Siedzący oparty o pluszowego psidwaka Philip spoglądał na Laurenta, w oczekiwaniu na jakąkolwiek reakcję z jego strony. To wszystko zmierzało w bardzo dziwnym albo złym kierunku. Nic nie układało się tak jak powinno przy założeniu, że w ogóle miało się ułożyć między nimi w jakikolwiek sposób tak aby każdy z nich nie poszedł w swoją stronę, bez oglądania się za siebie i bez możliwości powrotu, porzucając wszystkie próby. Nie byłoby to czego chciał. Jednocześnie nie chciał trwać w tym zawieszeniu. Musiał stać się całością.
— Naprawdę nie masz co doszukiwać się swojej winy we wszystkim. Gdyby tak było to bym nie spędzał z tobą czasu. - Nie okłamał go. Pomimo że zawsze kończyło się tak a nie inaczej, tak właśnie było. Stanowiło to problem, od którego nie dało się uciec. Powinien zmierzyć się z tym na takich samych zasadach, jak wziął udział w tym pojedynku. Dokonać tego z taką samą pewnością i determinacją, jednak zamiast tego czuł jakby stąpał po ruchomych piaskach. Ktoś powinien z nich go wyciągnąć, zwłaszcza że znajdował się w nich niemalże po sam pas. Na przestrzeni ostatnich miesięcy wydawało mu się, że są wszystkim tym, czym tak naprawdę nie mogą być, że są posklejani z tych myśli, które przetrwały w nich do dziś. Nie miał satysfakcji z picia.
— Nie chcę aby tak było. — Wymruczał pod nosem, odnosząc się do całokształtu zupełnie jakby nie potrafił inaczej. W takich właśnie chwilach tracił sporo ze swojej dojrzałości, która powinna tutaj odgrywać pierwsze skrzypce. To on jest tym starszym. Czasem chciałby być jak swój starszy brat, który pomimo bycia okropnym nudziarzem, ale zdawał się być bardziej wyważonym od niego. Pomimo braterskiej więzi między nimi nie czuł się gotowy na powiedzenie wszystkiego, co tak naprawdę leżało mu na sercu.
Odpowiedź na zadane przez niego pytanie poprzedziła diametralna zmiana w postawie Laurenta - zamknięte oczy, zaciśnięte powieki, opuszczona głowa i spojrzenie utkwione w kolanach, zaciśnięte palce na udach. Laurent nie zasłużył na obojętność z jego strony. Potrafił taki być wobec tych, którzy naprawdę na to zasłużyli.
— Nie zaproponowałem ci uprawiania seksu, tylko spanie w mojej sypialni. — Philip rozważał to jako jeden z możliwych powodów wizyty Laurenta, któremu zadawał odpowiednie pytania próbując to ustalić. Cały czas do tego dążył. Także dla swojego spokoju ducha i po to aby zrozumieć, czy chodzi o jego towarzystwo, prostą aczkolwiek smaczną kolację czy po prostu Laurent chciał tego, czego do niedawna mu nie odmawiał samemu czerpiąc z tego sporo przyjemności. — Chcę usłyszeć prawdę. — To jedyne co chciał usłyszeć tego wieczoru, starając sprowadzić to spotkanie do szczerej rozmowy między nimi. Nawet jeśli oczekiwana przez niego szczerość oznaczała najgorszą prawdę, która zburzy do końca to chwiało się już w posadach albo pozwoli oczyścić atmosferę.
Gdy Laurent zaczął opowiadać o swoich problemach, słuchał go w pełnym cierpliwości milczeniu. Dużo problemów. Z pewnością było ich znacznie więcej, niż mówił. Wieść o śmierciożercach pukających po raz drugi do drzwi Laurenta sprawiła, że wzdłuż swojego kręgosłupa poczuł przebiegający dreszcz, a w swoim żołądku nieprzyjemny ucisk. Doskonale wiedział, jak bardzo te abraksany są dla blondyna ważne i że ich utrata w ten czy inny sposób byłaby bardzo bolesna. Bardzo trudno byłoby mu się pozbierać po czymś takim. Philip potępiał jakąkolwiek przemoc wobec zwierząt. Nie chciał przeczytać informacji odnośnie śmierci samego Laurenta. Nie pierwszy raz uświadamiał sobie, że tak naprawdę nic albo bardzo niewiele wie o przeszłości Laurenta, tak naprawdę nie chcąc jej poznawać. To też ulegało zmianie.
