Philip za często dopuszczał swoje emocje do głosu, pozwalając aby wzięły nad nim górę. Zanim nadszedł moment refleksji, wszystko to co chodziło mu po głowie opuszczało jego usta powodując prawdziwą lawinę nowych problemów. On zawsze przychodził później, już po szkodzie. Powinno być odwrotnie. Powinien najpierw myśleć, a potem robić. Gdyby to jeszcze było takie proste. Zwłaszcza, że teraz tak dużo działo się w jego życiu prywatnym, które jeszcze było dalekie od ideału. To on sam musiał znaleźć złoty środek pomiędzy tym, co już miał i co chciał mieć. Nie ograniczając się do jednej płci miał całkiem szerokie pole manewru, a jednocześnie nawet nie przekroczył jego linii.
— Jeśli to ma jakieś znaczenie... ja również tobie ufam. — Przez ostatnie miesiące Laurent jeszcze bardziej zasłużył na zaufanie z jego strony. Po opuszczeniu kuchni i powrocie do salonu Philip położył się plecami na leżącym na podłodze ogromnym pluszowym psidwaku z rozprutą łapą. W prawej dłoni trzymał za nóżkę kieliszek wypełniony do połowy winem. Usłyszał znajome kroki, spoglądając w kierunku z którego rozbrzmiał głos Laurenta. Zadowalające było to, że od początku tego wieczoru nie padło ani jedno "przepraszam" ze strony tego mężczyzny rozumiane przez niego jako "przepraszam za to, że żyję".
— Nie jestem... zły. Jestem zmęczony. Nie zamierzam się dzisiaj kłócić. — Odczuwana przez niego frustracja, prowadząca do kłótni, tak naprawdę do niczego nie prowadziła. Opuścił go jednak dobry nastrój. Napił się odrobiny wina. W winie leży prawda, dlatego należało pić je z umiarem tak aby nie nabrało właściwości eliksiru prawdy.
— Zapytałem cię o to przed czym naprawdę uciekasz, wyrażając gotowość do wysłuchania cię i oferując nawet nocleg tak byś w środku nocy nie wskakiwał do mojego kominka wyskakując z tego w New Forest. Nie podjąłeś tego tematu, zamiast tego wyskakujesz z mało śmiesznym żartem i odmawiasz po raz kolejny mojemu zaproszeniu. Przez ten czas dowiedziałeś po co tutaj przyszedłeś? O pojedynku tak naprawdę nie ma co mówić. — Przemawiał starając się za wszelką cenę zachowywać spokojny ton głosu, bez dopuszczenia tych wszystkich emocji do głosu. Nie oczekiwał przeprosin ze strony Laurenta. Zarówno przedtem, jak i teraz.