Gdyby nie dziennikarz zapewne znowu zabrałby jej to opakowanie i dla własnej przyjemności dalej próbował wpychać jej ciastka do buzi, ale na szczęście Brenny skupił swoją uwagę na natręcie. Tak, Vincent czasami miał zachowania godne dziecka, ale co poradzić. Lubił jak Brenna gadała, ale lubił też jak milczała, więc wpychanie ciastek do jej buzi byłoby czymś przyjemnym. Nie miał teraz jednak czasu na kilka chwil znęcania się nad Longbottom.
– Trzy słowa? – odwrócił się do dziennikarza bardzo powoli, jego oczy ściemniały, a postura jakby urosła do rozmiarów grozy. Nie, Vincent z aparycji raczej nie był przyjemny, raczej samym wyglądem sprawiał wrażenie osoby z lekka groźnej. Łagodny był jedynie przy Brennie i bliskich mu osobach, ale dla obcych? Z przyjemnością by się z nim pobił, ale hamowała go obecność Brygadzistki. – Gościu, odpierdol się – uniósł brew ku górze. Dłonie zacisnął w pięści, a słysząc słowa Brenny cofnął się od dziennikarza, chociaż dłoni nie rozluźnił, wzroku nie złagodził, a chęci uderzenia gościa nie zniknęły.
Vincent nie raz mówił do Brenny, że nienawidzi ludzi, a zwłaszcza tych, którzy nie rozumieją słowa nie. Jedynego natręta w swoim życiu jakiego akceptował była Paskuda obok niego. Nie była irytująca, robiła bardzo dużo dobrego, a taki dziennikarz zdecydowanie mógł jedynie zaszkodzić. Jak ten, który napisał artykuł o Laurencie, jak każdy inny z tych śmiesznych brukowców. Nie chciał odpowiadać na pytania, nie chciał widnieć w wywiadach, czy innych miejscach publicznych. Wolał być anonimowy, z dala od wzroku innych.