Philip pomimo wszystkich wad miał serce na właściwym miejscu. To nie tak, że do niego nic nie docierało, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich miesięcy przez zmiany jakie w nim zachodziły. Dobrze znał strach, uczucie tak głęboko spychane w głąb siebie, aby to nie zwróciło się przeciwko niemu. Potrzeba bezpieczeństwa nie była mu obca. W tych murach czuł się bezpiecznie. Zarumienił się nieznacznie na słowa Laurenta o ujrzeniu jego uroczego uśmiechu, że mógłby zasnąć przy nim po prostu leżąc, że tak byłoby dobrze przez chwilę. Nie nawiązując głębszych relacji z drugim człowiekiem Philip jak dotąd nie pozwalał na coś takiego. Laurent brzmiał naprawdę szczerze i chciał mu uwierzyć, zaryzykować w nadziei, że to nie zwróci się to przeciwko niemu samemu.
Podniósł się sprawnie z podłogi i skierował swoje kroki do fotela, na którym siedział Laurent. Odstawiwszy kieliszek z niedopitym winem, usiadł na podłokietniku fotela. Spoglądał jednak na niego. Jego osobiste problemy zdawały się tracić na znaczeniu. Przecież żaden śmierciożerca nie chciał go pozbawić życia ani nie chciał skrzywdzić jego psidwaków. Jedynymi ludźmi, jacy go nachodzili, byli dziennikarze, fani i psychofani. Pomimo tego, że nie czuł się szczęśliwy ani zadowolony ze swojego życia, ono było pod tym względem dobre. Dotknął włosów młodszego mężczyzny, wplątując w nie palce dłoni w uspokajającym geście. W deszczu twych łez utonąłem kolejny raz, w głębinach źrenic twych mórz.
— Wyrzuć to z siebie, Laurie. Najważniejsze, że nic ci się nie stało. Nie wiem nic o twojej przeszłości, więc jeśli chcesz o tym mi opowiedzieć to cię wysłucham. Tylko jeśli mu na to pozwolisz. Tu jesteś bezpieczny... śmierciożercy ani pozostali źli ludzie nie mają tutaj wstępu i nie musisz się bać. Dzisiaj śpisz ze mną. Możesz nawet zostać przez kilka dni. — Zachęcił go do tego aby kontynuował swoją opowieść, jeśli tylko będzie na to gotów. Takim ludziom strach zapewniał poczucie władzy. Być może to były śmiałe słowa jak na niego, ale Ulica Pokątna zdawała się być jedną z bezpieczniejszych ulic magicznego Londynu. Nabył na niej kamienicę przez wzgląd na patrole mogące zareagować w razie wtargnięcia tutaj psychofanów albo przestępców. Pojedynek, w którym wziął udział, ukazał go jako wprawnego pojedynkowicza. Ostatnie zdanie wypowiedział z ciepłym uśmiechem, z dołeczkami w policzkach. Zaproponował mu to, przeczuwając że Laurent tego potrzebuje. Podsunął również mu swoją materiałową chusteczkę z wyszytym złotą nicią monogramem.
Taka noc mi się jeszcze nie zdarzyła.— Tak nie znajdziesz tego, czego szukasz. Nigdy nie wiesz, czy zobaczysz swojego kochanka następnego dnia. — Przez całe lata znaczna część jego życia kręciła się wokół seksu i trudno zwalczyć dawne przyzwyczajenia. Jedyna różnica była taka, że nie szukał miłości tylko przyjemności. To, że ktoś mu powie po odbyciu stosunku, że go kocha to jeszcze nie miłość. Nie stanowiło to dla niego problemu, bo nie było mu z nią po drodze. Przytoczył to, co powiedział mu jego przyjaciel podczas ich ostatniej rozmowy. Laurent nie powinien iść tą samą drogą, co on.