– Nie – znowu krótka, dosadna odpowiedź. Elaine stąpała twardo ze swoimi poglądami i zasady durniów nie miały racji bytu w jej życiu. – Jestem szczęśliwa z tym co mam. Nie potrzebuje zasad durniów, aby móc ułożyć swoje życie w taki sposób w jaki chcę. Mam swoją przyczepę, swoją rodzinę i nie potrzebuje statusu krwi, aby mieć wszystko co chcę. Kiedyś każdy z nas umrze, kiedyś każdy z nas straci te wille z delfinami i ogrody z sukienkami – pokręciła trochę jego słowa, ale to dla żartów, dla pokazania, że to nie ma znaczenia – Nie będą miały żadnego znaczenia. Jak umrzesz, wiesz, co będzie miało znaczenie, mój drogi? – zapytała – To co ci zostanie, relacje, przyjaźnie, rodzina, sława, którą za sobą zostawiłeś, a nie kolor twojej krwi – wbiła w niego swoje bystre oczy. Przed jej twarzą przeleciał żółty motylek – O, motylek. Jaki śliczny – podążyła za nim wzrokiem dając tym szansę Prewettowi na zmianę tematu, aby się jeszcze bardziej nie pogrążył w jej oczach.
Jego słowa o nadaniu formy zignorowała. Nie chciała o tym rozmawiać, bo dorośli ludzie byli tak durni i uparci, że czasami nie warto było z nimi rozmawiać. Gdy weszli do środka mógł dostrzec jej śliczną kuchnie, która miała w sobie urokliwy rozgardiasz. Patrzyło się na nią i widziało się po prostu Elaine Bell. Dalej była zasłonka, która skrywała za sobą część do spania i w samym rogu rura do tańczenia.
– Wszystko, co daję ludziom do jedzenia jest spod mojej kucharskiej, wspaniałej ręki – odparła jakże skromnie wyciągając serniczek w blaszce, która miała kształt serca. Odkroiła dwa kawałki, przełożyła na kolorowe, kwieciste talerzyki i przeniosła na okrągły stół pod oknem. Widząc jak podryguje zaśmiała się cicho i sama się poruszyła w rytm skocznej muzyki. Elaine zdecydowanie nie robiła tego nieśmiało i nie umiejętnie. Widać było, że wiedziała jak się tańczy i miała ogromne poczucie rytmu.
– Bardzo często. Uwielbiam muzykę, a zwłaszcza tańczyć – odpowiedziała i spojrzała na niego. Jej sukienka zafalowała od jej ruchów. Usiadła do stoliczka i wskazała mu miejsce niedaleko siebie, aby usiadł i skosztował jej wypieku.