacji z matką - wtedy już naprawdę pociągnąłby go w stronę łóżka i postanowił zapomnieć o wszystkim, więc postanowił przetestować wszechświat i chwycił pierwszą, leżącą na szczycie talii. Tekst na niej mówił jednak o czymś lżejszym - o trzech rzeczach, które jego zdaniem mieli ze sobą wspólnego.
- Oooo... to jest proste. Zajebisty tyłek. Niebanalne poczucie humoru. To jest wygląd, charakter, co jest jeszcze? Dusza? … Lubimy swoje towarzystwo.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.