Nie miał obycia w tego typu sytuacjach. Przez całe swoje życie nie trwał w tak skomplikowanej relacji, która zdawała się być spisaną już na stracenie. Pozostawała wciąż i wciąż niedokończonym wątkiem. To wszystko mieszało mu w głowie. Nie miał pretensji do samego Laurenta. Wszystkiemu sam był winien i za wszystko ponosił konsekwencje, od których nie był w stanie się uwolnić pomimo wszystkich starań. Nie czuł się kompletny.
— Ostatnio to nie jest to trudne. — Jakby to mu dobrze wytłumaczyć? Wszystko sprowadzało się do tego, że nie był zadowolony ze swojego obecnego życia, na co składało się wiele czynników. Wszystko to zdawało mu się za bardzo ciążyć. Podejmowane przez niego starania również, zwłaszcza że osiągał odwrotny efekt od zamierzonego. Jaki w tym wszystkim był sens? W jego głosie nie pobrzmiewały jakiekolwiek pretensje skierowane wobec Laurenta. — Nie dopatruj się w tym swojej winy i sposobności do przepraszania. — Dopowiedział zanim zdołał uprzedzić fakty, zapobiec sytuacji której chciał uniknąć i która nie powinna mieć miejsca.
— Nie podejrzewałem, że możesz odebrać to w ten sposób. — Podzielił się z nim wysnutym na podstawie słów Laurenta wnioskiem. Starał się zachowywać jak powinien zachowywać się dobry gospodarz, dbając przy tym o swój komfort. Zakołysał lekko trzymanym w dłoni kieliszkiem, burząc w ten sposób gładką taflę szkarłatnego trunku i znów przychylił kieliszek do ust. Nie miał najmniejszej ochoty na jakąkolwiek kłótnię na noc. Czy to miało służyć oczyszczeniu atmosfery między nimi? O ile było to jeszcze możliwe, bo to wszystko zabrnęło zdecydowanie za daleko w najgorszym możliwym aspekcie. — Starałem się być dobrym gospodarzem. Czy w takim razie masz ochotę tutaj zostawać? Jeśli nie odpowiada ci sypialnia gościnna to wolałbyś spać w mojej? — Jak widać różnie podchodzili do różnych aspektów wypowiedzianych przez niego słów. Nie miał takiego zamiaru, zwłaszcza że naprawdę chciał z nim porozmawiać. Zadane przez niego pytania wydawało się tym właściwym, o ile otrzyma na nie szczerą odpowiedź. Starał się zrozumieć, czego tak naprawdę od niego chce Laurent. Starał się potwierdzić swoje przypuszczenia albo przekonać się, czy nie ma racji, że wszystko zostanie sprowadzone do jednego. Nie posiadał trzeciego oka w postaci daru jasnowidzenia i błądził po omacku w meandrach relacji trwającej znacznie dłużej, niż jedna noc. Nie dopytał o to, jaki jest. Laurent miał prawo do posiadania opinii na jego temat. Nawet jeśli nie jest skłonny powiedzieć mu tego prosto w twarz.